5,3 50 tys. ocen
5,3 10 1 49806
5,3 62 krytyków
Joker: Folie à Deux
powrót do forum filmu Joker: Folie à Deux

Krukcenzja

ocenił(a) film na 8

Słyszałam mnóstwo głosów rozczarowania krążących wokół tego tytułu. Jednak, jak to ja, musiałam ostatecznie sprawdzić, co tak naprawdę jest na rzeczy. „Joker: Folie à deux” jest filmem dobrym – niezależnie od negatywnych emocji, jakie u niektórych budzi tego typu opinia.

Arthur Fleck trafił do więzienia i oczekuje na proces stulecia, który rozstrzygnie ostateczną winę w sprawie pięciu morderstw. Jego obrona wnioskuje o niepoczytalność, a prokuratura pragnie wykazać, że jest kompletnie zdrowy psychicznie, w związku z czym może zostać skazany na śmierć. Pomiędzy kolejnymi dywagacjami prawnymi, w życiu mężczyzny staje się coś nieprzewidywalnego. Poznaje zaintrygowaną nim kobietę, która usilnie stara się do niego zbliżyć. Harley Quinzel wdaje się w romans z Arthurem. Miłość i muzyka prowadzą jednak jednocześnie do wolności i zniewolenia…

Podoba mi się to, jak produkcja ta igra z konwencją pierwszej części. Pośród zachwytów nad „Jokerem” dało się niemal zapomnieć, że był to wciąż film o chorej psychicznie jednostce, która ma problem w odnalezieniu się w rzeczywistości. Sequel niemal boleśnie uświadamia, jak mylnie społeczeństwo wynosi tego antybohatera na piedestał, wpychając go w formę symbolu walki z systemem. Realnie jest to więc rozszerzenie kontekstu pierwszej części, które wyłącznie pogłębia opłakaną sytuację, w jakiej znalazł się Arthur. Bardzo ciekawym zabiegiem narracyjnym jest również wykorzystanie elementów musicalowych. Fragmenty śpiewane nie stanowią tak do końca składowej głównej osi fabularnej, a raczej eksplorują stany emocjonalne, z jakimi mierzy się główny bohater. Świetnie wypada przy tym zakończenie, które odziera tytuł z resztek niedopowiedzeń, wywracając całą koncepcję do góry nogami. Z pewnością nie spodoba się ono każdemu, lecz moim zdaniem robi ono dokładnie to, co powinno.

Jak można było przypuszczać, warstwa realizacyjna prezentuje się wprost fenomenalnie. Przepiękne zdjęcia, sprawny montaż, dopięta scenografia i charakteryzacja. Ogląda się to wszystko naprawdę rewelacyjnie. Muzyka również odgrywa bardzo dużą rolę, kreując posępny klimat. Jeśli chodzi o piosenki w wykonaniu głównych bohaterów… Prezentują różny poziom. Niektóre są wprost genialne, inne miejscami niedomagają. Jednakże nie sądzę też, by jakkolwiek się dłużyły. Joaquin Phoenix ponownie sprawnie wciela się w uosobienie szaleństwa, eksplorując psychikę chorej jednostki oraz uwydatniając ją na filmowej scenie. Jego Arthur jest tym razem zdecydowanie bardziej ludzki, subtelniejszy, mniej skrajny… Jednocześnie Joker daje do wiwatu mocniej niż uprzednio. Pewne mieszane uczucia budzi we mnie występ Lady Gagi w roli Harley Quinn. Zaprezentowała się dość udanie, jej postać intryguje, oddaje emocje. Jednak nie poruszyła mnie zupełnie, obecność Lee ma znaczenie wyłącznie przez pryzmat wpływu na Arthura, nie istnieje przez to tak naprawdę jako samodzielna postać.

Może nieco wbrew ogólnym opiniom i przekonaniom na temat tej produkcji naprawdę dobrze się bawiłam podczas seansu. „Joker: Folie à deux” to dzieło zupełnie różne od pierwszej części – jeśli ktoś oczekuje powtórki z rozrywki, to z pewnością się rozczaruje. Tak samo, jeśli ktoś spodziewa się silnego zwrotu ku standardowi uniwersum DC, walki z Batmanem lub czegokolwiek podobnego. Tegoroczna kontynuacja nie jest napchana akcją, a stanowi raczej powolne studium szalonego umysłu, który nie potrafi odnaleźć się w świecie. Z mojej strony 8/10: polecam, choć wyłącznie nielicznym.