Muszę powiedzieć, że film nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak się spodziewałam. Może dlatego, że wcześniej oglądałam doskonały film pt. "Z ulicy na Harvard", który był dużo bardziej wzruszający i trawiający do serca. Historia Liz (z tegoż filmu) jest zbliżona do historii Lee.
Obie miały straszne dzieciństwo i zero perspektyw na przyszłość. Jednak Liz chciała coś zrobić ze swoim życiem i zrobiła. Lee - nie. Może próbowała... Wyobrażam sobie, co musiało sie dziać w jej duszy, ale... Jako prostytuka, wychowana przez ulicę, powinna mieć większe poczucie realizmu. Wiedziała jakie jest życie...
Niektóre sceny z filmu wydają mi się dosyć... nieodpwiednie. Np. ta w kancelarii. Wydaje sie, że reżyserka miała na celu usprawidliwienie Lee. Zły pan adwokat nie chciał jej przyjąć, a ona miała takie ciężkie życie... Nie przeczę, że przeżyła koszmar, który nawet trudno jest sobie wyobrazić. Ale inni na taką posadę ciężko pracowali przez całe życie.
Film wzbudził we mnie mieszane uczucia. Odczuwam niechęć do Ailen, mimo wszytskich okropieństw, które przeszła. Uważam, że była okrutna. Zabijała ludzi, czasem niewinnych, którzy chcieli jej pomóc. Nie można wszytskiego usprawiedliwiać trudnym dzieciństwem. Zdaję sobie sprawę, że odgrywa kluczową rolę w naszym życiu, ale przecież nie możemy nie potępiać wszytskich tych, którzy mieli straszne przeżycia i teraz mordują, żeby im było lepiej. Strach by było wyjść z domu. Możliwe, że za surowo oceniam Lee. Tym bardziej, że jej historia jest prawdziwa i co by nie mówić, nie można sie kłócić z faktami.
Film nie zrobił na mnie ogromnego wrażenia, natomiast gra aktorska Theron... Poezja! Stworzyła wspaniałą kreację... Znakomita aktorka, znakomite zapoznanie się z problemem. To niewątpliwie podwyższa moją ocenę filmu.