Jedna rzecz mnie mocno drażniła - gloryfikowanie wręcz głównego bohatera, gangstera mordującego jakby nie było z zimną krwią. Począwszy od tego mega cringeowego monologu o "współpracy", skończywszy na podkreślaniu na każdym kroku jaki to on nie jest charakterny i lojalny. Czy ma mi to zaimponować? Nie sprzedawałeś kolegów, wow, co za charakter! A zaraz potem z tymi kolegami szedłeś i strzelałeś w łeb komuś kogo uznałeś za "złego", albo szkodliwego, bo przecież Ty sam szkodliwy nie byłeś.
No ale poza tym, całkiem sprawne kino, na pewno kilka stopni wyżej niż ten ściek od Vegi