Nie spodziewałem się, że może być tak słaby.

Film jest średni, więc dramatu nie ma, ale spodziewałem się czegoś dobrego, stąd rozczarowanie. Od początku doświadczamy krótkich ujęć różnych scen, wymieszanych jak pogoda w kwietniu, psychodelicznej muzyki i małej ilości dialogów. Od razu widać, że mamy aspirację na film "ambitny", tylko że zupełnie to nie wychodzi. Wszystkie zabiegi są dość nieudane, a na dodatek nie przekazują niemal żadnej treści. Pojawiają się sceny, które nie mają znaczenia, do niczego nie prowadzą i nie wywodzą się znikąd.
Dla mnie jedynym plusem jest Phoenix. Niektórzy zachwycają się zdjęciami, ale ja się nie zgadzam. Pojedyncze ujęcia owszem dobre, ale ich kompozycja kiepska. Można by temu filmowi zarzucić przerost formy nad treścią, tylko że z tą formą przekombinowali i też wyszła słaba. Do tego film co rusz przypomina jakiś inny obraz, a to Uprowadzoną, to znowu Taksówkarza, żeby pod koniec podsuwać niezręczną myśl o Leonie.
Straszna szkoda, ponieważ temat poważny, warto by go poruszać w dobrym wydaniu.

26
  • Każda scena cóś wnosi i do czegoś prowadzi

  • Neojawor nie oglądałeś uważnie albo nie potrafisz dokonać pibieznej analizy filmu.

  • odniosłem kompletnie inne wrażenie
    wszystkie sceny coś wnoszą, choć na pierwszy rzut oka mogą się wydawać losowe, wystarczy połączyć kropki
    odniesienia do innych filmów były ewidentnie zaplanowane ("taksówkarz","oldboy","leon zawodowiec"), jako wybór stylistyczny ponieważ jest to film postmodernistyczny
    ale hej, jestem w stanie się zgodzić, że miejscami film balansuje na granicy przerostu formy nad treścią, choć to czy uważamy iż ją gdziekolwiek przekracza, zależy od odbiorcy

  • Temat poważny, ale ograny. Film nudny, pierwsza połowa jeszcze coś zapowiada, dalej żadnego zaskoczenia. Za co ta nominacja za scenariusz? Podejrzewam, że książka lepsza.

  • > Od początku doświadczamy krótkich ujęć różnych scen, wymieszanych jak pogoda w kwietniu, psychodelicznej muzyki i małej ilości dialogów. Od razu widać, że mamy aspirację na film "ambitny", tylko że zupełnie to nie wychodzi.

    Czyli wymieszane sceny, psychodeliczna muzyka i mała ilość dialogów = aspiracja na ambitne kino? ;) okeeeej... masz bardzo ciekawą definicję ambitnego kina (Bergman - same dialogi, brak psychodelicznej muzyki, statyczne, wręcz teatralne sceny). Film od samego początku skupia się na warstwie AUDIOWIZUALNEJ i z taką diagnozą się zgodzę, ale nie z tymi bredniami.

    > Wszystkie zabiegi są dość nieudane, a na dodatek nie przekazują niemal żadnej treści. Pojawiają się sceny, które nie mają znaczenia, do niczego nie prowadzą i nie wywodzą się znikąd.

    Które sceny? Retrospekcje z dzieciństwa bohatera? Przecież one są kluczowe dla zrozumienia postaci - przez cały film przewija się ta jedna scena z dzieciństwa, która jest rozbudowywana o kolejne sekundy, odkrywa się w całości. Jest dodatkowo scena z czasów wojny, która również zostaje w trakcie filmu rozbudowywana. Widzę w tym a) konsekwencję, b) związek przyczynowo skutkowy pomiędzy tym co się stało, a tym dlaczego bohater stał się takim człowiekiem.

    > Dla mnie jedynym plusem jest Phoenix.

    Nie jedynym, ale zgoda, świetnie zagrał :)

    > Niektórzy zachwycają się zdjęciami, ale ja się nie zgadzam. Pojedyncze ujęcia owszem dobre, ale ich kompozycja kiepska. Można by temu filmowi zarzucić przerost formy nad treścią, tylko że z tą formą przekombinowali i też wyszła słaba.

    Należy się zastanowić, czy właśnie forma nie była tutaj ważniejsza? Przecież fabuła jest prosta, jak kontrukcja cepa. Są filmy, w których ona naprawdę nie gra pierwszoplanowej roli, a chodzi o oddanie pewnego klimatu. W tym przypadku klaustrofobicznego umysłu chorego człowieka, który nie radzi sobie z traumą, życiem, relacjami międzyludzkimi, który został wykrzywiony przez wojnę i trudne dzieciństwo. Nie ma znaczenia fabuła, ma znaczenie klimat, warstwa audiowizualna, która pogłębia wrażenie wnikania w świat głównego bohatera, który jest chaotyczny, chory, ciężki...

    > Do tego film co rusz przypomina jakiś inny obraz, a to Uprowadzoną, to znowu Taksówkarza, żeby pod koniec podsuwać niezręczną myśl o Leonie.

    Że co? XD To teraz każdy film o porwaniu dziecka przypomina Uprowadzoną, każdy film o facecie, który na własną rękę wymierza sprawiedliwość, to nawiązanie do Taksówkarza, a każdy film o relacji gangstera z dzieckiem, to Leon? :D nie wiem jak Ty się doszukałeś takich nawiązań...
    1) W Uprowadzonej bandyci zadarli z tym, z którym nie powinni, a on pozabijał wszystkich, the end. Tutaj mamy bohatera, który dostaje zlecenie, wykonuje je i nagle okazuje się, że został osaczony, zabili wszystkich ludzi, z którymi utrzymywał kontakt, zabili mu jedyną bliską osobę - matkę i nagle stanął w potrzasku. Wiedział, że oni nie odpuszczą, że dopadną go, więc postanowił uratować jedyną osobę, która była z nim w jakikolwiek sposób związana. Oczywiście - zgapione w 100% ;)
    2) Taksówkarz z własnej woli mordował przestępców, tutaj raczej motyw totalnie nietrafiony... nie umiem żadnego powiązania znaleźć... Może obaj jeździli samochodami?
    3) Leon był mentorem dla dziewczynki, którą właściwie wychowywał. Stał się dla niej ojcem. Trzonem fabularnym była ich relacja i jej wpływ na życie gangstera. W Nigdy cię tu nie było mamy historię skupiającą się na bohaterze, nawet w końcówce - on nie wie co dalej zrobić. Nie jest mentorem, to dziewczynka mówi mu "już dobrze" - ona wraca do stolika, zabiera go stamtąd, podczas gdy on jest w totalnej rozsypce, na skraju samobójstwa.
    To teraz mi jeszcze powiedz, że przypominał Oldboy'a bo koleś latał z młotkiem xD

    > Straszna szkoda, ponieważ temat poważny, warto by go poruszać w dobrym wydaniu.

    Jaki temat? Porwań dzieci? Ale przecież to nawet nie było intencją filmu, żeby skupiać się na tym wątku/temacie. Tematem filmu jest główny bohater i jego postać, którą poznajemy poprzez kolejne wydarzenia i tyle. Np. długa, świetna scena w której wchodzi z ciałem matki do rzeki.

    • Bardzo mi się podoba Twoja odpowiedź i fragmenty analizy. To oczywiście film tylko o człowieku, jego portret psychologiczny, który jest rysowany wspomnieniami, obrazami - A NIE SŁOWAMI. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek widziałam tak "milczący film"! Oprócz tego miałam taką refleksję - z punktu widzenia powierzchownego życia społecznego
      bohater to zabójca - złapany mógłby być skazany na dożywocie , jeśli nie przeszedłby badań psychiatrycznych. Tymczasem panowie senator, gubernator wzorowi obywatele, czyściutcy!!! Los, przypadek rozdaje role a społeczeństwo jest ślepe.

    • Ja jednak wole klasyczny akcyjniak :) jak słysze agent uprowadzenie itd to chce widzieć film taki jak uprowadzona itd

      • ale uprowadzenie było tutaj tłem :) główny temat to historia tego człowieka. nie porównywałbym w ogóle tych dwóch filmów, bo to dwa różne gatunki :) ale oczywiście rozumiem, co masz na myśli - spodziewałeś się innego kina , jak pewnie wielu ludzi, którzy poszli na Nigdy Cię tu nie było - prawda jest taka, że został on źle rozreklamowany + niepotrzebnie trafił do multipleksów, gdyby ktoś rzetelnie poprowadził kampanię marketingową, to nie byłoby problemu i ocena filmu też byłaby pewnie wyższa :)

  • Nie mów, klimat tego filmu był niesamowity. Pokazywał tę pustkę, odrealnienie w jakim żył ten koleś niesamowicie sugestywnie. A scena z burdelu nieletnich, ta pokazywana przez monitoring - mistrzostwo świata, jedna z najmocniej oddziałujących scen w kinie, przynajmniej dla mnie. Gdyby jeszcze ktoś do tego napisał dobry scenariusz byłoby arcydzieło. Bo dobrej historii niestety tu brakowało.

  • Fakt - zmęczył i rozczarował.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: