Film jest świetny. Wciągnął mnie od samego początku. Ale jedno mi tam nie pasuje, ścieżka dźwiękowa. Osobiście uwielbiam Nalepę i usłyszeć jego kawałek w filmie to była prawdziwa przyjemność. Ale mieszkałem w przygranicznym miasteczku, gdzie było pełno gangsterów i oni takiej muzyki nie słuchali. "Na salonach" królowało techno i inne klimaty, które w żadnym wypadku nie skłaniały do jakiejkolwiek refleksji.
Chyba że reżyser chciał pokazać, jak bardzo bohater filmu różni się od innych gangsterów.