Wraz z żoną zasiedliśmy na kanapie przed telewizorem. Mała przekąska na stoliku i film w odtwarzaczu. Play i... czekamy, może się rozkręci. Może rozwinie skrzydła. A tu nic - wieje nudą. Oklepany temat; koledzy, impreza, lada chwila ślub - ku...wa ile można. Średnia gra aktorska, jakby niektórzy aktorzy starali się być na siłę zabawni. "Chata" po imprezie, niby wszędzie bałagan, ale jakiś taki sterylny, "czysty". No i po prostu rozbroiło mnie zakończenie. Przyszły Pan młody tyle czasu siedział na dachu w pełnym słońcu i nie próbował się stamtąd wydostać, nawet gdy ekipa z hotelu zdejmowała z dachu materac z jego łóżka. Przyznam wam się szczerze, tak od 50-tej minuty (jeszcze miałem nadzieję, że chociaż raz się soczyście zaśmieję) oglądałem film jednym okiem i to, spoglądając na ekran co kilka minut. Nic ciekawego.