Glupawe zakonczenie

j.w.
Nie podobalo mi sie ani troche. Widac, ze cos jest na rzeczy miedzy para glownych bohaterow, ale nikt nic z tym nie zrobil. Luke byl niezdecydowany ktora z dziewczyn woli? Nie rozumiem. Dlaczego tak sie to skonczylo? Skoro czul cos do Kate to zostajac z obecna dziewczyna zranil ja, siebie i Kate. Nie chcal jej sprawiac przykrosci? Glupie, w koncu i tak to wyjdzie. Pozwole sobie przytoczyc pewien cytat:
"Jesli kochasz dwie osoby jednoczesnie to zawsze wybierz te druga, bo gdybys naprawde kochal pierwsza nigdy nie zakochalbys sie w drugiej"

Moze to fascynacja przyjaciol soba nawzajem, a prawdziwe uczucie jest miedzy Lukiem, a jego obecna dziewczyna. ALe jesli tak to tym bardziej nie rozumiem sensu tego filmu, bo skupia sie on wylacznie na relacjach 2 glownych bohaterow, a skoro nic miedzy nimi nie ma to co to ma byc?
Podobalo mi sie pierwsze 30 min. Tyle. Nie chodzi o brak szczesliwego zakonczenia, bo wolalabym zeby po romansie z przyjaciolka wybral obecna dziewczyne, albo zeby okazalo sie, ze nic do niej nie czul i zostal z dziewczyna, a tutaj taki klops.
Nie polecam

5
  • ja myślałem, że to sie skończyło tym, że wyrzucił banana do kosza

  • Moim zdaniem, to były dwie niedojrzałe osoby, dla których namiastką romansu jest wspólne picie piwa (na zasadzie wczesnolicealnych podrywów). Taki związek nie ma przyszłości, bo wspólne spędzanie czasu i dzielenie zainteresowań (ale jakich? Piwo, karty), to nie recepta na związek. Ogólnie to były płytkie rozmowy i zero chemii między nimi, co być może jest winą aktorów. O wiele ciekawszy był wątek Chrisa i Jill, gdzie ona jest niedoświadczona i mało pewna siebie, a on znudzony swoją połówką, z którą się bez wielkiego afiszu rozstał.
    Piszesz, że być może prawdziwe uczucie jest między Lukiem a Jill, ale mnie się wydaje, że on z nią został pod wpływem jej emocjonalnego szantażu (może nieświadomego). To ona mu mówiła, że chce ślub, niejako próbując go "opętać" dla zapewnienia sobie poczucia bezpieczeństwa, a finalnie przyznała mu się do pocałunków z Chrisem, bo być może jest przyzwoitą i kochającą Luke'a osobą, ale też niejako właśnie ten moment sprawił, że Luke się nad nią zlitował. Nie chcę być źle zrozumiany, lecz będąc w takiej sytuacji, gdzie kocham się w koleżance i nic z tego nie wynika, a mając dziewczynę, która mnie kocha i która płacze, że się na chwilę zapomniała, ale kocha mnie, to wolałbym być chyba z kimś właśnie takim, bo człowieka można nauczyć się kochać. Możliwe, że Luke to zrozumiał i jest niezadowolony bo wybrał mniejsze zło i być może też jakaś tam elementarna przyzwoitość nie pozwoliła mu na zostawienie osoby tak uczuciowej i szczerej jak Jill, bo ona sprawiała wrażenie, że jakby on ją zostawił, to by się powiesiła chyba. Takie są moje odczucia po tym filmie.

    • też wolałabym rozwinięcie wątku Jill i Chrisa. sceny z domu w lesie i całego wyjazdu tam sugerowały, że oni bardziej do siebie pasują niż do swoich faktycznych partnerów, i vice versa - Luke z Kate bardziej do siebie pasowali. mógłby to być ciekawy temat dotyczący "dopasowanie" i faktycznej chęci czy bycia ze sobą.

      myślę, że Luke mógł wybrać (tak przynajmniej sugerowała przedostatnia scena w łazience, choć w sumie pewności nie mamy) swoją dziewczynę być może z trzech powodów:
      - ona, choć nieporadnie, potrafiła mówić o swoich uczuciach, potrafiła mu powiedzieć "chcę być z tobą" - a Kate mu tego nigdy wyraźnie nie powiedziała czy jednoznacznie nie dała do zrozumienia (on oczywiście też tego nie zrobił)
      - znał ją, widział jej związki i głupoty typu romansowanie z kolegą z pracy, którego nawet nie lubiła - może więc doszedł do wniosku, że nie jest poważną partnerką (z drugiej strony sam wydawał się być średnio poważnym partnerem dla swojej dziewczyny, co sugerowała rozmowa o ślubie i wcześniejszych rozmowach na ten temat)
      - Kate go eweidentnie pociągała, ale to jego dziewczyna była "przyziemna" i zapewniała swego rodzaju bezpieczeństwo - kiedy Luke zranił się gwoździem Kate nie była w stanie mu pomóc, było jej źle na widok krwi itd., on sam opatrzył sobie ranę; w domu jego dziewczyna bez mrugnięcia okiem się tym zajęła - to może banalne, ale czasem daje człowiekowi do myślenia, że może ktoś kto nie wzbudza w tobie aż takiej chemii jednak jest tym, kto zawsze da ci oparcie

      oczywiście mogła też być opcja strachu przed zrobieniem czegoś konkretnego by nie stracić przyjaciółki itd.

      • Wiesz, to zabawne, bo ogólnie uważam ten film za taki sobie, ale w sumie wracam czasem do niego myślami, a choćby ta dyskusja pokazuje, że nie jest to film byle jaki, bo w całej swej prostocie przekazu zmusza do myślenia i tak jest w tym, co mówisz.

        Te tematy, które poruszyłaś są w zasadzie bardziej znaczące niż moja uwaga, bo fakt: ja zupełnie - za całokształt - traktowałem Kate i Luke'a jako najmniej dojrzałe osoby ze wszystkich pojawiających się na ekranie, toteż z góry zakładałem, że ich wybory są nie warte uwagi i do przewidzenia. Mam myśl, że Luke i Kate byli ludźmi bardzo wygodnymi. Gdyby byli mniej śmiali, pewnie wciąż mieszkali by z rodzicem, który pierze za nich i ich odbiera samochodem po imprezie w nocy. Tu jednak byli z osobami pozornie "nudnymi" (w ich mniemaniu), ale odpowiedzialnymi, szczerymi. Ich - prawdopodobnie - długie życie bez prawdziwego związku i wspomniana wcześniej wygoda sprawiały, że rysują sobie obraz partnera idealnego, tj. takiego, który się nie nudzi (stąd skok w bok), z którym są w swoich klimatach (ale jakże powierzchownych), którzy nic od nich nie wymagają, nie krytykują, nie każą być dorosłym, podejmującym decyzję człowiekiem. Owszem, rozumiem że, gdy są problemy w związku patrzy się przychylniej na innych w wiadomym kontekście, ale w takim razie po co dusić się w stałym związku? Ano dlatego, że partner w związku zrobi wszystko za niego, a partner - nazwijmy to - w zdradzie będzie tylko od przyjemności.

        Zauważyłem też, że ciekawie tu pokazano odpowiedź na zdradę i odpowiedź na szansę na zmianę życia przy sprzyjających okolicznościach:
        - Chrisowi pocałunek z Jill pokazał, że tak naprawdę nic nie czuje do Kate, z kolei Jill pocałunek z Chrisem pomógł zrozumieć, że choć szukała pocieszenia w marazmie i samotności w związku z Lukiem, to jednak ostatecznie tak od serca, nie wyrachowanie, czuje na tyle silne uczucie by z nim być. Plus, jest to raczej osoba rachityczna emocjonalnie, więc przywiązuje się do kogoś, choćby nie wiem co ją od tej osoby spotkało.
        - I teraz druga "para", której niedojrzałość wyszła teraz. Okazuje się, że oni są tacy cool, liberalni i żyją w podnieceniu flirtem, a to ci cichsi - w ich mniemaniu - nijacy partnerzy pierwsi ich niejako zdradzili. Miałem wrażenie, że to Luke'a najbardziej strzeliło, a nie sam fakt pocałunku. I gdy mógł zaryzykować porzucenie Jill, to nie zrobił pewnie tego po trochu z każdego powodu, który Ty i ja wspomnieliśmy wcześniej, ale najbardziej prawdopodobne jest to, że jest takim nieudacznikiem, że nie udźwignąłby tego manewru, a w dodatku taki wygodny stan mu pasuje (życie w komforcie zapewnione przez partnera+przyjemności BEZ zobowiązań, stresów na boku). Luke i Kate to są właśnie drinking buddies, bo nic więcej.

        I na koniec odniosę się do tego, co napisałaś o sytuacji z krwią: To jest jednocześnie banalne, ale bardzo mądre zarazem i wiem coś o tym z życia; miałem wtedy podobne przemyślenia dotyczące związku.

        Pozdrawiam

        • no właśnie to ciekawe: film jakimś arcydziełem nie jest, ale jednak daje do myślenia. sztuką jest coś takiego stworzyć :)

          zgadzam się kompletnie z Twoimi przemyśleniami, z jednej strony komformizm (chyba coraz częstszy dzisiaj? a może tylko się nam tak wydaje, bo tylko w dzisiejszych czasach żyjemy i nie mając porównania tak naprawdę wydaje nam się, że kiedyś było inaczej :) ), z drugiej - zaskakujący brak siły, w kontraście do ostentacyjnego nieco bycia "cool" i jednocześnie w kontraście do "nudnych" partnerów.

          pozdrawiam :)

        • Ja tylko odnośnie końcówki, bo z resztą raaczej się zgadzam. Mnie osobiście końcówka się podobała TYLKO dlatego, że nie była prawdziwa :) Zobaczyliśmy jak dwoje buddies się po prostu pogodzili, o tak se i jest spoko. W moim odczuciu, w moich realiach to by było niemożliwe i basta. W takiej tęgiej atmosferze? Gdzie typek jest jeszcze zaręczony? NO WAY! Ale właśnie dlatego mi się podobało, bo można sobie pomarzyć i zobaczyć ich, na ekranie, gdzieś w ich rzeczywistości, że spoko da się i jest ok. Bardzo mi się film podobał, ósemeczka jak nic.
          Porządna obyczajówa.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię