Scena bez znaczenia dla reszty fabuły, dodana w sumie nie wiadomo po co, a sprawiła, że główny bohater trochę stracił w moich oczach - kreował się na idealistę, ostatniego sprawiedliwego, któremu wszyscy dookoła niesłusznie rzucają kłody pod nogi, a okazało się, że sam też ma swoje za uszami.