Ciekawy koncept który im dalej w las tym bardziej przestaje trzymać się kupy. Matka zabija kobietę z zewnątrz, drugą córkę, a z przekazow wynika że też polowała na innych ludzi, równocześnie kładąc 3 córce do głowy, że życie jest ważne. Jak widać nie każde. Inteligenta, jak wynika z wcześniejszych scen, córka, nie widzi kłamstw i manipulacji matki. Tzn widzi ale nic z tego nie wynika. Żadnej głębszej zadumy, wniosków. Widocznie inteligencja ma być jedynie operacyjna a nie poznawcza, wątpiąca i szukająca odpowiedzi.
W kulminacyjnej scenie córka zabija matkę, choć ta wyjawia jej, że ma świadomość poza powłoką, więc ten czyn nic nie zmienia, a wcześniej powstrzymuje też pozostałe powłoki przed wdarciem się do ośrodka. Test jest zdany: stworzono idiotę doskonałego.
No bo co może stać się dalej? Maszyny uprawiają przecież pola, są potrzebne do urodzenia zarodków i w ogóle do wszystkiego.
Co autor miał na myśli tworząc to dzieło? Jedyne co przychodzi mi do głowy, to promocja depopulacji i eugeniki robiąca z logiki kurtyzanę. Bo niby trochę żal tej 2 córki ale w sumie... cel słuszny. Kobieta z zewnątrz z kolei to egoistyczny szur który nie mógł dogadać się nawet ze swoimi więc... na śmietnik.
Nawet najlepsze zdjęcia, aktorstwo czy cały kunszt filmowy, nie jest w stanie uratować tak kuriozalnej bzdury.