Na wstępie zaznaczę, że nastawiałem się na kolejne vegowskie gówno o przygodach cwaniaczków ze stolycy (Vega. Gnoju. Tego co zrobiłeś z Pitbullem... Z tym jedynym, słusznym Pitbullem z 2005 roku, tego ci nie wybaczę nigdy). Jakże mi było miło się rozczarować i stwierdzić, że jednak te 16 ziko wydane na bilet nie poszło w błoto. Owszem, to wciąż jest typowy polski film gangsterski o cwaniaczkach ze stolycy, niemniej jednak całkiem przyzwoity, a wręcz zaryzykowałbym stwierdzenie, że nawet bardzo dobry film gangsterski o cwaniaczkach ze stolycy.
Przede wszystkim ujęło w nim mnie to, że twórcy nie bali pokazać się tego, że większość gangsterów to zwyczajne debile i patusy, którzy mieli więcej szczęścia, niż sprytu i rozumu. Że te wszystkie legendy polskiej mafii lat 90 zbudowały swoją potęgę nie dlatego, że byli jacyś mega ogarnięci tylko dlatego, że działali w totalnie zniszczonym państwie, które nie zdążyło jeszcze utworzyć sprawnych organów ścigania. Z drugiej strony pokazali też, że istnieje w tym środowisku grupa ludzi z łbem na karku, których niemądrze lekceważyć i do takiej grupy będzie z czasem należeć nasz główny bohater...
Jego przygoda zaczyna się w latach 80tych, poprzez 90te, a kończy na latach współczesnych. Każdy z tych okresów został zrealizowany bardzo wiarygodnie i profesjonalnie, scenografia, kostiumy i charakteryzacja naprawdę przyzwoite. Od razu widać, że ludzie za to odpowiedzialni przyłożyli się do swojej roboty. Do każdej z wyżej wymienionych dekad przygrywa charakterystyczna dla nich muzyka (czy właściwie dobór utworów), której daje mocne 9/10. Sekwencja ślubu - egzekucji i wesela, do którego leci w tle legendarne Child in Time formacji Deep Purple wgniotła mnie w fotel. Zdecydowanie najlepsza scena w filmie, mistrzowsko zrealizowana pod względem reżyserskim (i pragnę dodać, że w tym filmie takich sztosiwo sekwencji jest jeszcze kilka).
Scenariusz całkiem zmyślny i nawet wiarygodny. Mamy zwroty akcji i parę smaczków-niespodzianek, które wywołały u mnie delikatny uśmieszek i podziw. Dialogi standardowo przesiąknięte "k*rwami-ch*jami", nie mniej jednak pasujące do wyrazistych, a momentami wręcz przerysowanych postaci. A co do nich...
Główny bohater zagrany przez Marcina Kowalczyka się zdecydowanie obronił. Aktor zagrał gangstera-twardziela tak jak się powinno gangstera-twardziela zagrać - oszczędnie i z dystansem. Jednakowoż udało mu się pokazać większą paletę emocji (co szczególnie widać pod koniec filmu) nie niszcząc, a wręcz ubogacając kreowaną przez siebie postać. 8/10
Postać drugoplanowa, czyli Walden zagrany przez Tomasza Włosoka, to zdecydowanie mój faworyt. Jego kreacja gangstera-furiata, jest jednym z najmocniejszych aspektów tego filmu. Postać naprawdę tragiczna, z pozoru płytka, jednakowoż posiadająca głębię, o której widz się z czasem przekonuje. Bardzo dobrze pokazana przemiana z drobnego cwaniaczka w budzącego strach i szacunek psychola, wydawałoby się bezlitosnego, a jednak toczącego wewnętrzną walkę z samym sobą. 9/10
Największe obawy budziły u mnie dwie Natalki... mowa tu o Natalii Szroeder i Natalii Siwiec. Nie jestem przekonany do zatrudniania w filmach znanych i ładnych buziek bez doświadczenia aktorskiego. Całe szczęście ich rolę były rozpisane tak, żeby stanowiły bardziej atrakcyjny dodatek, aniżeli elementy kluczowe i w tych rolach sprawdziły się na tip top. Niezaprzeczalnie upiększyły pełną zakazanych mord obsadę, a ich najmocniejszą stroną były zdecydowanie sceny łóżkowe (każda miała inną, dostosowaną do charakteru granej przez siebie postaci, które pokazane jednocześnie w jednej z tych wyżej wymienionych sztosiwo sekwencji wypadły wyśmienicie). 6/10 i 5.5/10.
O reszcie postaci nie będę się rozpisywał (choć może i powinienem, bo niektóre na to zasługują), jednakże zaznaczę, że w tym filmie nie ma postaci słabych. Dobór obsady był strzałem w dziesiątkę.
Reasumując polecam z czystym sumieniem i piszę to jako widz, który współczesne polskie kino gangsterskie omija zazwyczaj szerokim łukiem...
... a plakat zj*bany strasznie.