(...) Szalenie wciągający, odrobinę staromodny kryminał w stylu „whodunit”, pozwalający widzowi puścić wodze fantazji, trzymający go w niepewności do ostatnich swoich minut. Twisty fabularne są naprawdę bystre i wymagają ciągłego skupienia, a inspiracje Johnsona filmami murder mysteries z lat siedemdziesiątych wznoszą całość na wyższy poziom rozrywkowy. Da się tu dostrzec podobieństwa do „Ostatniego słowa Sheili” czy „Zabitego na śmierć” (gdzie również zagrała plejada gwiazd). Grany przez Craiga inwigilator to natomiast klasycznie napisany archetyp: genialny obserwator, ekscentryczny typ z osobliwym poczuciem humoru. Po części Sherlock Holmes, trochę jakby Hercules Poirot.
Pełna recenzja: We'll Always Have the Movies