Rodzina, ach, Rodzina... (esej na temat filmu)

Po krytyce jaka spadła na Riana Johnsona po "Ostatnim Jedi" filmem "Na noże" odbudowuje on swoją pozycję i renomę jako reżyser, tworząc obraz oryginalny i bardziej niezależny, przynajmniej od nacisków wytwórni. Oczywiście na tyle oryginalny na ile nawiązuje on do twórczości Agathy Christie (lub fenomenie twórczości Agathy Christie) oraz do kryminałów kręconych w latach 70 czy 80. Nie bez powodu mówi się tu o połączeniu "Morderstwa w Boże Narodzenie" z "Detektywem". Gdy ginie głowa rodu Thrombey (ale nie najstarszy jej członek) policja od razu wskazuje na samobójstwo. I wszelkie przesłuchania i działania, które miały być pro forma za sprawą prywatnego detektywa Benoita Blanc'a zmieniają się w poszukiwania mordercy. Albowiem komu bardziej zależało by na na śmierci Harlana Thrombey'a niż żądnej spadku rodzince. Tutaj każdy ma motyw i każdy jest podejrzany. Przyznam, że postrzegając Riana Johnsona jako twórcę modernistycznego i uzbrojony w seanse takich filmów jak wspomniany "Detektyw", "Śmiertelna pułapka" z 1982 roku, "Trop" czy nawet "Zabity na śmierć" myślałem, że reżyser tak mną zakręci, że jeszcze tydzień po seansie nie będą mógł dowierzać kto zabił. Tutaj jednak dostajemy twór bardzo bliski powieściom królowej kryminału. I z "pączków z dziurką w pączku z dziurką, który znajduje się w pączku z dziurką" dostajemy raptem jeden malutki pączek w drugim pączku. Oczywiście to nie jest zarzut. Johnson pomimo wyraźnego umieszczenia historii w XXI wieku i nawiązując do popkultury stworzył dzieło, które śmiało mogłoby powstać latach 70 a nawet wcześniej. Ta bardzo prosta intryga kryminalna wciąż się sprawdza. Johnson nie umieszcza tu tysiące plot twistów, a te które umieścił nie są nachalne i działają zgodnie z klasycznymi regułami gatunku. Oczywiście twórca "Loopera" będzie podawał nam fałszywe informacje, mylił tropy i ukrywał niektóre informacje, ale też zagadka nie jest nie do rozwiązania. Ja przyznam mając wiedzę z wcześniej wymienionych filmów spodziewałem się absolutnie wszystkiego, to jednak mój typ rozwiązania intrygi się nie sprawdził. Nie tyle co nie podejrzewałem "kto zabił" to jednak myślałem, że Johnson mocniej zaskoczy. On jednak pokonuje widza-detektywa w bardzo prosty sposób. Z pewnością jednak znajdą się tacy, którzy rozwiążą zagadkę przed końcem seansu przy tym nie wskazując mordercy na ślepo jak można było uczynić w grze komputerowej "Clue". I choć osią filmu jest intryga kryminalna i ogląda się ja naprawdę nieźle to najbardziej cieszą wszelkie kłótnie rodzinne. Umieszczając tyle charakterystycznych i różnych od siebie postaci w filmie nie mogło się to nie udać. Jak dla mnie niestety konflikty rodzinne były gdzieś na uboczu, tylko dodatkiem do zagadki. A szkoda bo Johnson pokazał, że ma do tego rękę. Każdy kto ma mniejszą czy większą rodzinę znajdzie coś z rodziny Thrombey w swojej. Konflikty to nierozłączna część bycia rodziną. I to też jest clue tego filmu. Wszystkie waśnie i spory w rodzinie Thrombey są w prosty sposób przeciwstawione z rodziną Marty Cabrery, południowoamerykańskiej pielęgniarki pana Thrombey'a. Fakt, że jej rodzina przebywa w USA nielegalnie nie tylko jest integralną, znaczącą częścią intrygi ale dodaje głębi całej historii i wymowie filmu. Bo tak naprawdę Johnsonowi chodzi o rodzinę i więzi pomiędzy jej członkami a intryga kryminalna tylko niesie przesłanie. I tak się powinno robić tego typu kino. A samo przesłanie jest proste: rodzina jest najważniejsza. Oczywiście w opowieści znajdą się też drobne potknięcia czy niedopowiedzenia ale sama intryga jest dobrze utkana i ostatecznie nie czuje się niedosytu po seansie. Postacie na papierze jak i na ekranie prezentują się świetnie choć znikają gdzieś w tle gdy pojawiają się Benoit Blanc lub Marta Cabrera. I choć rodzina prezentuje się bardzo finezyjnie i ekstrawagancko to ustępuje ona prostym i jednoznacznym postaciom. I mamy tu prosty konflikt pomiędzy złymi, pazernymi ludźmi a tymi prawymi o dobrych sercach. Można by się było pokusić o jeszcze więcej głębi w indywidualnych członkach rodziny ale nie można im odmówić różnorodności choć wszystkich ich łączy chęć zdobycia majątku. Johnson świetnie bawi się wszelkiego rodzaju nawiązaniami np. "czy po obejrzeniu tej taśmy ktoś przyjdzie do mnie za 7 dni?" lub umieszczając kukłę marynarza znanego z "Detektywa" w domostwie rodziny Thrombey. Co bardziej wprawni i lepiej zaznajomieni widzowie odnajdą tych nawiązań jeszcze więcej. Aktorsko już przed seansem szykowała się uczta. Craig, Curtis, Plummer, Johnson, Evans, Colette, de Armas... Każdy z nich stworzył naprawdę ciekawą kreację aktorska. Oczywiści Craig wciąż będzie w 70% Bondem, de Armas to tylko dobroduszna pielęgniarka, Johnson nawet specjalnie się nie wysila ale ogląda się ich występy dobrze. I co ciekawe kontrasty pomiędzy dziećmi Harlana nie są tak mocno widoczne, jak na przykładzie jego wnuków. Jacoba określa się jako małego faszystę, Meg jest mocno lewicowa, a Ransom to dandys. I jak pisałem wszystkie te utarczki i zgryźliwości słucha i ogląda się bardzo dobrze, bo są nam tak bliskie. Technicznie bez fajerwerków ale to wciąż wysoki poziom. Johnson nieco odcina się od szaleństw "Gwiezdnych wojen" co widać w historii oraz obrazie. Trochę tak co zrobiono z Bondem po "Śmierć nadejdzie jutro" gdzie trzeba było mocno wyciszyć postać agenta 007 a historię zrobić bardziej statyczną. Poza tym montaż i zdjęcia świetne, a muzyka buduje ciekawy klimat idealnie pasujący do obrazu. I nawet krótka scena pościgu mi nie przeszkadzała choć przypominało mi to walkę Poirot'a w wykonaniu Branagh'a w "Morderstwie w Orient Ekspresie". Pytanie brzmi co zostanie z filmu Johnsona za 10 czy 20 lat? Zostanie nam prosta, choć ciekawa i satysfakcjonująca historia kryminalna. Ja nigdy nie wyszedłem z kina zawiedziony bo nigdy na nic nie liczę. Więc jeśli liczysz na historię, która wywróci Ci mózg to się możesz zawieść. Dla tych, którzy widzieli już wszystkie ekranizacje Agathy Christie i przeczytali wszystkie książki to będzie nie lada gratka. Widz, który nie zapoznał się z dziełami Christie też powinien być zadowolony. Dwie godziny mijają dość szybko, można śledzić intrygę, obserwować rodzinne spory, cieszyć się kreacjami aktorskimi i docenić własną rodzinę. Panie Johnson zadanie wykonane, Agatha Christie była by dumna.

20

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię