lecz gorzej z realizacją. Film wciąga, a historia przedstawiona przez Akina jest naprawdę dobra, niestety moim zdaniem sama fabuła posiada kilka dziur, które zaburzają całość odbioru. Podobał mi się też zabieg pomieszania języków (zwłaszcza rozmowy niemiecko-tureckie). Niestety nie potrafię porównać tego obrazu do poprzednich dokonań tego reżysera, ale myślę, że mała podróż w jego przeszłość mi się opłaci.
Ja polecam "Życie jest muzyką". A "Na krawędzi nieba" uważam za bardzo dobry film. Intrygujący, z ciekawą narracją i przedstawiający prawdziwych ludzi. Podobała mi się też ścieżka dźwiękowa. Naprawdę warto zainteresować się Akinem.
Od razu mówię – film mi się bardzo podobał. Uwielbiam tego typu historie – przeplatające się losy, w tle różnice kulturowe. Sprawnie opowiedziane, postacie z krwi i kości, niepokorne, ze smutkiem egzystencjalnym w oku. Charaktery mają radykalne, ale refleksyjne, potrafią pokonać swoje zafiksowanie, przełamać się, przejść na drugą stronę.
Ostatnio ostrzej i częściej dociera do mnie, że bardzo dużo filmów skupia się albo opiera na tym co wynika (dobrego/złego) ze wszelkiego rodzaju związków : miłości, przyjaźni, rodzinnych. Wiem, to banalne, ale widocznie wcześniej nie byłem, aż tak podatny na ten przekaz, nie filtrowałem tego aż w takim stopniu przez siebie. Zdecydowanie bycie ojcem zmieniło moją percepcję, stałem się bardziej chłonny na ten aspekt filmów, widzę więcej.
Z innej beczki - obraz Stambułu, Turcji przedstawiony tak, że zaraz chciałbym kupić bilet na Turkish Airlines :)
Umiejetnośc opowiadania jak u Polańskiego!Nie gorszy od ,,Głową w mur"
8/10.ukłony,esforty
Koniecznie zobacz "Głową w mur", ten film mnie kompletnie sponiewierał-widziałam go 3 razy. "Na krawędzi nieba" tez jest bardzo dobry, ale mnie jakos bardziej podoba się "Głową w mur". "Zycie jest muzyką:, dokument o muzykach/muzyce w Istambule tez koniecznie zobacz.
Koniecznie. Będę miał ten film na dniach i nie mogę się już doczekać, zwłaszcza, że jestem świeżo po 'Solino', który mnie zachwycił.
Zgodzę się z twierdzeniem ze film ten mówi o "prawdziwych ludziach" i jest dość ciekawie skonstruowany, ale szczerze wydaje mi się ze jednak czegoś mi tu zabrakło,jakiegoś zwieńczenia i ukoronowania. Pierwsze wrażenie po obejrzeniu filmu to niedosyt, jakby na torcie brakowało wisienki i jako po tak "utytułowanym filmie" spodziewałem się nieco więcej. Mimo tych niedoskonałości film ogładą się ciekawie i wciąga aż do momentów puszczenia napisów i chwile dłużej.
Własnie wróciłem z kina i mam mieszane uczucia:/
Film ten napewno jest ciekawie skonstruowany ale też mi tutaj czegos brak. Wychodząc z kina nie przeżywąłem jakoś tego filmu nie miałem żadnych refleksji. Jest to pierwsze dzieło tego reżysera jakie oglądąłem i niestety nie przekonał mnie, choc mam w planach obejrzenie "Głową w mur" i po tym będe mógł stwierdzic i ocenic kunszt tego reżysera. Na krawędzi nieba jest podobnie skonstruowany jak "Amorres Peros" i ten drugi tytuł jest o niebo lepszy.
Hmm też się gdzieś w tym filmie zagubiłam. Zafascynowało mnie z jednej strony całe dobrodziejstwo tego flmu, techniczne, muzyczne, aktorskie, scenariuszowe (?), ale emocje nie drgnęły ani o cal...
HA! A ja wiem czemu tak jest. Tutaj chodzi o scenariusz, a konkretnie o nowoczesny warsztat jego tworzenia, nie będę wchodził w szczegóły ale często jest jak obraz z puzzli skonstruowany z zupełnie abstrakcyjnych, nierealnych sytuacji po to żeby całość pasowała i sprawiała wrażenie pełni. Jednak niektóre historie tworzone w ten sposób nie mają serca bo są zimnie wykalkulowane i nie mają prawa się zdarzyć. Tak się teraz uczy pisać scenariusze :(