7/10

Naprawdę podobało mi się jak Watts buduje napięcie, bawi się oczekiwaniami widzów radośnie wsadzając w kadr ostre przedmioty. Zresztą sceny gore są u niego naprawdę makabryczne, ale jednocześnie maksymalnie krótkie zachowując idealne proporcje. Watts potrafi uchwycić groteskowość sytuacji, wziąć ją w nawias, ale kiedy trzeba jest śmiertelnie poważny. Jeśli ktoś szuka mitycznego "posmaku horroru z lat 80-tych" to znajdzie go moim zdaniem właśnie tutaj, bez muzyki z epoki i stylizowanych zdjęć. Nieuchronna transformacja, działanie pod presją czasu, bohaterowie walczący o przetrwanie w prostej fabule pozbawionej przestojów, za to pełnej praktycznych efektów specjalnych.

Dziękuję włodarzom Sony, którzy wczoraj uczynili Jona Wattsa jednym z najgorętszych nazwisk Hollywood. Odstraszyło mnie nazwisko Eliego Rotha na plakacie i słabe recenzje, a przegapiłbym tak dobry horror, chyba najlepszy z ostatniego roku/dwóch lat. To trochę tak jakby Sam Raimi od razu przeskoczył z Martwego zła do Spider-Mana, bez doświadczenia z Prostego planu czy Dotyku przeznaczenia, ale sądzę, że Watts sobie poradzi. Udało mu się przekonująco stworzyć postaci rodziców którym można współczuć, nawet jeśli postępują wbrew oczekiwaniom widza, całkiem nieźle poprowadził dziecięcego aktora, wycisnął maksimum z prostych "jump scene", o innych zaletach jego reżyserii już pisałem. Całkiem sporo jak na horror zesłany praktycznie prosto na DVD.

Dlaczego zatem "Klaun" przeszedł praktycznie bez echa? Obawiam się, że przyczyna tkwi we mnie i zaraz posypią się 3/10 z pretensjami :) Przede wszystkim ma akcenty humorystyczne, zauważyłem, że jakiekolwiek momenty rozluźnienia zwłaszcza podszyte czarnym humorem z miejsca obniżają ocenę. Jest taki moment w "It Follows" kiedy bohaterowie, uciekając przed niszczycielską siłą, niepowstrzymanym demonem...idą się opalać. Dla mnie w tym momencie film był skończony, uciekło całe budowane napięcie, demon stał się czymś tak groźnym jak opalanie bez filtra. Dla wielu takim elementem jest nie beznadziejny przestój w fabule, a akcent humorystyczny.

Zresztą cały film jest zupełnie absurdalny, zaczyna się przecież od tego, że facet nie może zdjąć gumowego nosa i kolorowej peruki, a stopniowo przechodzi do wielkiej bestii przelewającej wnętrzności przez ekran. Nie każdemu to pasuje, jest też bardzo klasyczny, choćby w tym, że bohaterowie dowiadują się o mitologii i klątwie nie scrollując z otwartą buzią a ze zniszczonej księgi, kasety video i bełkotu szurniętego dziadka którego gra Stormare. Nie odwołuje się do modnych trendów, nie wyławia z otaczającej rzeczywistości elementów grozy, jest dość niedzisiejszy. Jest nieszczęśnik który się zmienia za pomocą starego jak świat demona (swoją drogą nasuwającego mocne skojarzenia z symbiontem ze Spider-Mana), są pokazane jego próby walki, wreszcie walka otoczenia z tym co z niego zostało. Trochę przypomina to Muchę Cronenberga w wersji light, trochę odcinek Opowieści z krypty czy Strefy mroku, ale bez morału podszytego grozą czy zabawy formą.

1

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię