Przeciętny film który chwilowo potrafi rozbawić do łez, ale gdyby ocenić go po całości, to wychodzi lekki gniot. Nie chodzi o oklepaną tematykę, raczej o brak jakichkolwiek nowatorskich rozwiązań w scenariuszu.
Jednak ze względu na Mike Tysona który śpiewa jeden z najlepszych utworów Phila Collinsa (In The Air, Tonight) muszę dać trochę wyższą ocenę niż zamierzałem. Bo ta scena rozbawiła mnie najbardziej ze wszystkich.
- And I can feel it coming in the air tonight. I teraz chórek!
- Oh lord.