Myśle, że film ma 2 problemy:
1. Za dużo piosenek które nie są angażujące lub wręcz wklejone pod pretekstem wewnętrznych przeżyć bohaterów - gdyby był to bardziej filmowy musical niż teatralny i mielibyśmy połowę tego co dostajemy było by dużo lepiej
2. Niewykorzystany potencjał - gdyby film był dramatem sądowym z mocno nakreślonymi zmianami społecznymi stanowiłby idealna środkową część trylogii.
Ktoś tu ewidentnie przestrzelił. Motyw Arkham i sportretowanie tego więzienia też jakieś bez wyrazu. Mam wrażenie że zostało wprowadzonych dużo pomysłów ale żaden nie został do końca wykorzystany.
No i po co ta śmierć na końcu?
Zakończenie pokazuje powstanie prawdziwego Jokera. Arthur zostaję zabity przez psychola który go obserwował podczas oglądania telewizji. Zauważ, że właśnie ten psychol na koniec po zabicu Arthura , nożem wycina sobie uśmiech poszerzając usta, tak jak miał to zrobione prawdziwy Joker. Po prostu Arthur nigdy nie był Jokerem.