Ujdzie, ale... + moje dywagacje na temat

1. troszkę się dłuży pod koniec,
2. nieznośnie ckliwe niektóre sceny, jeszcze do tego podlane patetyczną muzyką,
3. nie chce mi się wierzyć, że jakiś krasnoarmijec ganiałby jednego szwaba po całej Azji dla własnej satysfakcji.

Na plus zaliczam:

1. ciekawą pierwszą połowę filmu (od ucieczki do pobytu u Jakutów),
2. dobrą muzykę w scenach wędrówki przez Syberię - połączenie orkiestry, instrumentów etnicznych i wokaliz ludowych,
3. całkiem przyzwoite aktorstwo, choć nie znałem żadnego z grających w tym filmie aktorów.

A co do kwestii "czy zasłużył sobie, czy nie"? Nie wiemy, co na wojnie zrobił Forell - może zabił wielu ludzi, może jednego, a może jak Joe Heidecker (niemiecki żołnierz-pacyfista, który udokumentował i przechował dla potomnych obrazy z getta warszawskiego) nie wystrzelił z broni ani razu.

Na pewno było to dziwne uczucie oglądać sceny, które dotąd w filmach wojennych dotyczyły głównie Żydów - transport w bydlęcych wagonach, śmierć z pragnienia, głodu, zimna, wyładunek w obozie, ciężką pracę ponad siły - wszystko to tym razem w wykonaniu Niemców. Można by odczuć maleńką "schadenfreude", ale z drugiej strony to wstyd i hańba, że którakolwiek nacja gatunku ludzkiego zgotowała innej nacji podobny los. I nieważne, kto zaczął, a kto zrobił to w odwecie.

Dlatego pod tym względem - było to ciekawe doświadczenie. I choćby dlatego polecam kiedyś obejrzeć ten film.

16

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: