Po wszystkich negatywnych recenzjach ludzi którzy zwykle podobnie do mnie oceniają filmy nie miałem żadnych oczekiwań, tymczasem film okazał się co najmniej równie fobry jak pierwszy Joker. Jeśli kogoś odrzuca forma to uspokajam - to nie jest klasyczny musical tylko normalna fabuła wspierająca narrację elementami musicalu i jest to dobrze osadzone w historii. Jak dla mnie film został zinterpretowany nieprawidłowo zarówno przez jego przeciwników jak i zwolenników - przynajmniej jeśli chodzi o szerszy kontekst. Nieie czytajcie recenzj - obejrzyjcie
Bezsensowne zachowania bohaterów nie mające w sobie cienia autentyczności. Zupełnie niepotrzebne sceny (np. 90% scen ze strażnikami więzienia można by wyciąć i film by na tym zyskał, a nie stracił). Wątek miłosny, w którym bohaterowie zakochują się w sobie po kilkusekundowej rozmowie, później nic się nie dzieje (co ma na celu ta scena z pożarem? przecież ona jest po nic), jest jeden zwrot akcji, że ona kłamała, ale w sumie to nic z tego nie wynikło xD Arthur powiedział aha ok i tyle XDD a później powiedział, że nie jest Jokerem i jej się odwidziało. To jest ten przejmujący wątek miłosny zasługujący na 8/10? Mam wrażenie, że oglądałem inny film jak czytam takie recenzje.