Moi rodzice rozwodzą się

1938 1 godz. 45 min.
7,0 795
ocen
7,0 10 795
277
chce zobaczyć
{"type":"film","id":104699,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Moi+rodzice+rozwodz%C4%85+si%C4%99-1938-104699/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Moi rodzice rozwodzą się
  • Maria Gorczyńska, Jadwiga Andrzejewska, Franciszek Brodniewicz, Loda Niemirzanka, Ina Benita, Kazimierz Junosza-Stępowski, Kazimiera Skalska... Wspaniała obsada, wspaniała muzyka... Jeden z najlepszych filmów przedwojennych, którego wymowa teraz jest bardziej aktualna, od lat 30.
    Ale można by zrobić z tego komediodramat, ze względu na np. Lodę Niemirzankę, która świetnie wzmocniła komediową nutkę temu filmowi, tak jak Skalska i Jaraczówna
    Najbardziej zdziwiły mnie role Benity i Brodniewicza... Myślałem, że wreszcie zobaczę Inę, jako femme fatale, niestety nie udało się, bo przecież zarówno Nina, jak i Jerzy nie byli źli, tylko trochę ... zagubieni. Wszak on naprawdę kochał Adę, a Kostówna, mimo że pewnie wzdychała do Sławomira, szanowała jego wybór i nie wpadła w szał kiedy on odmówił jej wyjazdu do Gdyni, ze względu na Adę, tylko dowcipnie go skomentowała

  • nowotworek123 Brakowało jeszcze rozwinięcia tematu tego zakochanego w Stasi chłopaka, no i rzeczywiście Loda była w tym filmie naprawdę komediowa, tak że nie wiedziałam jak traktować ten film, w sumie jeśli nie miał to być komediodramat, czy w ogóle komedia to dlaczego tak ona tu wypadła, przez tę rolę mi się nie spodobała, odniosłam wrażenie jakby była z niej kiepska aktorka a tyle o niej słyszałam dobrych rzeczy... poratować tę opinie na jej temat może jedynie przyjęcie że tak miała właśnie grać, no ale dlaczego skoro to miał być dramat?

  • 777temida Taak, wiele było wątków komediowych (SKALSKA). Nie wiem jaki był plan.

    Ale Loda jest świetna, ale bardziej w komediach (Ada! To nie wypada!)

  • nowotworek123 Tak, masz rację w "Ada.." była świetna, pisząc ten post zapomniałam o tym filmie i że ona tam grała, no najwidoczniej do nie-komedii się nie bardzo nadaje, ale co tam, komedie lubię nawet bardziej ;)

  • użytkownik usunięty

    777temida To była jedyna postać w tym filmie, w którą można było uwierzyć. Na tle pozostałych głównych dorosłych bohaterów, odrzucających własne uczucia na rzecz Najświętszego Obowiązku, panna Amelia nie stanowi wprawdzie wzoru cnót wszelakich (poluje na bogatego starego męża, pewnie najlepiej byłoby, gdyby po ślubie zaraz kojfnął), ale jest przez to bardziej prawdziwa, ludzka, i jakoś sympatyczniejsza. Scenariusz uchronił ją od nawrócenia na drogę cnoty i moralności, i choć pewnie miało to wzbudzić podziw dla pełnych poświęcenia wyborów pozostałych, to właśnie tej zepsutej materialistce kibicowałam :). Nie mam też wrażenia przeszarżowania roli - nie na tle teatralnego ówczesnego grania w ogóle. To była po prostu postać, którą można było najwięcej "wygrać", i Niemirzanka z tego skorzystała - z dużym wdziękiem i humorem.

  • użytkownik usunięty

    nowotworek123 Film byłby o wiele lepszy, gdyby zrezygnowano z misji umoralnienia widza i wskazania wprost jedynej słusznej drogi, którą niekochający się już ludzie powinni się kierować - dobra dziecka mianowicie. Plus właśnie za to, że nie zrobiono z postaci Sławomira i Kostówny skończonych czarnych charakterów, egoistycznie depczących butami ciepło domowego ogniska (nawet podstępna Amelka nie była taka zła :), minus za do bólu tendencyjne zakończenie.

  • Lili_Liana ocenił(a) ten film na: 8

    Trochę racji w tym jest. Film strasznie moralizatorski, ale piszesz o samych postaciach, a z grą aktorską... Najlepsze nazwiska teatru i kina w rodzinie Nałęczów, Niemirzankę ratują jej bardzo dobre warunki (do roli Amelki), ale aktorsko po prostu nie podołała, Brodniewicz, jak to Brodniewicz czyli "mogło być lepiej"- za dużo westchnień, a pozostali (Benita, Skalska, Buczyńska, Radojewska, Bartówna, Jaraczówna, Sempoliński) dobrze, Kostówna się reklamowała, Muszalska plotkowała, Buczyńska "śpiewała" i mówiła "po lwowsku" Krysia i Zosia wzdychały za Sławomirem, Lusia wcinała ciastka... Tylko Korwin, jako Henryk... Tak miało być?

    I zgadzam się co do komediodramatu, Amelka z Muszalską mogłyby spokojnie uczynić ten film (miejscami) klasyczną komedią. A przecież spora część "Znachora" (gdy główną bohaterką jest Marysia, wątek miłości z Czyńskim, sceny w kinie- Szkopkowa, Franek, Michalesia i aptekarzowa) jest regularną komedią romantyczną, "Moi rodzice..." też mógłby trochę porozśmieszać. A co mi się jeszcze podobało? Nareszcie głównym bohaterem, który przeżywa nie jest zdradzona ani zdradzająca i jest tu zmiana punktu widzenia, taką klasyczną historię miłosną oglądamy oczyma Stasi, a nie Ady, jak w typowych melodramatach. Mimo wszystko, myślę, że zbyt surowo oceniasz ten film

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    Lili_Liana Trochę już czasu minęło, odkąd widziałam ten film i nie pamiętam go już tak dobrze, ale o ile sobie przypominam, miałam zastrzeżenia nie do tego, jak grają aktorzy, ale co mają do grania - były to postacie raczej płaskie, dialogi nie rzucały na kolana, a samą historię doprowadzono do nieciekawego, tendencyjnego finału. Rozmowy pokojówki i kucharki w kuchni były super (rodzaj greckiego chóru do bieżących wydarzeń ;), pensjonarki były urocze, i w dużym stopniu ożywiają ten film, ale to jednak tylko wątki drugo- i trzecioplanowe. Główni bohaterowie (oprócz Amelki) byli po prostu nudni, nie wyłączając samej Stasi. Jadzia Andrzejewska należy do moich ulubionych aktorek, choć ówczesny przemysł filmowy trochę ją krzywdził, powierzając jej tylko dwa rodzaje ról: tragiczne - nieszczęsnej ofiary losu, i komiczne - niezdarnej pensjonarki (najczęściej w okularach). Tutaj gra po części obie tej role - pensjonarki na krawędzi stania się ofiarą losu, o ile rodzice nie wrócą do siebie. No i wracają - a czyż nie prawdziwiej byłoby, gdyby Stasia zrozumiała, że jej rodzice to dwoje ludzi, którzy mają prawo do swojego życia, że żądając, by byli ze sobą, choć już nic do siebie nie czują, jest trochę samolubna? W końcu nie była już dzieckiem. To byłaby też dobra okazja do pokazania dojrzewania Stasi, rozumienia świata dorosłych, tymczasem przez cały czas pozostaje dzieckiem, dla którego rodzice muszą się poświęcić. Mógł z tego powstać ciekawy, odważny film skłaniający do zastanowienia się nad sensem istnienia takiego "wypalonego" małżeństwa, tymczasem zamiast tego mamy bijący w oczy morał, że rozwód to coś strasznego. Wydaje mi się, że 5/10 to sprawiedliwa ocena, bo film jest właśnie taki średni - aktorsko bez zarzutu, scenariuszowo rozczarowujący.

  • Lili_Liana ocenił(a) ten film na: 8

    W sumie taka fabuła byłaby naprawdę ciekawa, ale aktorzy często byli krzywdzenie przez fatalnych scenarzystów często zdarzały się recenzje "mamy dobrych aktorów, ale co z tego skoro scenarzysta i reżyser do niczego?" (o filmie Florian), "Film beznadziejny (...) najgorzej wyszły na tym panie Angel-Engelówna i Wysocka, które talent niewątpliwie, posiadają i to wielki, lecz marna fabuła i scenariusz to zniwelowały" (o filmie Serce matki)... Ale z drugiej strony, czy Ada rzeczywiście kochała tego Sławomira? Czy to nie było po prostu znudzenie tym mężem? Ale tu też zwróciłaś moją uwagę na jedno- z jednej strony wszyscy mówią, że ona taka mała, a się okazuje, że jest prawie dorosła itp., a z drugiej strony zachowuje się po prostu niedojrzale zmuszając rodziców do powrotu, ale druga kwestia to ta, że w ostateczności rodzice pogodzili się i jakoś się to udało i ostatnia (fatalna) scena pokazuje szczęście rodzinne, a wiesz jak po każdej kłótni i znudzeniu rozwód? Przecież były sceny gdzie Ada miała jakby wątpliwości, a gdyby w rzeczywistoći go kochała na zabój to by tak sobie nie wróciła, a tak sławny aktor zakochał się w niej, jej się spodobało, bo Józio się nią nie zajmował... Ale bardzo podobną fabułę ma film "Druga młodość" gdzie role małzeństwa grają i Gorczyńska, i Junosza-Stępowski, ale to inny film, poważniejszy, tam wątek komediowy wplotła Ćwiklińska, ale mnie się to za bardzo nie podobało.

    Ale z pewnością zgadzamy się co do pokojówki i kucharki :)

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    Lili_Liana Gdybym była recenzentką w latach 30., pewnie pisałabym podobnie o niektórych filmach :). Ale nie można mówić, że scenariusz do MRSR był do niczego, raczej nie wykorzystano potencjału tego problemu i wybrano "bezpieczne" rozwiązanie. Szczęśliwe zakończenie było zresztą moim zdaniem wymuszone i całkiem możliwe, że taka para byłaby ze sobą do czasu, aż Stasia będzie pełnoletnia i się usamodzielni (czytaj: wyjdzie za mąż). No ale tego już nie pokazano.

    "Druga młodość" podobała mi się dużo bardziej, postacie głębiej to wszystko przeżywały, były prawdziwsze, a happy end nie był wcale taki happy. Właśnie w tych dwóch filmach Maria Gorczyńska i Junosza-Stępowski zagrali coś w rodzaju Anny i Aleksego Kareninów (bardziej w "Drugiej młodości" - żona rzuca męża dla młodszego), tyle że bez tragicznego finału. Gdybym była tą recenzentką z lat 30., w swoich tekstach sugerowałabym, żeby zekranizować "Annę Kareninę", i żeby tych dwoje zagrało główne role :-).

  • Lili_Liana ocenił(a) ten film na: 8

    Ale nie scenariusz MRSR jest do niczego tylko filmu "Serce matki" :) Z pewnością fabuła bardzo ciekawa, można by zrobić z tego film na bardzo wysokim poziomie, tym bardziej mając do dyspozycji świetnych aktorów, ale ten scenariusz faktycznie bardzo skrzywdził aktorów, a mógł ich wynieść do statusu gwiazd niemalże europejskich

    Druga młodość to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów przedwojennych, wszystko życiowo, naturalnie, postać Ireny rewelacyjna, zresztą tatuś i synkowie nie gorsi...

    A co do Andrzejewskiej widziałam ostatnio film "Wacuś" tam nie była ani ofiarą, ani pensjonarką :)

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    Lili_Liana Tak, dla odmiany grała pannę, która nie odróżnia dzieciaka od starego chłopa. Coś mi się zdaje, że tytuł Najciężej Kapującej Amantki w Historii Kina mamy już obsadzony ;)

  • Lili_Liana ocenił(a) ten film na: 8

    Eeee... Dymsza taki słodziutki, że mozna się pomylić :) Jadzia Smosarska taka dziewczęca, jak chłopięcy jest Dymsza, nie była :)

    A owo "Serce matki" obejrzałam i aż tak bardzo do niczego nie jest :)