Pierwsza część opowiadała o Arturze, jednostce odrzuconej przez system, który na naszych oczach staje sie Dzokerem. Dwójka przenosi nas do zakładu zamkniętego. Widzimy tu Artura, zmęczonego mężczyznę próbującego wyjsc z postaci Dżokera, odnaleźć siebie i odkręcić klątwę postaci którą stał się mimowolnie w części pierwszej. Jak to zrobić, skoro system zrobił z niego gwiazdę, na każdym kroku towarzyszy mu splendor medialny i psychofani ? Artur jest bombardowany newsami na swój temat, coraz to nowszymi filmami, kreskówkami, artykułami z gazet, dziennikarze chcą robić z nim wywiady, dodatkowo niepoczytalność i rozdwojenie jaźni ma być w sądzie linią obrony dla Artura oskarżonego o zabojstwa. W trakcie terapii Artur poznaje panią psychiatrę, młoda, piękna, wykształcona, z dobrego domu, że świetną przyszłością, idealnie wpasowaną w system z którego Artur został wykluczony. Tu zaczyna się gra i wielki romans. Widz nie wie czy obrazy na ekranie to wizje chorego umysłu Artura , czy może jesteśmy znów świadkami narodzenia alter ego w postaci Harley Queen- Kobiety która dzięki znajomości z dzokerem odkrywa że nie chce być już częścią tego niszczycielskiego systemu. Namiętność i muzyka towarzyszą parze zakochanych w więziennych, przytłaczających murach. Alter ego kochanków walczą z ich prawdziwymi ja, fantazja miesza się z realnością. Co się jednak stanie gdy Arturowi w końcu uda się zabić w sobie Dżokera?
Dokładnie tak odczytuje wizję tworcow. Zamysł filmu świetny, aktorzy genialni, jednak całość to dla mnie klapa. Musicalowe momenty wklejone na siłę, zamiast budować klimat raczej go niszczyły w losowych momentach, romans i postaci totalnie splycone, w przeciwieństwie do części pierwszej która wciagała nas do tego stopnia że niemal czuło się zapach zgniłego miasta, tutaj jesteśmy tylko widzami, obserwatorami kiepskiego show. Wizje Artura przeprowadzone łopatologiczne, przewidywalne do bólu, nie pozostawiają cienia wątpliwości że to tylko wytwory chorej głowy, niejako obrażając inteligencję widza. Tylko kilka nieoczywistych scen na poziomie jedynki zapadających w pamięć . Odwołania do części pierwszej zbyt nachalne. Postać i klimat stworzone w jedynce ubite dosłownie i w przenośni przez dwójkę.