W porównaniu do Underdoga widzę lekki progres. Najpierw plusy: dialogi, produkcja, dźwięk, muzyka, jakieś tam nawiązanie do "Złego" Tyrmanda, kreacja "Waldena". Film ratują role mistrzów: Frycza, Chabiora, Woronowicza. Na szczęście gangusy już popijają lepsze trunki niż Kawulson. Minusy: nie wiem po co kolejny raz na planie lądują nie-aktorzy tacy jak Siwiec, Dyjak, Vega (?) oraz kilku kolesi z oktagonu. Narracja też czasami przypomina wczesne produkcje gier komputerowych. Elementy baśniowe też tu nie bardzo grają: jak żona oraz ojciec może nie domyślać się że bohater już dawno nie zarabia legalnie. Dom kupiony w kilka dni od staruszków ? Proszę Pana ! Jak można żonie wysoko w ciąży fundować taki akcje jakie odchodzą pod koniec filmu. Z resztą producenci chyba nie mieli pomysłu jak skończyć i dlatego to się dłużyło w nieskończoność.
Rzeczywiście ktoś fajnie tu to podsumował: coś między Vegą a Scorsese :)