Nic specjalnego

Film tyłka, niestety, nie urywa. W najmniejszym stopniu nie oddali osobowości Lighta i L. Obaj powinni być geniuszami, którzy chłodno kalkulują każdy swój krok, a tutaj tego nie czuć. I jeszcze ta kreacja L na mazgaja... Słabo. Twórcy postawili na efekty i szokowanie brutalnymi scenami śmierci wymierzonych przez Lighta. W porównaniu do oryginału to jest po prostu dramat.

56
  • jestem w trakcie ogladania , dajcie mi herbate z melissą bo padne

  • W ogóle co ten L taki aktywny?
    Z anime zapamiętałem L jako dziwacznego, chłodnego geniusza. Tutaj strzela, krzyczy, emocjonuje się, mówi jakiś raźnym tonem

  • Ogólnie film był słaby i fabularnie i aktorsko.
    Również na początku strasznie porównywałem, ale to do niczego nie prowadzi. Przeniesienie oryginału na realia amerykańskie jest prawie niemożliwe. I choć fabuła była mizerna, to udało im się mniej więcej to zrobić.
    Ale uważam, że prawdziwa adaptacja była możliwa, może w filmie jest to trudniejsze niż w serialu, ale trzeba byłoby odrzucić poprawność polityczną i nie pisać scenariuszów z myślą, że odbiorcami są mało inteligentni ludzie, którzy nie potrafią myśleć i dedukować (czyt. mała grupa docelowa).
    Co prawda tylko pamiętnik i nazwiska bohaterów były takie same, ale "na podstawie oryginału" to dopuszcza. Jedynym takim momentem, gdzie dało się poczuć klimat "Desu note" to końcówka. Niewątpliwie długość filmu też nie pozwalała na więcej.
    Obiektywnie pisząc, nie była to najgorsza "adaptacja".

    • "ale trzeba byłoby odrzucić poprawność polityczną" xD czekałem tylko, aż się natknę w którejś opinii na ten wyświechtany slogan. Domyślam się, że poprawnością polityczną ma być zatrudnienie czarnoskórego aktora do roli L? Twoim zdaniem to naprawdę jest największym przewinieniem filmu? Bo według mnie słabej charakteryzacji L nie pomogłoby obsadzenie roli białym facetem. Problemem była absurdalność tego bohatera na ekranie, jednocześnie mówiono o nim, że to wyśmienity detektyw, a z drugiej strony ani razu tego nam nie prezentuje, bo zachowuje się nieracjonalnie i impulsywnie. Próbowano na siłę przenieść pewne jego dziwne odruchy i zachowania (wpierdalanie masowo słodyczy czy kucanie na krześle) na ekran, ale wypadało to karykaturalnie i mogli spróbować czegoś innego dla ukazania odmienności postaci. Generalnie słabo napisana i zagrana postać, ale oczywiście najłatwiej zrzucić wszystko na jakąś mityczną poprawność polityczną.

      W ogóle uważam, że film poległ, próbując za bardzo adaptować anime z całym jego specyficznym dla tego gatunku klimatem i postaciami, a przy tym osadzić w znanych nam i bardziej przyziemnych realiach, co sobie po prostu przeczyło i całość wypadała nienaturalnie. Lepiej byłoby skupić się na motywie istnienia Notatnika Śmierci i wymyślić jakąś własną historię. Przecież wiadomo, że posiadaczy było wielu przed i po Lighcie. Można by napisać ciekawą historię z innymi bohaterami, bez próby kojarzenia ich na siłę z tymi z anime i bez próby przenoszenia elementów oryginalnej fabuły.

      • Mi jakos L kojarzył sie zawsze z chudym japończykiem ala emo , czarnoskóry tak mi słabo pasuje do tej roli , nie wiem postać słabo w fimie nakreslona i rzeczywiscie wyszła karykaturalnie

        • Niby według wiki Lawliet to "ćwierć-Japończyk, ćwierć-Brytyjczyk, ćwierć-Rosjanin, ćwierć Włoch lub Francuz", aczkolwiek mi osobiście kojarzył się zawsze w typie europejczyka, choć w animę jak wyglądał wszyscy wiemy ;). Jednakże mi osobiście wygląd aktora nie przeszkadzał. Bardziej sposób, w jaki postać została przedstawiona w filmie mnie wnerwiał. Nadpobudliwy, zbyt dynamiczny, zbyt rozemocjonowany. Taki gimboamerykaniec, a nie detektyw szkolony od dziecka.

      • "Lepiej byłoby skupić się na motywie istnienia Notatnika Śmierci i wymyślić jakąś własną historię. Przecież wiadomo, że posiadaczy było wielu przed i po Lighcie. Można by napisać ciekawą historię z innymi bohaterami, bez próby kojarzenia ich na siłę z tymi z anime i bez próby przenoszenia elementów oryginalnej fabuły."

        O! I coś takiego właściwie powstało!
        A mianowicie "Death Note Light up the New World" :)

      • Człowieku Amen.
        Czarnoskóry L nie był problemem. Problemem było to, że nie pokazali ani jego geniuszu, ani jego "dziwactwa". Zgadzam się z każdym Twoim słowem

      • Nigdzie nie napisałem, że chodzi mi o czarnoskórego L'a, a o trend.
        Nie mam nic przeciwko czarnoskórym aktorom, bo wielu jest świetnych. "Poprawność polityczna" odnosi się do presji na kastingach, która nie sprzyja dobremu cyklowi produkcyjnemu i artystycznemu. Dajmy twój przykład. Hollywood jest znane z tego, że jest wymóg obsadzania czarnoskórych, a Netflix stoi w pierwszym rzędzie. Chyba nie powiesz mi, że Lakeith Stanfield został wybrany po zdolnościach aktorskich. Ale reszta obsady też jest do kitu, więc zdolności nie były kryterium.
        Raz piszesz, że "Bo według mnie słabej charakteryzacji L nie pomogłoby obsadzenie roli białym facetem", a potem "Generalnie słabo napisana i zagrana postać...". Scenariusz to suchy tekst, to od aktora zależy jak wykreuje postać i ją zagra.
        "W ogóle uważam, że film poległ, próbując za bardzo adaptować anime.." - chyba żartujesz. Tak jak napisałem, z oryginału jest tylko pamiętnik i nazwiska. A poza tym nie anime, tylko mangę.

        • Nie żartuję. Z góry wiadomo, że w 1,5 (albo 2) godziny nie uda im się opowiedzieć dokładnie tej historii, jaką przedstawiono oryginalnie w mandze i anime. I nie uważam, aby była taka potrzeba. Film mógłby wypaść lepiej, gdyby nie czuli się skrępowani porównaniami do oryginału, który nieudolnie starali się naśladować. Inni bohaterowie, inna opowieść, motyw Notatnika i komplikacji oraz dylematów moralnych, jakie powoduje w życiach posiadaczy. Tymczasem w filmie mamy jakieś motywy, które może pasowały do historii i klimatu anime, nie były dziwne czy nie na miejscu (bo taka specyfika gatunku), ale w ramach konwencji, którą obrali twórcy, wydawały się niepotrzebne i po prostu głupie (jak np. nierozwinięty całkiem wątek z sierocińcem szkolącym dzieciaki na superdetektywów, no po co to w ogóle wciągać w fabułę, skoro tylko przyprawia widza o zmarszczki na czole, a nic nie wnosi xD).

          "Raz piszesz, że "Bo według mnie słabej charakteryzacji L nie pomogłoby obsadzenie roli białym facetem", a potem "Generalnie słabo napisana i zagrana postać...". Scenariusz to suchy tekst, to od aktora zależy jak wykreuje postać i ją zagra."

          No bo z gówna piany nie ubijesz. Jeśli w tę rolę wcieliłby się jakiś białas, to prawdopodobieństwo, że wypadłby lepiej, jest znikome, skoro to twórcy nie mieli spójnej wizji postaci i nie wiedzieli chyba do końca, czy chcą jednak iść całkiem w jego wizerunek z oryginału, czy może go zmienić (przez co wyszła sprzeczność).

  • Okay, jakoś zrozumiem to, że L i Light są inni i ból tyłka o to, mimo iż film jest luźną adaptacją i nie należy patrzeć przez pryzmat anime. ja również liczyłam na jakiś pojedynek inteligentów jak w anime, którego niestety nie było, ale L mazgajem? Serio? Ponieważ według filmu był wychowany w sierocińcu i Watari był jedyną osobą, która mogła go kochać z którą spędził prawie całe życie i nagle umarł... to L miał się cieszyć? To chyba trzeba nie mieć serca, by nie przeżyć śmierci niewinnego człowieka, którego się kochało i nie wpaść w furię wiedząc kto jest mordercą.

    • Jak nie ma się mazgaić, to ma się cieszyć. Ech, te skrajności... Tak, L jest tutaj mazgajem, bo ta postać powinna wszelkie emocje zachować wewnątrz, nawet jeśli jest to rozpacz. L nie jest kimś, kto daje się ponieść emocjom. Emocje pozbawiają racjonalnego myślenia, a to myślenie jest właśnie kwintesencją tej postaci. Powinien tym bardziej zacząć kalkulować, jak złapać Lighta, bo w ten sposób mógłby nie tylko go powstrzymać, ale też i ukarać zgodnie z prawem. A ten motyw, że L sam rozważa wpisanie nazwiska Lighta do notatnika kompletnie pozbawiony jest sensu, bo to uczyniłoby z niego kogoś pokroju Lighta, w tym momencie nie różniliby się niczym, bo obaj sami wymierzaliby sprawiedliwość. L taki nie jest.

  • Nie zapominaj o politycznej poprawności. L musiał być czarny. Szkoda że dziewczyna Lighta nie była Japonką. Albo lepiej - powinien być gejem, którego chłopak byłby inżynierem "uchodźcą" z Afganistanu. Oczywiście transseksualistą żeby wszystkie mniejszości były zadowolone.
    Przyznam szczerze, że oryginał źle mi się oglądało bo ten japoński, bo trochę sztucznie. Świetnie zapowiadała się 3 część gdzie notatnik trafił do lekarza z Rosji. Mówię tedy - no dobra, coś z naszych klimatów. Ale potem była kicha. Nie mogłem się doczekać żeby dokonali trawestacji na nasze warunki. A tu taki zawód. Nazwisko reżysera powinno znaleźć się w Death Note. Na pierwszej stronie.

  • A jaki ma byc L jak to murzyn którzy genetycznie nie są stworzeni do bycia geniuszami. Następny film typu poprawność polityczna, lepiej murzyn jako ten dobry bo znowu się obrażą i oskary zablokują albo o rasizm oskarżą. Padaka

  • L ujawnil swoja tozsamosc w komiksie? ktos wie ?:))

  • Dzięki, z jakieś 2 lata miałem ten film w "do obejrzenia". Dzisiaj zmieniłem na "nie interesuje mnie" xD

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: