10 za wszystko.

Nieważne czy film Irlandczyk to słaby, czy dobry film. Jesteśmy częścią historii i już nigdy nie spotkamy gwiazd kina razem w jednym filmie. Kropka.
Sam film to 3,5 godziny filmowej przygody dla każdego, dla kogo nazwisko De Niro i ska nie jest obce. Od pierwszej sceny, kiedy kamera przesuwa się po domu spokojnej starości aż do ostatniej kiedy...
Nie będę pisał nic dalej, bo przecież każdy chce zobaczyć ten film sam i bez uprzedzania faktów zwanych po polsku spojlerami.
Sam film to 3,5 godziny jazdy w gangsterskim stylu w formacie tak uwielbianym przez wielu fanów kina. De Niro jako Frank „Irlandczyk” Sheeran robi ten film. Jako narrator filmu i jako główna postać. Od pierwszego spotkania z Rusellem Buffalino zagranego przez Joe Pesciego, którego na ekranie nie widzieliśmy chyba z 10 lat. Plejada gwiazd, która pojawia się na ekranie i jest zamieszana w brudną politykę, politykę Waszyngtonu, Castro na Kubie, śmierć JFK czy mafię w latach 60 i 70. Sam film jest przeplatany gęstą akcją jak i humorem. Wszystko to składa się na bardzo dobry produkt.
De Niro jako twardziel w filmie do końca broni swojej racji. Mafia, przyjaźń i brudne interesy zawsze są dla niego najważniejsze. Wygrywa dużo. Zapomina jak zawsze u takich ludzi o najważniejszym. Nie widzi tego, że najbliższe mu osoby oddalają się codziennie coraz dalej. Ale już taki urok życia.
Nie ważne jakie będą oceny krytyków i komentarze innych ludzi. Ja dostałem prezent pod choinkę juz teraz i jaram się jak sąsiad 500+ czy kochanka, że dostała okres.
Irlandczyk to chyba najbardziej oczekiwany film tego roku. Wiem, że będzie na Netlix do zobaczenia. Jednak na dużym ekranie oglądać to było coś pięknego. Nawet taka ścieżka dźwiękowa jak brzmi inaczej w kinie we wszystkich głośnikach. Sama muzyka już sprawiła, że spokojnie kupię winyla z muzyką.
Osobiście uważam, że De Niro powienien dostać nominację do Oscara. Czy wygra? Nie wiem, ale sama nominacja to już wielkie wyróżnienie.
Dziękuje wszystkim za ten świetny film, a szczególnie tym, którzy sprawili, że wszystkie gwiazdy tego filmu pojawiły się na jednym ekranie. Jestem też ciekawy i czekam jak wyglądał proces efektów specjalnych odmłodzenia głównych bohaterów. Nakładane maski, peruki i efekty specjalne podobne do Gemini Man nowego filmy Willa Smitha ( bardzo słaba produkcja).
Ocena choć robię to bardzo rzadko to 10********** za wszystko. Za reżyserię, aktorów, temat, muzykę, scenografię. Polecam.

117
  • A gdzie go oglądałeś?

  • Super że film ci się podobał bo oznacza to że Scorsese trafił w gusta przynajmniej części swoich wielbicieli. Części, bo mnie na przykład ten film zwyczajnie zanudził, a do tego komputerowe retuszowanie twarzy to była jakaś tragifarsa. Co z tego że odmłodzili oblicze De Niro czy Pacino o ładnych paręnaście lat, skoro postura i motoryka aktorów wyraźnie demaskowała że to już panowie w słusznym wieku. Wyglądało to momentami wręcz żałośnie, niczym stetryczali emeryci udający młodzików na wakacjach w jednym z tajlandzkich kurortów. Film w większości przegadany, prawdziwej akcji jak na lekarstwo, tendencyjna końcówka budząca skojarzenia chociażby z Blow czy Raging Bull, i dosłownie jeden moment trzymający w napięciu. Ten film powstał o jakieś 20 lat za późno i chyba tylko z sentymentu można mu przyznać oceny wyższe niż 5/10. Niemniej jednak, jeśli są widzowie których oczarował, to wypada się tylko z tego cieszyć.

    • Jeśli rzeczywiśćie jest tak słabo,to znaczy że ostatnim naprawde dobrym filmem Scorsese była chyba Inflirtacja.Tak jak Ridley Scott,facet chyba zapomniał jak sie robi dobre kino.

      • Zapomniałem przecież o Wyspie Tajemnic I Wilku !! My bad !

        • Ostatnim naprawdę dobrym filmem Scorsese byli "Chłopcy z ferajny"; potem już tylko bredził albo się powtarzał.

          • Hej, hej, nie tak ostro, schody zaczęły się dopiero, gdy spotkał DiCaprio i zaczął podporządkowywać swoje kino pod jego komercyjną osobę. Ostatnim świetnym filmem fabularnym Scorsese było "Kasyno", dramatyczna opowieść o patologicznym małżeństwie, rodzicielstwie, to ten temat pchnął Scorsese do realizacji i dramaturgicznie wybrzmiewa zdecydowanie najsilniej, o kobiecie pod presją (wybuchowa, niezapomniana, więdnąca w oczach Sharon Stone). To także epos o końcu "kowbojskiej" ery w Vegas – "Kasyno", to zresztą znakomity przykład filmu bezprawia, w dużym stopniu hołd dla ukochanego przez Scorsese gatunku – westernu. Po części również film muzyczny - mało jest filmów tak wykwintnie wymodelowanych przez playlistę, tak kapitalnie zmontowanych pod muzykę, przymiarki były w "Goodfellas", ale na maleńką skalę; W "Kasynie" ponownie spotykają się De Niro i Pesci, wreszcie dostając szansę na rozbudowanie swych drugoplanowych partii z "Chłopców z ferajny" i "własnoręcznego" poprowadzenia narracji z offu. De Niro gra, z grubsza, "normalnego faceta", stąd prawdopodobnie obojętne potraktowanie przez krytykę tej wspaniałej roli – roli uszytej, co najmniej tak perfekcyjnie, jak noszone tu przez Boba garniaki. Rzadko widzi się aktora tak pewnego siebie, z taką dezynwolturą podporządkowującego sobie kadry i ruchy kamery. I Pesci - fenomen, ten miniaturowy kandydat na najbardziej charakterystyczną postać kina, w "Kasynie" gra tak, że nawet będąc w dobrym zdrowiu przed ekranem, martwisz się o swoje życie. Pesci stworzył w "Kasynie" ogromną kreację pierwszoplanową, to co robił w "Goodfellas" było jedynie przymiarką. Pesci i De Niro na pierwszym planie to dużo lepsza sprawa niż Pesci i De Niro na drugim planie, i tyle. Musiałem upomnieć się o "Kasyno", sorry...

            Najlepszym filmem późnej fazy jego kariery jest póki co osobisty dokument: Letter to Elia - dla mnie to w ogóle czołówka jego filmów, niesamowicie osobista rzecz. Wartościowe były również dokumenty muzyczne.

            bełkotem nie są:
            "Ciemna strona miasta", współpraca ze Schraderem to zawsze coś ciekawego, jakaś samotność bressonowska, i nie inaczej było tutaj, ten film starzeje się też bardzo dobrze wizualnie, cała masa kapitalnych kadrów nocnego NYC. "Przylądek strachu" to świadoma campowa zabawa z genialnym De Niro i świetną resztą obsady. "Wiek niewinności" - niespełniony dramaturgicznie, ale wizualnie perełka. No i "Gangi..." miały scenografię i miały niezapomnianego Lewisa.

            Reszta to rzeczywiście albo kicz (Hugo, Kundun, Milczenie), albo DiCaprio siłujący się ze swoją chłopięcością, choć w "Wilku" się sprawdził, ale filmik średni.

            • Wow, mój najbardziej radykalny i bezkompromisowy w ocenach znajomy mnie tonuje w mych radykalnościach, no niech będzie, że dam się nieco przyhamować, niech stracę. Nie znam jego dokumentów, o których piszesz, więc wyłączam je z mej radykalnej wyceny, być może się im przyjrzę. "Kasyna" nie znoszę, uważam, że powstało mocą inercji po "Chłopcach z ferajny", jest wtórne - rola Stone rzeczywiście dobra. "Przylądek strachu" może miał być campową zabawą, ale mnie nie rozbawił. "Ciemna strona miasta" ładnie filmowana, piękne kadry, ale nudna. "Wiek niewinności" - dobry, moja pomyłka. Odtąd będę mówił, że nie zrobił nic godnego uwagi od czasu "Wieku niewinności". "Gangi" były szmirą, jedna wielka rola tego filmu nie ratuje. Co do reszty, ze szczególnym uwzględnieniem filmów z di Caprio wypowiedziałbym się jeszcze dosadniej niż Ty. Pozdrawiam.

              • Cóż, szkoda, że tak widzisz "Kasyno", dla mnie dużo tam dobrego. "Goodfellas" to też była w jakimś stopniu powtórka/rozwinięcie gangsterskich wątków z "Ulic nędzy" i "Wściekłego byka", ale z wprowadzeniem narracji z offu i z tą nową, słynną już montażową dynamiką. "Kasyno" moim zdaniem było spełnieniem tej nowej narracji. Ale ok, nie ma się co o to boksować ;) Letter to Elia" na pewno warto. "Irishmana" sprawdzam niebawem.

    • A podobały ci się,Kasyno,Chłopcy z Ferajny,Dawno Temu w Ameryce, Godfather??Bo jeśli nie, albo nie oglądałeś to po prostu może film nie dla ciebie

      • Z ww. najmniej podobał mi się o dziwo... Ojciec Chrzestny, ale to pewnie dlatego że byłem na świeżo po lekturze Mario Puzo i brakowało mi elementu zaskoczenia. Wracając zaś do Irlandczyka to film ten spokojnie mógłby być krótszy o jakieś 30-40 min i fabularnie nic by na tym nie ucierpiał, bo ileż razy można oglądać nawiązania do zabójstwa JFK czy innych historycznych wydarzeń z historii USA których przebieg dobrze znamy. Film był zbyt statyczny, w większości scen bohaterowie rozmawiają (w samochodzie, sądzie, barze, domu starców, itp.) a jak już się coś dzieje to aż razi brakiem dynamiki. Na przykład De Niro po ulicznej egzekucji na jednym czy drugim spokojnie sobie odchodzi, jakby chodziło o wyrzucenia niedopałka a nie zabójstwo przy świadkach. W napięciu trzyma dosłownie 30 min i to nawet nie końcowych, bo po punkcie kulminacyjnym mamy jeszcze dobre 30min smętów. Różne są jednak gusta widzów i z pewnością takich którzy entuzjastycznie ocenią Irlandczyka nie będzie brakować.

    • Ujmę to tak. Zgadzam się z tobą, że ten film powininen powstać 10-20 lat temu i wtedy aktorzy wypadli by dużo lepiej. Masz rację z tym, że jednak mimo odmłodzonych twarzy po ruchach można było poznać, że lata już nie te. Ale ja po jakimś czasie przywykłem i zadałem sobie jedno pytanie. Kto miałby ich zastąpić? Kto miałby zagrać młodsze wersje Pacino, De Niro i Pesci w filmie gangsterskim Scorsese? Kto wygląda na tyle podobnie i ma taki talent? Odpowiedź jest jedna. Nikt. Dlatego Scorsese zrobił, co musiał, bo nikt inny nie mógł tego zagrać i dorównać trzem największym żyjącym gwiazdom kina gangsterskiego. Tzn Pesci jest jednym z najlepszych aktorów kina gangsterskiego, a Pacino i De Niro jednymi z najlepszych aktorów wszechczasów. Nie do podrobienia i nie do zastąpienia. Oczywiście jeśli powstanie jakiś film biograficzny o którymś z nich czy kontynuacja albo prequel któregoś z legendarnych filmów z ich udziałem, jak najbardziej niech ktoś inny tam zagra i spróbuje się wykazać. Ale oni grali w tym filmie i potrzebny był ktoś, kto ich zagra, jak byli młodsi. Być może gdzieś jest jeden aktor na tyle zdolny i podobny do któregoś z nich, ale nie trzech. To już byłoby prawie jak szóstka w totka. Dlatego rozumiem reżysera i nie potępiam go za odmłodzenie tej trójki.

      • Podzielam Twoją opinię, Nikt nie może zastąpić tych trzech aktorów, a i obecność Keitela sprawiła mi sporą frajdę. Potraktowałem ten film jako swoiste pożegnanie wybitnych aktorów, pod batutą reżysera, z widzami. Pożegnanie w konwencji z jaką mi się cała czwórka najbardziej kojarzy, a kojarzy mi się najbardziej z filmem gangsterskim. Przymknąłem oko, a raczej wyrzuciłem z kadru, odmładzanie bohaterów. Można szukać włosa w torcie. Ja wolę wyrzucić włos i zjeść pyszny tort. Tak też zrobiłem i film zabrał mnie w trzy i półgodzinną podróż po świecie pana Scorsese, De Niro, Al Pacino i Joe Pesci. Taka nostalgiczna podróż... Jeszcze ją wspominam... i tęsknię.

    • za 1 razem zasnąłem w połowie. Ten film to rozwlekłe wspominki starszych ludzi. Wspaniale to oddali..
      Niemniej - czuć w tym filmie ducha dawnych topowych gangsterskich filmów. Pytanie jest takie: czy to jednak tylko kolejna herbata z tej samej torebki czy jednak np. ja się zmieniłem. Na pewno nowe czasy mają na to wpływ. Ja zmieniłem swoje upodobania do gier jak i innych rzeczy. W grach BG mnie kiedyś urzekał teraz nie przełknąłbym nowej gry w takim wydaniu bo co prawda generalnie lubię RPG ale już w nowej odsłonie graficznej. Tak samo z filmami - jestem już skażony większym tempem akcji. Oczywiście mówimy o pewnych gatunkach filmów. Podsumowując - wiem, że film zbiera dobre oceny ale mnie nie urzekł. I to nie jest film który obejrzałbym po raz trzeci, piąty za rok czy 5 czy 15 lat.

    • Dokładnie. Dla mnie też nuda. Ich czas już przeminął.

  • Dla mnie Pacino rządzi tu bezapelacyjnie i nominacja do Oscara za drugi plan należy się jak psu buda.

  • Widziałem film 16dni temu na American Film Festival na jego otwarciu. Świetne kino, wielowątkowe, wiele historii i postaci a wszystko się genialnie przeplata. To film też wielogatunkowy: jest akcja, jest gangsterka, jest dramat, są nawet sceny surrealistyczne, dużo biografii i opisu w tle historii USA i nie tylko, dramat ludzi, trudne wybory a do tego sporo w tym komedii :) W całych 3.5h nie uważam, żadnej sceny za zbędnej. Genialny reżyser i genialni aktorzy! Na pewno jeden z najlepszych filmów 2019 obok Jokera, Parasite, The Lighthouse, Na Noże, Jojo Rabbita i wielu innych perełek, które miałem wielkie szczęście już obejrzeć w kinie :)

  • Oj jestem świeżo po seansie i jestem wniebowzięty. To po prostu znakomite dzieło. Scenariusz to bomba, Pacino, PES i rewelacja. Nie słuchajcie narzekań na nienaturalne twarze, to tylko część filmu i do tego naprawdę szybko się przyzwyczajasz. Ten film wcale nie powinien powstać 20 lat temu jak niektórzy mówią, właśnie ze względu na wiek aktorów ostatnie 20 minut jest tak... wyraziste. Film mógłby dla mnie trwać 6 godzin, jest zajebiscie wciągający, mega zrobiony, tak się cieszę że mogłem go zobaczyć w kinie. Polecam wszystkim fanom Martina Scorsese.

  • "już nigdy nie spotkamy gwiazd kina razem w jednym filmie"
    o kolejny jasnowidz, wróżbita Maciej zagrożony....

  • Oceniam wysoko 8,5/10.

    Jest dobrze, bo film jest pewnie w Top 5 roku obok Parasite, Joker, Pewnego razu w Hollywood, Ford v Ferrari.
    Dobrze nakręcony, dziadki aktorsko dają radę, ale brakuje w tym ikry i kilka scen komicznie wyszło np:
    fragment z sklepikarzem jak chciał pokazać przed córką kto jest kozakiem na osiedlu :)

    Irishman to nie jest film na miarę Ojciec chrzestny 1 i 2, Człowiek z blizną, Dawno temu w Ameryce, Chłopcy z ferajny,
    Pulp Fiction, Gorączka czy seriali Sopranos, Prawo ulicy, Breaking Bad.

    Może kiedyś powrócę do filmu za dobre 10-15 lat i zobaczę jaki będę miał wtedy odbiór. Przeważnie wybitne filmy przy powtórce robią równie duże wrażenie. Choć rzadko wracałem ponownie do filmów przez ostatnie 20 lat :)
    Głównie odświeżałem sobie wybitniejsze filmy z lat 1930-1995.

    • Ktoś kto pisze ze jest to dobry film zwyczajnie bredzi pod publikę. To nudna, niewciagajaca opowiastka starego człowieka, którego ciężko reżyserowi odmlodzic, nie widać życia w grze aktorskiej. To jednak 2019 r oczekuje od filmu więcej niż nazwiska na napisach...

      • Ktoś kto daje 3/10 dla takich filmów przegina o wiele mocniej w drugą stronę i jest z miejsca mało wiarygodny.

        Wystarczy, że podzielimy dany film na czynniki pierwsze ok 25 wytycznych i ten film większość ma na plus.

        Więc jakim cudem na 3/10 :)

        Film jest obecnie jednym z najwyżej ocenianych filmów roku na największej bazie filmowej świata IMDB,
        a tam mamy najwięcej ocen gromadzonych z całego świata.
        Joker 8,7
        Parasite 8,6
        Irishman 8,5
        Ford v Ferrari 8,3
        Latarnia 8,3
        Oczywiście to są nowości więc z kolejnymi miesiącami i latami im spadnie, ale fakt, że wszystkie inne filmy w tym roku mają niższe oceny poza odmóżdżaczem dla młodzieży Avengers-End Game 8,5.

        Średnia recenzji na metacritic dla Irishman 94. Tylko jeden film w tym roku ma lepsze recenzje 96 Parasite.

        Oczywiście mając już na koncie ponad 12 tys.filmów, gdzie ok 8,5 tys. to kino ambitniejsze z
        lata 1920-2019 zarówno z Europy, Azji, Ameryki Północnej wiem doskonale ile wybitnych starszych filmów jest
        lepszych od Irishman. Zwłaszcza lat 40', 50', 60', 70', 80' czy 90' , bo z lat 20' może max 10-20 było lepszych.
        Ale w XXI wieku i taki Irishman wyróżnia się pozytywnie, bo przez ostatnie 20-25 lat filmy szału nie robią poza
        pewnymi wyjątkami. Wtórność, zero oryginalności, bezczelne kopiowanie z starszych filmów w 95% nowych filmach.

        Twój wpis "To jednak 2019 r oczekuje od filmu więcej niż nazwiska na napisach..." .....powinien brzmieć inaczej i być obrócony o 180 stopni. Nowsze filmy mogą buty lizać starszym arcydziełom.

      • spokojnie ten ktoś postawił w jednym rzędzie klasykę kina, Sopranos i k^%$^a Waltera Whitea xd

  • się zgadzam z tobą bezapelacyjnie

  • jak jestes debillem i film oceniasz (przeceniasz) ze wzgledu na liste plac i obsade to nie nalezy ci nawet wspolczuc...

  • Według mnie De Niro i Pacino w jednym filmie to zawsze magia. Być może jest to ostatnia taka produkcja, w której możemy ich zobaczyć razem. Niektórzy narzekają na długość produkcji, ale według mnie nie ma się czego doczepić. Nie dłużyło się mi, historia bardzo ciekawa, obsada rewelacyjna. Czego chcieć więcej?

  • Czemu Frank zabił Jimmiego ? Chciałbyć solidarny z bossami mafii i zrobić to co mu nakazali czy chciał zabić go sam ze względu na to że byli przyjaciółmi i nie chciał żeby zrobiła to mafia ?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię