Il portiere di notte

1 godz. 58 min.
7,1 2 907
ocen
7,1 10 2907
4 710
chce zobaczyć
7,2 6
ocen krytyków
{"rate":7.1666665,"count":6}
{"type":"film","id":35200,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Il+portiere+di+notte-1974-35200/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Nocny portier
  • tepee ocenił(a) ten film na: 5

    ...to nie porwała mnie ta opowieść o sado-masochistycznej erotycznej relacji kat-ofiara w scenerii powojennego Wiednia. Już mówię dlaczego.

    1) Wiem, że narażę się wielu, ale gra Dirka Bogarde'a nosi dla mnie (w tym filmie przynajmniej) znamiona nadekspresji i teatralności. "Nocny portier" miał być chyba realistyczno-naturalistycznym obrazem, ale mnie drażniły pełne rozmachu i pozy gesty machania rękami czy kulenia się w sobie, a także monologów wewnętrznych uprawianych półgłosem pod nosem. Być może w teatrze, bohaterowie mówią na tzw. "stronie" co myślą i czują, ale w filmie aktor tej klasy chyba powinien to umieć zagrać nawet bez słów.

    2) Mam wrażenie, że Charlotte Rampling (przynajmniej w tym filmie) pokazuje głównie swoje chude cycuszki i czasem uda i kawałek powyżej, bo aktorstwa niewiele... Nie pojmuję poza tym nieprawdziwej psychologicznie w wykonaniu Rampling stagnacji Lucii - opuszcza męża, przenosi się do domu swego tyrana i powinna być szczęśliwa, a ona wpada w marazm, który przerywa tylko jej zwierzęca radość, kiedy uda się jej zaliczyć z Maxem kolejne bara-bara. I to nadekspresyjne i teatralne wyjadanie dżemu ze słoika...

    3) Pewne sceny moim zdaniem miały za zadanie wyłącznie szokować. Powiedzmy sobie, że były to głównie sceny o zabarwieniu erotycznym - czy to manualnej penetracji Lucii przez Maxa, czy też występu Lucii topless w kantynie dla oficerów SS. Można było to jakoś zasugerować, zdać się na wyobraźnię widza, a nawet zrezygnować, jeśli miała to być wyłącznie sztuka dla sztuki.

    4) Zdaję sobie sprawę, że jest coś takiego jak "syndrom sztokholmski", ale nie sądziłem, że szerzył się również wśród więźniarek obozów koncentracyjnych, obozów zagłady, obozów śmierci. No chyba, że istnieje jakaś literatura o tym, to poproszę o źródła.

    5) Błąd kostiumologa, drobny, ale jednak - niemieccy oficerowie SS nie chadzali non-stop z opaskami ze swastyką, założonymi na czarne, paradne mundury, wycofane w czasie II wojny światowej. Do tego burak w postaci Wojennego Krzyża Zasługi z mieczami, który Max nosi przypięty nad lewą kieszonką, zamiast na czerwono-biało-czarnej wstążce na szyi:

    http://www.cimilitaria.com/Graphics%20database/gen_Rudal_sit...

    Podobał mi się za to sam pomysł - kółko wzajemnej adoracji ex-oficerów SS z obozu koncentracyjnego kryje się w powojennej Austrii. W tle w domyśle mamy procesy zbrodniarzy wojennych i niestety porażkę idei denazyfikacji. Jednak gra aktorska i wątek chorej zależności między byłą ofiarą i jej katem nie przekonuje mnie. Już lepiej było to pokazane we wcześniejszej o 11 lat "Pasażerce", w której podobny pomysł konfrontacji po latach - mimo nieukończenia filmu przez Munka - zyskał lepszą realizację. I tutaj dochodzę do wniosku, że europejskie kino bywa czasami mocno przereklamowane, a my mamy tendencję do umniejszania i niedoceniania polskiego dorobku. "Nocny portier" mimo wystawnej oprawy - piękna scenografia hotelu, scena w operze, arie miłosne z "Czarodziejskiego fletu Mozarta" w scenach wspomnień obozowych perwersji - nie broni się przestarzałym, sztucznym aktorstwem i słabą realizacją ciekawego pomysłu, a także (niestety) razi perwersyjnym kontekstem. Może miały być to echa Republiki Weimarskiej z jej ostatnimi podrygami swobody obyczajowej i rozpasania (choćby wątek homoseksualnego byłego oficera SS, który po latach oddaje się sztuce baletowej), którym kres położyła III Rzesza? Tego nie wiem. Wiem, że "Pasażerka" - choć z o wiele mniejszym budżetem, nieukończona, na czarno-białej taśmie - przekonuje mnie bardziej i wywołuje więcej emocji.

  • tepee ocenił(a) ten film na: 5

    tepee Drogi filmwebie - czy mógłbyś wreszcie dopracować funkcję edycji własnych wpisów? Jeśli przypadkiem - a to się zdarza niestety - napiszę choćby jeden znaczek nie tak, to na filmwebie musi tak już zostać na wieki wieków amen, nie idzie tego poprawić - ani na laptopie, ani na smartfonie.

    Wyszedł mi "Czarodziejski flet Mozarta" zamiast "Czarodziejski flet" Mozarta. Nie wiem, czy Mozart miał czarodziejski, ale przez wasz system "edycji" wpisów nic już z tym nie zrobię. :-( No chyba że w kontekście mocno seksualnego "Nocnego portiera"....

  • Ekranizacja ocenił(a) ten film na: 7

    tepee Mnie się ogólnie film podobał. Mam raczej inne odczucia niż Ty w kwestiach, które wypunktowałeś. Pozwolę sobie tylko polemizować jeśli chodzi o ujęcie z dżemem - czy ja wiem, czy to teatralne? Oni oboje słabli z głodu, więc trudno się dziwić, że zjadała go tak łapczywie. A chwilę potem doszedł do tego erotyzm, więc dlatego tak to wyglądało. Im najwyraźniej niewiele trzeba było :-)
    Zakończenie natomiast chyba nie mogło być inne, aczkolwiek zastanawiam się czy jeżeli podobna historia miała kiedyś miejsce (a być może miała) to czy skończyła się tak samo czy może istnieje równie prawdopodobna alternatywa.

  • tepee ocenił(a) ten film na: 5

    Ekranizacja Dziękuję za spostrzeżenia :-) Może za dużo się spodziewałem po tym filmie, sądząc po opiniach. Fakt, że pewne "maniery" aktorskie nie wytrzymują próby czasu. Zakończenie wydaje mi się bardzo prawdziwe akurat - SS po wojnie bardzo zazdrośnie strzegła swoich tajemnic i usuwała wszystkie "niewygodne" osoby, które mogły naruszyć ciągłość siatki i jej bezpieczeństwo. Niestety - jak w przypadku wszelkich tajnych organizacji - dobro sekty/organizacji/kultu jest wartością nadrzędną i człowiek nie znaczy nic dla nich.

  • tepee tepee Co do pierwszych dwóch punktów to mogę się zgodzić i do połowy punktu trzeciego. Natomiast scenę z tańcem musisz zinterpretować. Maski, piosenka Marleny Dietrich, która mówi o chęci odczuwania różnych stanów emocjonalnych i danie odciętej głowy w prezencie - i teraz przetłumacz to sobie na psychikę dziecka (na dodatek są to retrospekcje co też jest ważne). Sama ta scena jako taka jest już ważna nawet bez odniesienia do reszty filmu. Co do syndromu sztokholmskiego. Nie ma różnicy gdzie to by się działo. Mogłoby się nawet dziać na prawie bezludnej wyspie gdzie by były trzy osoby. Kluczem są okoliczności i m.in władza nad drugim człowiekiem. Pozdrawiam.