http://www.3dready.pl/tomasz-raczek-vs-scenarzysta-kac-wawa/
widziałem, niestety T. Raczek nic konkretnego krytycznego nie powiedział poza frazesami, że zły itd...
Do szanownego Pana scenarzysty. Istnieje coś takiego jak warsztat. Ten film został zrobiony na przekór sztuki filmowej jako takiej. Gdyby film odniósł sukces byłby błyskotliwą komedią. Filmy złe próbują bronić się jako satyra. Pytanie: na co? To nie jest nawet satyra na poziomie "mistrza ciętej riposty". Jest wulgarny, obsceniczny w wersji kulturowej. Niestaranny w kontekście zasad pisania scenariusza. Panie scenarzysto - dzieciak jak go nakryją na sraniu na środku saloniku pochyla głowę i przeprasza. I sprząta po sobie. Pan zapewnia ze to co jest na środku salonu to nie gówno tylko performance i w dodatku pachnie lawendą. A wszyscy co czują smród to stetryczali starcy bez poczucia Pańskiego, wysublimowanego smaku.
Trochę pokory.
Facet zachowuje się jak młody polonista który tłumaczy klasie swój własny wierszyk. I się oburza bo nikt nie rozumie. Opowiada film i tłumaczy jak powinno się reagować na poszczególne sceny. Co poeta miał na myśli.
Irry: idealna metafora!
Oglądam ten film i co? Od scenarzysty aż kipi prostactwem, wchodzi ciągle słowo w słowo i w dodatku tłumaczy się, że było tak i tak, że tam, gdzie '60% jego dialogów zostało tam ludzie się śmiali'. Ale przecież ten pan zaakceptował koniec końców film i chyba zgarnął kasę za scenariusz? Ciężko się przyznać do zrobienia szmiry gorszej niż 'Ciacho' i przyjęcia krytyki na klatę? Żenada!
A pan Raczek ma rację! Granie w filmach tego pokroju uwłacza 'aktorom', ale jak widać, widocznie za 'komercję' dobrze płacą...
A powiedz mi, KIEDY miał powiedzieć ... ? Bo jeżeli oglądałeś ten filmik, to prawdopodobnie jesteś zdolny do tego, by zdać sobie sprawę, że ten kretyński scenarzysta (mający zresztą problemy z poprawną polszczyzną, dykcją, kulturą i instynktem samozachowawczym) NIE DAŁ nikomu dojść do słowa. Poza tym, wystarczy obejrzeć film, by zrozumieć, co pan Tomasz Raczek mówi odnośnie warsztatu, albo co znaczy końcowa metafora soli.
<facepalm> przecież ten koleś nawet się wysłowić nie potrafi i nawet wydaje się nie rozumieć co się do niego mówi...można by rzec jaki scenarzysta taki film...lol
zazwyczaj jest mi szkoda ludzi, którzy przez nieogarnianie rzeczywistości robią z siebie pośmiewisko, ale tego człowieka absolutnie mi nie szkoda. widać, że z niego niedouczony, prostacki cwaniaczek, taki Dyzma polskiej kinematografii.
Co mnie zaskakuje w tym wszystkim, to fakt, że producenci ulotnili się nawet ze stopki na filmwebie. Nie wiadomo, kto to produkował ;-)
A co do scenarzysty? hmmm, zero pokory i słoma z butów. Nie potrafi zupełnie dyskutować. Taki Wołodyjowski, tylko bez szabelki ... aż przykro się ogląda.
Pan scenarzysta tego "dzieła" zasłania się konfliktem z reżyserem i tym, iż mu "powycinali" część scen. Wnioskując z jego wypowiedzi, gdyby nie powycinali, mielibyśmy pewnie szansę obejrzeć dzieło przełomowe w polskiej kinematografii...jakaż niepowetowana strata. Rzeczywiście, przykro się to ogląda.
Z tej rozmowy wnioskuję że scenarzysta przyszedł do studia nie tyle bronić film co uratować własną skórę w świecie show biznesu.
ciekawy dialog,scenarzysta kac vavy ośmieszył sie niemiłosiernie,jego żałosna próba podratowania wizerunku kupy którą wydalił i zwie sie kac vava była tak żałosna że nie dało sie go słuchać,jakby rozmowa przedszkolaka z dorosłym-który na siłe nawet nie przedstawiając żadnych konkretów próbuje sie uratować po tym jak jeszcze bardziej udupił polskie kino tym gniotem-pytanie co skłoniło jakby nie patrzeć świetnych aktorów do zagrania w tym czymś ,chyba tylko chęć zysku a szkoda.
Ci świetni aktorzy to...?
Jak już zauważono, linia obrony w przypadku takich gniotów polega na próbie wmówienia nam ich satyrycznego, pastiszowego lub krytycznego oddźwięku. Posiłkują się głupotą, aby głupotę skrytykować, a w rzeczywistości głupotę konserwują jeszcze bardziej.
On się tłumaczy jak moja 3-letnia bratanica. "Bo to miało być o targowiczach z Poznania". Jednak nie, bratanica tłumaczy się mądrzej. Panie scenarzysto - ADHD nie może być wytłumaczeniem dla braku grzeczności i taktu.
Doszło już do tego, że twórcy mówią nam, z czego mamy się śmiać. Kto zagrał dobrze, a kto wyśmienicie. Zastanawia mnie, jak można mieć taki brak pokory i recenzować samego siebie. Takie rzeczy tylko u nas, no i może Uwe Boll miał podobne podejście do swoich "dzieł"
Ten facet Piotr Czaja był o godz. 9 rano tak nabuzowany (bełkotliwa mowa, niespójne myśli, zaprzeczanie samemu sobie) że TVP powinna wprowadzić kontrole anty-dopingowe przed wpuszczaniem na wizję takich ludzi.
A portfolio tego kału (wzięte z oficjalnej strony KACU WAWA) brzmi :
Reżyseria : Łukasz Karwowski
Scenariusz : Piotr Czaja, Jacek Samojłowicz, Krzysztof Węglarz
Produkcja : Waldemar Leszczyński - SYRENA FILMS
Koprodukcja : Jacek Samojłowicz - FILM MEDIA
------------------------------------------------------------ -------------------------------------
PR filmu : Magdalena Wierzbicka, m.wierzbicka@syrenafilms.com
Marketing & Dystrybucja : Iwona Dąbrówka, i.dabrowska@syrenafilms.com
.... można podziękować obu paniom za najbardziej spartoloną robotę w historii ustawionych żenujących postów na Filmwebie, które są obliczone tylko na JEDNO :
... nagonić w ciągu 4 tygodni jak najwięcej frajerów do kin, bo potem tego gówna i tak nie kupią na DVD/Blu-Ray.
No tak, zgadzam się, ale metody dystrybucji w tym kraju mogą być i takie: dołożą Kac Wawę w pakiecie z jakimiś 2 innymi filmami, jako "prezent - niespodziankę" i nie będzie można tego nie kupić - wczoraj w Empiku zauważyłem taki proceder z niesławnym "Weekendem".
Taka dystrybucja Kaca Wawy zrobi ludzkości większą krzywdę niż obieg kasety-która-zabija z filmu The Ring.
Ten facet zachowuje się jak jakiś dziadek, co sprzedaje bimber na bazarze :)Panie, dobry film, spróbuj se pan :D
Rzadko zdarzają się w Polsce komedie, które nie są komediami romantycznymi, a szkoda, bo kiedyś one nam nieźle wychodziły. Ale skoro wielu pisze, że "Kac Wawa" jest gorszy niż "Wyjazd Integracyjny" czy "Ciacho" (oba widziałem i wstyd mi za to) to musi być naprawdę tragiczny.
Ale z drugiej strony widzę też teraz skłonność do krytykowania każdego polskiego filmu. Chociażby przykład filmu "Listy do M." jeszcze przed premierą były komentarze typu "będzie porażka", "kolejna gó***ana komedia", "wystawiam 1, jak będzie można". A w tym momencie film ma średnią oceną 7,5 na podstawie 30 tysięcy głosów. Dlaczego filmy muszą być krytykowane jeszcze zanim znajdą się w kinach dlatego, że są polskie?
Zastanawiam się też np. dlaczego choćby film "Job, czyli ostatnia szara komórka" ma ocenę 6, na kilkadziesiąt tysięcy wystawionych ocen. Jak dla mnie ten film jest strasznie denny. Sceny typu "-Pokaż jak się żegnasz, -Do widzenia" są żałosne. Dziś byłyby oceniane mianem "sucharów".
Kolejną rzeczą zniechęcająca mnie do filmu jest największa porażka marketingowa, co zostało wspomniane kilka postów wyżej.
Jednak nie przekreślajmy do końca polskiego kina. W tym roku jest kilka filmów, które wg mnie mogą być całkiem niezłe - "Stawka większa niż śmierć" (może jednak to nie będzie porażka), kolejny to "Sęp", niezły może być też "Jesteś Bogiem"... Może nie będzie tak źle ;)