Obejrzeliśmy wczoraj. Filmy akcji to nie do końca mój ulubiony gatunek, ale ten jest sprawnie nakręcony, bawi się retrospekcją i nie ma zbyt wiele momentów nierealistycznej strzelaniny. O ile do akcji nie wkroczy Statham. I tu mój problem. Nie rozumiem fenomenu tego aktora. Człowiek, który w każdym filmie wygląda tak samo i gra taki sam typ człowieka. Aktor bez mimiki, nie wysilający się na stworzenie jakiejkolwiek osobowości bohatera, nie wnoszący do swojej postaci żadnych cech indywidualnych, które pozwoliłyby widzowi stwierdzić, że kreowana przez niego postać w kolejnym filmie to nie ta sama osoba, co w Transporterze. Statham gra Stathama, gdziekolwiek go nie obsadzą i jest w Jednym gniewnym człowieku najsłabszym ogniwem.