.. gdyby była trzecia część.
Czy oglądało się to fajnie? No pewnie, cholera. Joaquin to świetny aktor, gaga jako fanatyczka też sprawdziła się całkiem spoko. Przyznaję, pomijałam przydługie musicalowe występy (ale akurat wybitnie nie trawię musicali), natomiast cholera jasna! Była taka przestrzeń na wbicie się w psychikę Jokera, na rozbudowanie relacji z Harley (Gagą), a zostało to po prostu ucięte nożem, dosłownie. I to w brzuch! Moim zdaniem ta wersja jokera mimo wielu wydań i o nim i o harley miałaby naprawdę dużo przestrzeni na rozbudowanie imperium na podstawie relacji, która rodzi się po ucieczce z sali rozpraw. No bo umówmy się, ten film jest ewidentnie chęcią narobienia kasy po dużym sukcesie pierwszej części, więc czemu to tak ucięli i to robiąc film, w którym 1/4 to występy musicalowe? Trochę tego nie rozumiem.. Brakuje mi lepszego finiszu, szkoda.
Ten finisz jest perfekcyjny, bo Arthur Fleck nigdy nie był jokerem. Jedyne co go powstrzymało od samobója to Harleen Quinnzel, bo myślał że w nim się zakochała. A że zawsze musi być joker to znajduje się nowy na tym końcu który ci się nie spodobał. :P
Uhh, od czego tu zacząć.
[Spoilery]
Finish był wyjątkowo słaby. Jasne, rozumiem zabicie Arthura - zginąłby albo od tego, albo od krzesła elektrycznego - ale zrobić z jego zabójcy prawdziwego Joker'a?
Info dla niewtajemniczonych: reżyser dał wypowiedź, w której podkreślił, że ten więzień, który zabił Arthura pod koniec filmu i wyciął sobie Ledger'owski uśmiech tym samym nożem, jest prawdziwym Jokerem z tego uniwersum i to on będzie w przyszłości mierzył się z Batmanem. No przepraszam, ale cytując lego Bruce'a Wayne'a: "ŻE CO?!".
Powoduje to, że cały pierwszy film, jak i Folie a Deux, są kompletnie zbędne, ponieważ w obu tych filmach o Jokerze nie dostajemy origin story "prawdziwego" Joker'a z tego uniwersum, tylko jakiegoś randoma, który zainspirował realnego Jokera do działania. Jaki to ma sens
To jest częsty motyw że seryjni zabójcy mają swoich naśladowców. Miło że mimo braku znajomości wypowiedzi reżysera zrozumiałem co chce powiedzieć w swoim filmie. Filmy są o Jokerze po prostu nie o takim jakiego fani DC oczekują, co najciekawsze w jedynce nikomu to nie przeszkadzało. :>
Nikomu nie przeszkadzało bo każdy zakładał, że jest to jednak historia Jokera. A nie jakiegoś właśnie randoma. Seryjni mają naśladowców. Ale co za seryjnym był Fleck? Takim seryjnym jak nasi polscy napastnicy w reprezentacji w piłkę nożną. Reżysera fani mam nadzieję powieszą. Ja na szczęście fanem nie jestem, ale poszedłem z ciekawości po pierwszej części właśnie zobaczyć drugą. I ciężko mi powiedzieć, że jestem zadowolony. Pomijając całe to nędzne wykonanie, fabułę, akcję. Bo koło musicalu to nawet nie leżało. Jackman by tam musical zrobił, Wolverine potrafi śpiewać i tańczyć lepiej niż Gaga. Ale już sama końcówka, ta ostatnia scena, padaka i kpina z widzów, fanów. TROLL. Po prostu.
hola hola , jak kazdy zakładał ze to historia Jokera ?? Jak Artur Fleck mialby zostac TYM Jokerem , kiedy w 1 częsci dosłownie spotyka 7-8 letniego Bruca Wejna . Toć na czysty rozum w momencie kiedy Bruce zostałby batmanem , joker mialby z 40-50 lat :D
Po pierwsze: to miała być historia z osobnego uniwersum, świat bez Batmana. Miał skupiać się o tym jak "jeden zły dzień" (pozdrawiam wszystkich co czytali Zabójczy Żart) może z człowieka zrobić potwora. Śmierć Wayne'ów pod koniec filmu miała być tylko i wyłącznie smaczkiem dla fanów i niczym więcej.
Po drugie: Joker i Batman w niektórych wersjach mają całkiem sporą różnicę lat, mimo, że to nie ma zbytnio sensu (come on, 20 latek vs 40?) Bardziej skupił bym się na argumencie pierwszym, ma więcej sensu
Jedynka miała być filmem bez kontynuacji osadzonym w alternatywnym świecie. Ot, nowe spojrzenie na postać. I tyle. Na tym można by było skończyć. Głównym problemem Folie a Deux jest to, że powoduje on, iż Joker 1 wydaje się kompletnie zbędnym filmem.
Zanim ta dyskusja się rozwinie zaznaczę dwie rzeczy:
- na początku nie byłem fanem Joker'a z 2019, dalej nie jestem, jednakże po Folie a Deux doceniam go bardziej i rozumiem co próbował zrobić,
- Joker 2 miał swoje momenty, jak np. animowany początek, który był kreatywny i pasował do klimatu, wygląd Arkham, schiza Arthura i pełne przejście w Joker'a w sądzie (jedna scena, ale bardzo fajna) oraz moja ulubiona bardzo krótka scenka z [spoiler] popalonym/zranionym w połowie od wybuchu w sądzie Harvey'em Dent'em. Ot, smaczek dla fanów Two-Face'a
To co piszesz nie ma żadnego sensu. Joker toczy się w 1983 roku, a Batmany Reevsa współcześnie, to ponad 40 lat różnicy, a twoj nowy Joker ma już tam ponad 20 lat, a Bruce 11 lat. Poza tym aktor, Gotham i pare innych szczegółów się różni.
Bo ogólnie ten film jest jakimś innym uniwersum. Z tego co wiem, to tożsamości Jokera nie znano. Są tu wrzucone wątki jak Wayne, śmierć rodziców batmana itd, ale całość nie istniała w oryginale
Joker 2019 i Batman Reevsa to dwa inne uniwersa, o czym reżyserzy już dawno się wypowiedzieli.
PS: Nie, że się nabijam czy coś, ale wypowiedź pt. "To co piszesz nie ma sensu, bo dwa INNE uniwersa wyglądają INACZEJ i się nie łączą" (wow, kto by się spodziewał, że dwa inne uniwersa się nie łączą :0) "a powinny bo tak" jest po prostu błędna. Kolejnym razem zrób research zanim zaczniesz mówić rzeczy, które zarówno Todd Phillips jak i Matt Reeves obalili już dawno
A, dodam jeszcze jedno. Matt Reeves wydał ponad 2 lata temu usuniętą scenę na yt, gdzie Batman Robert'a Pattinson'a rozmawia z Jokerem grany przez Barry'ego Keoghan'a. Także, uniwersum Reevsa ma już swojego Jokera i to od dwóch lat.
Link dla niedowiarków: https://www.youtube.com/watch?v=FZNWLGL_CxI
I to moim zdaniem jest sztosem tego filmu. Origin Jokera, który rozpoczął się od innej postaci
Wy nie rozumiecie. Joker to symbol i tytuł przechodni. Jego groza nie polega na tym że jest świrnięty facet który zabija ludzi czy nawet to że inspiruję innych. Tylko na tym że to nieśmiertelna idea która będzie trwać dopóki będziemy "żyć w społeczeństwie". Nie ważne jest to czy to inne uniwersum czy 40 lat różnicy pomiędzy wydarzeniami w filmach bo wszystko opiera się na symbolice. Jeżeli to nie będzie Artur czy zabójca Artura to pojawi się ktoś inny. W komiksach też się bawiono motywem że było kilku Jokerów, więc to nawet nic nowego.
Czy to że stary Joker został zabity przez nowego w symbolicznej scenie przejścia jest pretensjonalne? Oczywiście. Ale nie udawajmy że pierwsza część nie była. Szczerze mówiąc trochę podziwiam odwagę twórców w zabiciu tak lubianej przez widzów wersji Jokera.
Bardzo ładna wypowiedz, muszę przyznać.
Wracając do tematu. Tak, Joker zarówno w filmie z 2019 jak i Folie a Deux miał być ideą, która nie tylko zainspiruje ludzi, ale i nie minie "od tak". Jednakże nacisk na to nie był aż tak położony w drugiej części, jak w pierwszej. Jasne, pod koniec filmu samochodowa bomba została podłożona, a Arthur został uratowany przez dwóch swoich fanów + przed sądem był protest followerów Joker'a, tylko, że działo się to na dużo mniejszą skalę niż w Jokerze 1. Dodatkowo wszystkich podążających za Jokerem też było dużo mniej. Można przez to odnieść wrażenie, że cała ta "nieśmiertelna" idea, która również była ważnym aspektem tej wersji Gotham, umiera.
Przypomnijmy: w trakcie Joker'a 1, kiedy ludzie nie znali jeszcze tożsamości klauna, zaczynały się pierwsze protesty. Padały liczne obelgi słowne, atakowanie funkcjonariuszy, a później brutalne pobicie dwóch detektywów, którzy gonili Arthura. To wszystko działo się, kiedy Joker nie narobił jeszcze aż tak dużego szumu w mediach - na tym etapie ludzie nie wiedzieli czy to aby na pewno on zabił 3 pracowników Wayne'a w metrze. Pod koniec filmu zaś mieliśmy do czynienia z zamieszkami na skalę CAŁEGO miasta. Włamania, kradzieże, wandalizm, pobicia, morderstwa - pewnie i napady z bronią - podpalenia. Fala protestu z pierwszej części była symbolicznym tsunami, które uderzyło w Gotham znienacka (prawdziwe tsunami dla Gotham przyszło w The Batman 2022 ;>). W Folie a Deux JEDYNYMI ludźmi stojącymi za ideą Joker'a są protestujący znajdujący się przed gmachem sądu. Jedyne czego się dopuszczają to obelgi słowne, a z tych poważniejszych czynów, podłożenie jednej bomby. W porównaniu z pierwszą częścią wypada o strasznie nijako.
Co do komiksów. ,,Trzech Jokerów" to świeża historia, wydana w 2020. Mówienie, że to "nic nowego" jest niedopowiedzeniem. Na samym początku historia ta została przyjęta w miarę, z naciskiem na w miarę, ciepło. Było to kolejne, świeże spojrzenie na tożsamość Joker'a. Niestety tym dalej, tym opinia stawała się coraz bardziej negatywna. Nie mówię, że opowieść nie jest lubiana, gdyż ma swoich fanów, jednak jej odbiór był, i wciąż jest, mieszany.
Pretensjonalność pierwszej części była tym co wyprowadziło ją na szczyt. Pretensjonalność drugiej tym, co zrzuciło ją na sam dół. Problem tkwi w wykonaniu. Decyzja o uśmierceniu świeżo co stworzonego Joker'a i wcześniejszym wyrzeczeniu się przez niego swojej tożsamości spowodowały niechęć ludzi. Scenarzyści Folie a Deux powinni zadać sobie pytanie: ,,Czy niszczenie tak szybko naszego świeżego dzieła to dobry wybór?". Odpowiedź przyszła sama i prawie każdy ją zna. Brzmi ona: ,,nie".
Dzięki za ten komentarz, wróciłem z filmu lekko skołowany i próbuje sobie to wszystko ułożyć w kwestii plusów i minusów tego jaki mieli na ten film pomysł. Ciekawy komentarz który sporo wnosi.
Jeśli zgadzasz się z czyjąś opinią, która nie dość, że jest błędna, to jeszcze dawno wątpliwości wobec niej zostały rozwiane i nie kwestionujesz tego to polecam kolejnym razem zrobić research
Gdzie błąd w mojej opinii? Nigdzie nie zaznaczałem że coś dzieje się we wspólnym świecie z innym elseworldem DC... Co do twojej opinii wydaje mi się, że ty popełniasz błąd, bo jedynka to jest dekonstrukcja postaci Jokera jako takiej, a 2 to dekonstrukcja Arthura Flecka. Arthura Flecka poddanego folie à deux ze strony społeczeństwa (i decydującego wpływu Harleen), który by ratować swoje życie (od smarzenia się na krześle) staje się Jokerem w sądzie. A potem pod wpływem tej sytuacji z przyduszeniem kolegi,i wydawałoby się śmierci, postanawia skończyć szopkę i przyznać się do winy przed ławą przysięgłych.
Chodziło mi o opinię "kacperklejna", nie twoją. Podał on, że Joker i The Batman to to samo uniwersum. Masz wyżej. Myślałem, że "siakacs" właśnie mu odpowiada, nie tobie. Moja wina.
Co do Joker: Folie a Deux. Przyznanie się do winy przez Arthura to błąd, zarówno fabularny jak i logiczny. Człowiek, który dobrze wie, że jest chory psychicznie (napady śmiechu, schizofrenia, problemy z kontrolowaniem gniewu) i ma problemy zdrowotne [anoreksja lub inne schorzenie, które spowodowało wychudzenie], posiada na to wszystko dowody i chcącą reprezentować go - wraz z wykorzystaniem ów dowodów - panią adwokat, postanawia przyznać się do winy bo... tak. Film próbuje wcisnąć, że to otoczenie go tak bardzo przygniotło - czyt. strażnicy w Arkham i ten *cough* incydent *cough*, śmierć jego znajomego i porzucenie przez Lee (bo to nawet nie Harley) - iż się poddał, jednakże w prawdzie wychodzi to na siłę. Wniosek?
Co nie działa na Arthura?:
- spowodowanie zamieszek w cały mieście, dwukrotnie (ending Joker'a 2019 i Folie a Deux),
- zniszczenie reputacji ważnych osób,
- morderstwo 3 randomów,
- morderstwo własnego przyjaciela i straumatyzowanie drugiego,
- kontynuowanie traumatyzowania ów drugiego przyjaciela podczas rozprawy sądowej i doprowadzenie go do łez (Folie a Deux) - chociaż muszę przyznać, że chwilę po tym Arthur samemu uronił łzę, więc może coś podziałało,
- morderstwo własnej matki,
- morderstwo swojego byłego idola w tv na żywo,
- wyimaginowane morderstwo własnej terapeutki,
- wyimaginowane morderstwo Harvey'a Dent'a oraz sędziego + strzelanie w kamery w sądzie (Folie a Deux),
- włamanie się do domu sąsiadki, na której miał crusha, i z którą wyobrażał sobie życie skutkujące w straumatyzowaniu jej i wyprowadzce do innego miasta (włąmania nie ma w 2019, jednakże było to powiedziana podczas rozprawy w Folie a Deux) + teoretyczne porzucenie przez nią (wyobrażał sobie, że są parą a tu nagle wielki klops),
[pewnie coś jeszcze przeoczyłem]
Co działa na Arthura?:
- śmierć jego znajomego, którego znał tylko przez pobyt w Arkham i nie miał aż takiej bliskiej bądź dobrej relacji,
- porzucenie przez swoją "drugą" dziewczynę aka Lee, po tym, jak dobrze wiedział, że nim manipuluje i go nie kocha (jednakże 20 min wcześniej kompletnie nie przeszkadzało mu to),
- bycie zgwa***nym przez 2 strażników w Arkham.
To nie błąd fabularny chłop na początku jest pogodzony ze swoim losem i kompletnie załamany (nie ma opowiada żartów wg strażników itd.). Adwokat próbuje mu wmówić, że tak naprawdę żyje w nim 2 tożsamość jokera. Ba znajduje nawet psychiatrę, która to potwierdza (i daje hinty Arthurowi jak ma zeznawać aby dobrze wyszło lub co ma jej mówić-traumatyczne zdarzenie z dzieciństwa prześladująca go matka). Podczas gdy biegły psychiatra ten drugi mówi NAM widzom wprost że Artur Fleck ma niewielkie problemy psychiczne wg kartotek. Lee go nie porzuca przed przemową przed sądem. Lee też zauważa że to co zgromadziła adwokat jest lipne i nie uratuje go przed karą więzienia dlatego manipuluje nim, aby nie brał leków i "joker" przestał być tylko cieniem. A to wszystko działa na Artura, to są takie kamyczki które się staczają z góry i na końcu powodują lawinę czyli moment krytycznego w filmie w którym siada on przed ławą przysięgłych i przyznaje się do zabójstw mówiąc że jest tylko Artur Fleck. To wtedy Harleen (dr psychiatrii) go rzuca, bo z jej perspektywy przestaje być ciekawym case study, a staje się zwykłym mordercą.
+Imo ten film ma dwa momenty krytyczne. Pierwszy to pierwsza rozmowa z Harleen od której Fleck realnie postanawia się bronić w sądzie. I drugi to właśnie przemowa sądowa o tym że zabił 6 osób. Kolejna ładna klamra w tym filmie.
Zdaje mi się czy oglądaliśmy dwa różne filmy? Cały sukces pierwszej części opierał się na tym, że nie wiedzieliśmy co jest prawdziwe, a co jest schizą Arthura. Tutaj jego schizy też są kontynuowane, np. zmiana kolorów parasoli na samym początku filmu kiedy z POV ogólnego przechodzimy w jego POV. Ponadto, jego wyobrażenia i prawie każdy element musicalowy to też schizy/sny.
Co do przeszłości Arthura. Skoro miał on traumatyczne dzieciństwo (powiedziane było, iż jego matka znęcała się nad nim fizycznie i psychicznie [wprost powiedziano seksualnie], ojciec zmarł/zostawił ich), mieli na to dowody i zeznania Arthura z dzieciństwa to dlaczego ten fakt miałby być nie poruszony w sądzie?
Co do drugiego psychiatry. Pominąłeś bardzo ważny szczegół. Kiedy pani adwokat (ta, co broniła Arthura) pyta ów psychiatrę w sądzie, czy odbył z Arthurem szczerą rozmowę i zapytał o jego dzieciństwo + traumy, ten zaczyna się trząść, odpowiada "nie" i zaczyna przepraszać. W ten sposób argument "inny psychiatra powiedział, że Arthur jest zdrowy" opada, bo sam w filmie przyznał się, że rozmowa ta nie była "w punkt". Dodatkowo ta sama pani adwokat spytała się go czemu kłamie, gdyż w raporcie napisał, że rozmowa z Arthurem trwała ponad 2 godziny, a w rzeczywistości niecałe 89 minut. W prawdziwym sądzie uznane by to było za składanie fałszywych zeznań, podważając również prawdomówność świadka.
Nie powiedziałem, że Lee porzuca go przed przemową. Porzuca go w trakcie finałowej przemowy i jest jednym z gwoździ do trumny.
Skoro Arthur Fleck miał "niewielkie" problemy psychiczne to:
- Czemu każdy jego POV = schizy, zmiany kolorów rzeczy i tła, zmiany oświetlenia, wyobrażanie sobie morderstw, czy wyobrażanie sobie słów bądź zachowań, które się nie wydarzyły?
- Czemu w ogóle miał przypisane leki na schizofrenię, skoro miał niewielkie problemy psychiczne?
- Czemu miał problemy z agresją, które:
a) widzimy za każdym razem jak jest Jokerem - zazwyczaj skutkowały w morderstwie/zamieszkach,
b) doprowadziły do jego upadku - to przez nie zaczął mordować ; nie umiał ich kontrolować. Zdrowy człowiek potrafiłby zapanować nad gniewem.
Ponadto cały pierwszy film skupiony był na tym, że Arthur ma ogromne problemy psychiczne, z którymi sobie nie radzi i nie ma już pieniędzy na lekarstwa, które w dodatku miało mu fundować miasto, ale przestało. Ba, nawet sam o tym mówi, kiedy strzela w czaszkę Murray'a: ,,What do you get when you cross a mentally ill loner with a society that abandons him and treats him like trash?!". Powtórzę fragment: ,,[...] a mentally ill loner with a society [...]''. ,,[...] skrzyżujesz chorego psychicznie samotnika ze społeczeństwem [...]'' - słowa Arthura. Sorry, ale Arthur jest ciężko chory psychicznie, co pokazują nam OBA filmy.
Małe przypieprzenie ode mnie: nie od kary więzienia tylko krzesła elektrycznego. Oni tam o karę śmierci grali, nie dożywocie.
Jeszcze dwie rzeczy:
W ogóle nie odniosłeś się do tego, co doprowadziło Arthura do poddania tożsamości Joker'a i fałszywego przyznania się do stabilności psychicznej. Zrobiłem tam taką długą listę u góry, polecam przeczytać ;P.
Powołujesz się na kartoteki. Tylko są z nimi problemy:
- jak mówiłem wcześniej, ów biegły psychiatra, który zeznawał przeciwko Arthurowi w sądzie, przyznał się do sfałszowania ich i źle odbytej rozmowy z oskarżonym,
- adwokat broniąca Arthura na samym początku filmu mówi: ,,Nie łudź się, że wygramy. Oni zawsze znajdują takich jak ty winnymi" sugerując nam, widzom, że w sądzie panuje korupcja i nawet ci niewinni dostają wyroki.
Ok, przeczytałam komentarze, ale zostaje przy swoim. Zakończenie nie jest jednoznaczne więc każdy może mieć swoją opinię
Zakończenie jest jednoznaczne co potwierdził reżyser. Jesteś pewien, że przeczytałeś?
Dodam jeszcze że zabójca Artura jest moim zdaniem psychopatą, który ma siłę przejąć przywództwo naśladowców i przejąć tożsamość Jokera, której sam Artur już nie chciał... wycina usta a do tego wizualnie przypomina mi Heatha Ledgera... mogę mieć taką opinię?
Znowu, mówisz to co już wszyscy wiedzą i o czym mówiliśmy wcześniej. Mówienie czegoś co każdy wie i zostało to osadzone to nie opinia, a fakt
No właśnie. To tym bardziej nie rozumiem czemu mówisz że moja opinia nie dość że mylna to jeszcze że nie przeczytałam wcześniejszych odpowiedzi. Pisząc że zgadzam się 100% odpowiadałam na komentarz gościa, który napisał że psychopata jest faktycznym i przyszłym Jokerem... może jakoś źle zostałam zrozumiana
Na filmwebie twoja odpowiedź pokazuje się przy komentarzu:
"To co piszesz nie ma żadnego sensu. Joker toczy się w 1983 roku, a Batmany Reevsa współcześnie, to ponad 40 lat różnicy, a twoj nowy Joker ma już tam ponad 20 lat, a Bruce 11 lat. Poza tym aktor, Gotham i pare innych szczegółów się różni." To już wina filmwebu, że źle pokazuje odpowiedzi
Nie zmienia to jednak faktu, że zakończenie jest jednoznaczne, film jest mocno naciągany i przeciągany (mógłby tak naprawdę trwać z 30/40 min), a większość wątków nie ma sensu, bądź wsadzona jest na siłę. Mocne 3.75/10
Arthur miał wielu naśladowców. Sam nie potrafił odnaleźć się jako Joker, więc ktos inny to przejął. Moim zdaniem świetny ending, który zaskakuje już skostniałą i przewidywalną fabułę