5,3 50 tys. ocen
5,3 10 1 49815
5,3 62 krytyków
Joker: Folie à Deux
powrót do forum filmu Joker: Folie à Deux

Czytając liczne negatywne opinie na temat filmu, początkowo byłem przekonany, że nie warto go oglądać. Zdecydowałem, że go pominę i nawet nie zamierzałem wybrać się do kina. Dziś jednak, z braku lepszej alternatywy, postanowiłem ocenić go samodzielnie.

Film wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie, utrzymując moje zainteresowanie od pierwszej do ostatniej sceny. Nigdy nie spodziewałem się, że z przyjemnością obejrzę film, który zawiera tak znaczną dawkę elementów musicalowych. Joker: Folie à Deux  jest wielowymiarowym dziełem, nie trzeba jednak "na siłę" doszukiwać się głębokiej symboliki w chaotycznym scenariuszu, jak to często bywa z pseudoartystycznymi dziełami. Interpretacja jest tutaj stosunkowo klarowna, choć nieoczywista i daleka od banału.

Film balansuje między różnymi egzystencjalnymi dylematami, które mogą rezonować z każdym, kto kiedykolwiek zastanawiał się nad sensem życia. Na początku obserwujemy Arthura w stanie kompletnej rezygnacji – pozbawionego nadziei, przytłoczonego brakiem nie tyle alternatyw, co perspektyw. Jego życie zdaje się być zupełnie bezcelowe, nie ma planów ani nikogo, kto nadawałby mu sens. W oczekiwaniu na nieunikniony wyrok, który może przynieść dożywocie lub śmierć, Arthur wydaje się egzystować jedynie po to, by oddychać. Na sinusoidzie życia znalazł się w punkcie zerowym, gdzie złożoność egzystencji spadła do minimum.

Wszystko zmienia się, gdy pojawia się Harley. Nagle wraca iskierka nadziei, nowa perspektywa, która przywraca mu chęć działania. Mózg, który dotąd funkcjonował w letargu, zaczyna się ożywiać – pojawiają się pomysły, wyobraźnia, a nawet uśmiech. Czy nie każdy z nas przechodził coś podobnego? W momentach, gdy brak nam celu i motywacji, stajemy się zimni, apatyczni i zrezygnowani. Jednak nawet najmniejsza iskra nadziei może radykalnie zmienić naszą rzeczywistość. Nawet jeśli część tej przemiany to jedynie wytwór wyobraźni Arthura, ukazuje to potęgę ludzkiego umysłu, który, w obronie przed całkowitym upadkiem, kreuje alternatywną rzeczywistość, by wyrwać się z egzystencjalnego marazmu.
Jednym z kluczowych aspektów, było zilustrowanie procesu tworzenia "legendy". Arthur, patrząc z zewnątrz, to słaby, sfrustrowany i schorowany człowiek, pozbawiony wyjątkowych zdolności. Jednak czas, okoliczności i wyobraźnia tłumu wynoszą go na piedestał. W momencie, gdy społeczeństwo jest zmęczone fałszem, manipulacją mediów i wszechobecną grą pozorów, ktoś tak prosty jak Arthur – ktoś, kto nie wchodzi w żadne gierki i bez wahania eliminuje dziennikarza, który igra z jego emocjami – staje się symbolem autentyczności. Zbrodniarz w oczach sfrustrowanych ludzi staje się bohaterem, a jego status potęguje aura tajemnicy. Brak dostępu mediów do Arthura oraz jego izolacja w więzieniu tylko wzmacniają wyobrażenia fanów. Gdyby był na wyciągnięcie ręki, z czasem przestałby być wyjątkowy, a jego legenda zgasłaby w codzienności. To samo stało się z Harley – jedyna osoba, która poznała Arthura bliżej, z dnia na dzień zaczęła tracić iluzję, a legenda przerodziła się w brutalną rzeczywistość.

Czy nie zdarza się nam wyolbrzymiać wyjątkowości osób, które na pierwszy rzut oka wydają się fascynujące, a po bliższym poznaniu okazują się rozczarowująco przeciętne?
Zakończenie filmu idealnie podtrzymuje mit Jokera. Śmierć Arthura w momencie, gdy osiąga szczyt popularności i tajemniczości, pozostawia po nim wyidealizowany obraz. W połączeniu z narodzinami jego dziecka, wyobrażenie to prowadzi do jednego wniosku – oto zrodzi się nowy, wyjątkowy Joker.

Co do scen muzycznych, początkowo byłem sceptyczny, ale w trakcie seansu dostrzegłem, że dla bohaterów muzyka pełniła tę samą funkcję, co dla nas chwila wytchnienia po długim, wyczerpującym dniu. Nawet jeśli wracasz z pracy wyczerpany i przemoknięty, włączasz ulubiony utwór w słuchawkach – i te kilka minut daje Ci upragnioną chwilę spokoju. To samo Arthur odczuwał, kiedy jego umysł odtwarzał wyimaginowane utwory, w których uczestniczył on sam wraz z Harley.

To był naprawdę dobry seans.