Ridley Scott to chyba jeden z niewielu rezyserów, ktorzy nie zawodza, jednak nie tym razem! Wiele sie spodziewalem po tym filmie poniewaz rezyser ma juz wprawe w tego typu produkcjach, a tu straszne rozczarowanie. Film jest bez duszy, nie ma w nim nic co mogloby wzbudzic w widzu jakiekolwiek emocje. Przez dwie godziny zanudzani jestesmy opowiescia o kowalu, który nagle staje sie wspanialym wojownikiem, strategiem i obronca Jerozolimy(jakies nieporozumienie z odtwórca głównej roli). Jedyne co warte jest obejrzenia to krótka sekwencja batalistyczna która naprawde ładnie jest nakrecona. Reszta jest po prostu słaba.
Zgadzam się z tobą człowieku. Prawdziwy koszmar zgotowałem sobie idąc do kina na to wybitnie nudnawe widowisko o kopciuszku. Nigdy więcej panie scott...
Fillo
ja niestety też muszę się zgodzić...kopciuszek mający fuksa, nic więcej..a szkoda, zmarnowałam pieniądze na kino...
Masz racje, mialam nadzieje, ze znow ogladne cos ladnego, porywajacego, Scott jest swietny w tworzeniu spojnych wizji swiatow o ktorych opowiada i zasadniczo bylo to wszystko dosc spojne. Obsada dobrze dobrana w drugim i trzecim planie, Bloom poprawny ale niestety nic wiecej, na plus trzeba zaliczyc ze tym razem charakteryzator nie malowal go pod nastolatki. Klopot moze w tym ze glowny bohater musial byc dosc mlody zwazywszy ze ojciec byl niestary bardzo i wciaz jeszcze zywy pomimo "pracy w trudnych warunkach". Ciezko znalezc kogos w tym przedziale wiekowym obdarzonego duza charyzma, choc napewno kilku sie nasuwa, chocby partner Blooma z Troi, Eric Bana jak sadze poradzilby sobie lepiej. Przemowienia do tlumu w wykonaniu Orlando nie maja zadnej mocy w porownaniu do tych z Gladiatora czy chocby Braveheart'a. Pytanie czy charyzmy mozna sie nauczyc, ja tam Orlando dobrze zycze, ale ciagle jest jeszcze za malo wyrazisty dla mnie. Reasumujac, szkoda pracy rezysera, glowny aktor nie byl w stanie poniesc tego filmu poza granice warsztatowej porawnosci :-/.
--
gosha
TAK!
Uważam, że tak ciekawego z punktu widzenia histroii tematu, jakim byli templariusze nie powinno sie w taki sposób przedstawiać widzom. Ci bwiem w duzej części wezmą wzsystko co sie im zaserwuje na ekranie za pewnik, no i masz kolejna lekcje historii, która kompletnie ogłupia. Przy tym wszystkim najgorsze jest właśnie to, że tak to ludzie zapamiętują, a przecież wiemy jak bardzo film często odbiega od historii...
Sam sposób przedstawienia losów gł bohatera jest logicznie rzecz biorąc dziwny... Otóż kowal, żyjący gdzieś na francuskiej prowincji, prosty człek, nagle.... znajduje się w Jerozolimie... potem w na "swej ziemi..." majac pod swą władzą pracujący "plebs"... Skąd do cholery nagle u niego ten przypływ umiejętności zarządzania zasobami ludzkimi ;)... skąd nienaganna znajomość zasad dworowania... No i te banalne sceny pomocy chłopom, powrót razem z nimi z pola... A na koniec... juz po wszyskim (zdobyciu wladzy? szacunku?) postanawia zyc w ascezie i wraca do zycia "pustelniczego" do swej wioski we Francji.
Poza tym ten idiotyczny pomysł z białymi kamieniami. Moim zdaniem mocno naciągany. Zreszta zauwazyliscie z pewnoscia, Bloom zachowal takze w KN elficki wzrok z LOTR :) Zawsze powalaja mnie z nog takie sceny, gdy gl. bohater patrzy wprost w oczy ukochanej (na polu, przy pracy) albo wroga (podczas finalnej bitwy) i jakby z jego oczu wyczytuje intencje. Moze przesadzam, ale generalnie mnie to zawsze w oczy kole ;)
Poza tym jak juz mowa o komunikacji niewerbalnej, wspomne o werbalnej. Jak widze taka kretynska scenke pasowania na rycerzy calego miasta, to tez szukam zaraz pop-cornu. Ludzie! przeciez ten Balin to musial mies glos glosniejszy od megafonu. Gdy mowil, to slyszalo go cale miasto! Czy to przy pasowaniu, czy podczas przemowienia przed przygotowaniem do obrony miasta. Wszyscy wszedzie go slyszeli i sluchali w milczeniu - jak w hipnozie! :)
I na koniec ostatnia rzecz, ktora mnie mocno rozbawila. Nasz Balian, czyli moralista i esteta, oraz kaznodzieja i genialny strateg/ rycerz w jednej osobie, to niezly sciemniacz:) W jednym miejscu mowi wzniosle slowa o prawosci rycerza, dobroci na codzien, etc - normalnie wzor! Nie mija wiele jednak czasu, a tu nasz ptaszek robi sobie skok w bok obrabiajac zone Gwidona, az milo:) I jestem w stanie zrozumiec, ze wowczas inaczej rozpatrywano takie przyjemnosci... ale na Boga -jakis czas przed przyjazdem do Ziemi Świętej nasz Macho zabija ksiezulka, ktory "wyzwolil" cialo zony Baliana od glowy przed pochówkiem...
Wszystko to moze za duze przewrazliwienie, moze jestem zbyt wymagajacy. Ale cholera - jesli juz ktos ekranizuje historie, to przydaloby sie wiecej szacunku dla faktow, dla odzwiercienia rzeczywistych wydarzen/ postaci... !!! Nie chce ogladac zadnego cholernego Legolasa, ktory w pewnej scenie przypomina srednioweczengo Rambo rzuciwsze sie z grupa kawalerii na wielotysieczna armie... (smiech na sali)
Utwierdzam sie w przekonaniu, ze to szmira, gdy slysze jak przekonuje mnie o atrakcyjnosci tego filmu kolezanja z roku:
-przeciez tak naprawde to kicz - mowie
-tak, ale jest tam Orlando.... -slysze w odpowiedzi
NO COMMENT
(ps - przepraszam za bledy i brak ogonkow...)