chcial opowiedziec historyjke brzydkiego slaska przez pryzmat bezwglednego komornika, ktory nagle ( zbyt nagle) przechodzi wewnetrzna przemiane i chce sie stac dobrym. Film jest nieproporcjonalny, oparty na dialogach, ktore z zalozenia mialy byc bazą glebokiej mysli, metafory, a bylo jedynie gownem, ktore zreszta jest ulubionym tematem bohatera( jak mozna?!?!) Mysli te powinny zmuszac do wysilku intelektualnego, a wzbudzaja niesmak. Bo niby co ma byc przeslaniem "Komornika", ze wszyscy smierdzimy? Chyba nikt mi nie wmowi, ze w tym jest jakas glebia! Nic w tym nie ma , jedynie zenada. Ktos moze kontrargumentowac, iz jest to obraz ukazujacy odwrocenie rol, kat stal sie ofiara, dobro zwyciezylo nad zlem, choc nie do konca, tyle, ze co z tego? Nie ma w tym nic swiezego, odkrywczego.
Nalezy sie poklon aktorom drugoplanowym, wspaniala Preis, godny podziwu Opania ( nikt tak jak on nie potrafi zagrac chorego) no i najbardziej wiarygodny Wojdon. Chyrze nie uwierzylam, choc i tak mam do niego szacunek, a nie uwierzylam, moze przez niedopracowany scenariusz, Kozuchowska bez komentarza...tak pasowala do tej roli jak Jolie do Siostr Magdalenek.
Podsumowujac zawiodlam sie, film absolutnie nie zasluguje na zlotego lwa...i jak tu nie zgodzic sie Żurawieckim, ktory trafnie wysmial festiwal?
Godna uwagi jest muzyka.