Pierwszy raz daję 1/10. Nie spodziewałam się takiego gniota...

użytkownik usunięty

To była porażka. Nie piszę to jako fanka DN, ale jako przeciętny odbiorca, świadomy tego, że siada do filmu stricte rozrywkowego, w którym wybuchy, szybkie samochody i życie nastolatka krzyżują się z ,,deathnote-podobną” fabułą.

Jestem ciekawa, jakie wrażenia zrobił na innych widzach, zwłaszcza tych, którzy o pierwowzorze mają zerowe pojęcie. Nie widzę ani jednej zalety tego gniota, niczego, co mogłoby spodobać się zarówno fanom oryginału, jak i serialomaniakom, którzy włączą sobie Notatnik Śmierci ot tak, by zobaczyć, co to. Szkoda – liczyłam po cichu, że film będący adaptacją jednej z najpopularniejszych japońskich serii na tak popularnej platformie jak Netflix może przekona co niektórych do mangi i anime. Nie w tym przypadku, oj nie…

Po zwiastunach (swoją drogą, lepiej zrobionych niż sam film) spodziewałam się przeciętnej produkcji z chłopakiem ,,takim jak każdy”, który pragnie naprawić świat. Myślałam, że reżyser pójdzie w stronę pokazania bardziej ludzkiego głównego bohatera, nie tak idealnego jak pierwowzór postaci. To by miało sens: zamiast zaprezentować nierealistycznego, przystojnego i diabelnie inteligentnego ucznia, podstawić widzowi młodego, pogubionego nastolatka, mającego swoje słabości. Można się łatwiej utożsamić i tak dalej.

Myliłam się. Yagami wydaje się przy Turnerze barankiem. On chociaż zabijał przez zawał serca, szybko i niekłopotliwie – a nie w sposób drastyczny, że po ekranie latają flaki jak z horroru klasy B…

Jedynie pierwsze dwie minuty filmu są moim zdaniem… nie tyle dobre, co obiecujące. Potem widz dostaje w głowę obuchem. Netflixowy Notatnik Śmierci – poza nazwiskami postaci – ma wspólnego z oryginałem niewiele. Właściwie jeszcze tylko to, że pojawia się notatnik (ma zupełnie inne zasady niż w oryginale), którym można zabijać. Nic to! Znam różnice między słowem ,,adaptacja” i ,,ekranizacja”, a odnowiony motyw może również być całkiem dobry, jeśli za pisanie scenariusza zabierze się odpowiednia osoba.

Tutaj to nie wyszło. Sam główny bohater jest postacią tak sztuczną – zarówno w grze aktorskiej, jak i założeniach – że przez 1,5h tylko czekałam, aż zginie. Przybycie Ryuka było bardzo szybkie (chyba godzina po znalezieniu notesu) i równie absurdalne. Turner siedzi sobie w klasie po lekcjach, bo ma szlaban, nauczycielka na chwilę wyszła… przybywa Ryuk – podmuch powietrza rozwala całą salę, fruwają ławki, kartki, książki itd. Na korytarzu awaria światła, które miga. A mnie chodzi po głowie: gdzie, do diabła, wcięło nauczycielkę, która sekundę temu była jeszcze na korytarzu?! I po co robić taką rozwałkę? No tak, ale to amerykańskie kino.

Co robisz, kiedy pojawia się przed Twoimi oczami shinigami? Pytasz go o powód tej wizyty? Starasz się dociec, czego od Ciebie chce? Badasz jego naturę? Nie! Zrób tak jak Turner – przestrasz się, pobluzgaj, nie zadawaj żadnych pytań. A potem – mając świadomość, że notes zabija – zrób to, co Ci podszeptuje ów demon.

I zaczyna się ostra jazda. Dręczycielowi drabina ODCINA GŁOWĘ. A na ekranie jest to pokazane. Leje się krew, widać flaki – jednym słowem: drastyka. I zarazem tandeta. Miałam ochotę wyłączyć film, ale stwierdziłam, że muszę to przełknąć i dokończyć.

Takich scen jest więcej. Mają przerażać, ale wywołują tylko niesmak i śmiech.

Reżyser chce nam wmówić, że Turner to w równy gość, a widz powinien go lubić – ale czy można lubić kogoś, kto jest sadystą, kogoś, kto wybiera tak wymyślne sposoby śmierci, byle tylko ta osoba cierpiała? Poza tym – przewinieniem tego oprycha było tylko to, że – uwaga – ,,dręczył” uczennicę, bo ją szarpnął i zabrał jej plecak. To za takie rzeczy trzeba karać śmiercią?!

Nasz Turner stracił matkę, która zginęła z rąk zbira – nie wiemy, w jakich okolicznościach, i się nie dowiemy, bo twórca filmu nie miał na to pomysłu. Wiadomym jest natomiast, że przestępca bezkarnie żyje sobie nadal i to świetnie: ma forsy jak lodu. Młody Light Turner wyrzuca to w złości swojemu ojcu – policjantowi – któremu (jak możemy wnioskować po mało emocjonalnej reakcji) jest to zupełnie obojętne. Później wspomniany ojciec wpierw cieszy się na wieść o śmierci zabójcy, a potem nagle – pyk! jak za dotknięciem różczki – zaczyna przeciwstawiać się Kirze, którego w takiej sytuacji powinien raczej uwielbiać. Zapytany przez syna o swoje dość dziwne poglądy, Turner ojciec odpowiada, że na Kirę nie można złożyć zażalenia, więc to nie fair wobec innych ludzi, że tak sobie zabija na prawo i lewo. Wydźwięk jest tego taki: zabijanie jest okej, przestępcy to śmieci, nie powinni żyć, ale właściwie… no, takie odbieranie im praw do zażaleń, odwołań jest nie w porządku… no to chcę schwytać Kirę!

Intelektualne starcia? Intrygująca fabuła? Charyzmatyczne postaci? Trzymająca w napięciu akcja? Nie tutaj. Lepiej szukać tego w oryginale, bo toto ma poziom śmiecia. Plot twisty (słabe) z kapelusza, które twórcy uzasadniają jakąśtam zasadą, której nawet nie pokazali na ekranie, żeby było 'wow'.

Jednym słowem: rozczarowanie.

152
  • Ładnie się rozpisałas, mi szkoda czasu na opisanie tego gniota :( Ps. Zostań ma żono

  • Dzięki za zaoszczędzenie czasu i nerwów ;)

  • Idealne podsumowanie.

  • Zapomnieliście jeszcze wspomnieć o tym idiotycznym pomyśle Turnera, żeby pochwalić się notatnikiem dziewczynie, która nawet jego imienia nie znała! To sprawiło, ze wyłączyłam tego gniota.

  • użytkownik usunięty

    Uwielbiam oryginalne Anime i cenię w nim wszystko to, co opisałaś. Od kliku dni zastanawiałem się, czy oglądnąć ten film. Czytałem wiele niepochlebnych recenzji na imdb (nie tą, którą dają na stronę główną filmu, tylko przejrzałem wszystkie - i każda inna oceniała film fatalnie). Jednak dopiero po przeczytaniu Twojej opinii, która precyzyjnie punktuje słabe strony filmu już wiem, że nie chcę tego oglądać. Także dziękuję za ocalenie półtorej godziny mojego życia ;-)

  • Mysle ze piszesz jako fan serii DN inaczej bys sie tak nie rozpisal. Ja osobiscie jestem bardzo krytyczny wobec filmow i nie wybaczam braku logiki w fabule. Ale z jakiegos magicznego powodu w DN mi to nie przeszkadzalo. Lamie sie miedzy ocena 5 a 6 (narazie wstawilem 6).

    Pomimo iz jest w nim wiele glupot, jak objawienie obcej lasce iz ma sie pamietnik smierci. Wydaje mi sie iz idea tego mialo byc... Light leci na ta laske, dlatego ja broni przed szkolnymi cwaniaczkami i pokazuje jej pamietnik aby jej zainponowac. Niestety nie zostalo to pokazane, zagrane itd.

    Rezyser wraz ze scenarzysta sie nie spisali. Niemniej jednak film mial ciekaey klimat i to mi sie podobalo. Troszke takich starych filmow SF z lat 90tych i dzieki temu ponownie poczulem sie jak dzieciak :)

    Jestem przekonany iz osoby znajace anime, rozbijw sie o ten film jak statek o skaly. Niemniej jednak osoby totalnie nie znajsce DN (jak ja) sa w stanie eylapac w filmie pewne smaczki, no w sumie to jeden smaczek, klimat, miejscami taki jak w Stranger Things (zapewne dzieki muzyce w tle)

  • W pełni się zgadzam, oglądać anime, to coś omijać szerokim łukiem...

  • Ludzie, dajcie spokój, wpisywanie 1 przez rozhisteryzowanych fanów oryginału... Ja rozumiem, że film ma swoje słabości, bo ma, zresztą za żadne skarby nie dałoby się nakręcić kilkudziesięcioodcinkowego serialu upchniętego do 100 minut projekcji by zmieścić tam wszystkie wątki i dogłębnie opowiedzieć. Nawet jakby to robili twórcy oryginału narzekalibyście na podobne spłycenie fabuły. To oczywiste. Oczywiście pewne rzeczy można było i tak zrobić lepiej, ale też nie zrobiono ich aż tak źle by przesadnie narzekać. Pewne elementy, które sprawdzają się w animacji, w wersji aktorskiej wypadną zawsze sztucznie (nastoletni geniusz detektywistyki czy Ryuk- choć ten sprytnie w 90% ujęć czai się w cieniu lub poza głębią ostrości) Poza tym niedostatki fabularne film nadrabia dobrą realizacją, klimatem i reżyserskim stylem Wingarda zakorzenionym gdzieś w latach 80. (neonowe oświetlenie zdjęć, elektroniczna pulsująca muzyka, stare piosenki). Warto czasem zdjąć z oczu klapki (nałożone tam przez uwielbienie dla oryginału) i spojrzeć na film trochę szerzej, a nie tylko że bohater X był w oryginale taki, a tu jest siaki... Tym bardziej, że czysto obiektywnie film jest naprawdę porządnie nakręcony i może się podobać lub nie (kwestia gustu), ale wylewanie na niego ton pomyj i hejtu jest zwyczajnie niesprawiedliwe.

  • Pierwszy raz po obejrzeniu czegokolwiek brak mi słów. Naprawdę nie wiem jak to skomentować, spodziewałam się przynajmniej czegoś przeciętnego ale to... no dno.

  • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

  • a dajcie spokój aż takiej tragedii nie ma film może nie jest idealny ale trza go brać z przymrożeniem oka mi się podobał i wasza G burza i płacz jest śmieszny

    • Pragnę zauważyć, że anime ma około 40 odcinków... Chcieliście niesamowitej walki umysłów? Musiałaby trwać przez cały, półtorej godzinny film, niestety tyle tylko trwa przeciętna produkcja. Zdajcie sobie też sprawę z tego, że nie wszyscy zrozumieją ten film, gdy nie oglądali oryginału. Jak reżyser miał tego dokonać? Postanowił pominąć pewne rzeczy, licząc że widz wcześniej oglądał anime. Inaczej film trwałby dobre 3 godziny.

  • Ech szkoda gadać.
    Rozrzucają 1 od tak - bo nie spodobało się kilka aspektów...
    A co to jest ta 1?

    • 1 to wyraz frustracji i niechęci od zdesperowanych osób, które myślą, że ich opinia ma jakiekolwiek znaczenie.

      • Też tak myślę.
        Naobiecywali sobie nie wiadomo co później płacz.
        Film jest jaki jest, mógłbym kląć że "L" jest czarny, że panna musiała zdominować historię itd. Tylko po co, wiem że to zupełnie co innego niż pierwowzór więc trzeba podejść do filmu również z delikatnym dystansem.

        • Myślę, że to, że L jest czarnoskóry to wcale nie jest powód, dla którego film jest nisko oceniany. Ja np. oceniłam go tak nisko, bo dobry jest tylko pod względem technicznym. Fabuła jest gorsza niż w przeciętnym filmie dla dorosłych, a kreacje bohaterów są straszne. Nie chodzi o to, że odbiega od pierwowzoru, ale o to, że kompletnie nie ma sensu. Podeszłam do tej produkcji z pozytywnym nastawieniem, choć zdawałam sobie sprawę, że nie przebije serialu. Uwielbiam ST i wiele innych proukcji Netfixa, ale to jest po prostu bardzo złe. Boję się, co zrobią z Wiedźminem teraz, chociaż z początku cieszyłam się, że zabiorą się za naszego lokalnego bohatera.

  • Zgadzam się w 100%. Netflixowy Death Note to porażka. Light z anime to geniusz podążający za swą ideą, doskonały manipulant, mistrz obserwacji i planowania długofalowego, potrafiący przewidzieć ruch przeciwnika. W filmie Light jest mdły, sam nie wie czego chce, niejednokrotnie daje ponieść się emocjom, ulega wpływom dziewczyny (która zresztą wydaje się być bardziej inteligentna od niego), a przede wszystkim - nie ma planu działania. Zabija przypadkowe osoby, nie przygotowuje strategii zniszczenia L, tylko wszystko chce osiągnąć "od razu" (śmierć Watariego - wysłanie go do sierocińca w celu odnalezienia akt L,). Zdziwiło mnie, że Light pokazał nowo poznanej dziewczynie (w której się podkochiwał i chciał jej zaimponować ) notatnik oraz sposób jego działania - bardzo jest to nie w jego stylu, tak samo jak brak umiejętności tuszowania dowodów, przewidywania tego co się stanie na kilka kroków do przodu. Z jednej strony towarzyszy mu idea zmiany świata, a z drugiej tak naprawdę nie jest tym zainteresowany - z jednej strony brak skrupułów a z drugiej strony chęć wycofania się z używania notatnika. Najbardziej dobił mnie tekst "Przygotuję popcorn i zrobimy listę osób do notatnika" - to nie jest Yagami Raito, a nawet jego podróbka. Jedynym w miarę dobrym momentem w filmie jest jego końcówka, gdy Light opowiada ojcu historię notatnika. Co do L - jest gwałtowny, agresywny i biega ze spluwą - ponadto przychodzi do domu Lighta bez zapowiedzi i zleca przeszukanie jego domu, zostawiając nieporządek - inaczej to było w anime.

    Light jest słaby psychicznie, nie ma siły perswazji, jeśli już działa - to od razu czyjaś głowa lub flaki lądują na ulicy. Light z anime nie zabijał dzieci ze szkoły, chociaż myślał o tym - bardziej zależało mu na tym by oczyścić świat z przestępców - traktował to jako swój obowiązek i wyzwanie jakiego on tylko może się podjąć a nie... fajną zabawę z dziewczyną w przerwach pomiędzy seksem a jedzeniem popcornu.

    Postaci są przerysowane a akcja hmm... jak dla mnie jest to typowy amerykański film akcji - w dodatku słaby.
    Myślę, że gdybym nie oglądała anime, wystawiłabym temu filmowi ocenę wahającą się między 2 a 3.

    To prawda, w 1,5 h nie można opowiedzieć całej historii Death Note, chyba lepiej byłoby aby zamiast filmu powstał serial, gdzie akcja nie toczyłaby się "na siłę".

  • Nie znam się na anime, ale ten film mnie przekonał, żeby trzymać się z daleka od jakiejkolwiek mangi, nie mam pojęcia co wy w tych bajeczkach widzicie.

  • Jestem świeżo po obejrzeniu filmu...spodziewałem się po produkcji Netflixa czegoś lepszego niż poprzednie wersje filmu które były dopiero tandetą, tutaj mimo wszystko jest lepiej lecz nadal wspólne z anime są jedynie tytuł oraz bohaterowie...Nie znając anime, film może się spodobać bo nie jest aż tak słaby, można obejrzeć z ciekawości/nudów. Postać Kiry oraz L nie przypadła mi do gustu, jedynie Ryuk się jakoś wybronił, na prawdę wyglądał dobrze (w porównaniu do poprzedników). Obejrzałem i to tyle, raczej ciężko będzie komukolwiek zekranizować dobrze tą mangę która była świetna! Pozdrawiam.

  • Mam dosyć rozhisteryzowany fanów anime. Też je oglądałem było fajne ale ten film to adaptacja nie ekranizacja nie musi wyglądać tak samo nawet nie powinien bo nie wszystko co pasuje w animacjach pasuje także do gatunku filmowego. Dlatego autor niektóre rzeczy mógł zmienić lub pominąć np. jak z tym ze jeśli nie zapisze się powodu śmierci to się umiera od zawału serca. Dla fanów to pewnie wielka wada filmu chociaż usuniecie tego wcale nie wpływa negatywnie na logikę filmu nie wspominając ze tego typu zabiegi nie maja znaczenia dla kogoś kto nie zna oryginału.
    Nagonka była jeszcze przed premiera za casting że light jest brzydki albo ze L jest czarny. A musiałbyć? Większość z komentarzy jakie czytam opiera sie na opini że jest to produkcja nie podobna oryginału dlatego ssie. A musiałabyć? Nie twierdze ze to firm 10/10 ale definitywnie nie ponizej 5. Ktoś miał swój pomysł na film i go wykonał. Powstała pełna produkcja bez dziur fabularnych choć czasem musiałem pomysleć nad tym jak ktoś coś zrobił jak sie tego domyślił bo nie wszystko jest mówione wprost (fim nie miał dziur w odnośnie do filmu a nie do anime). I bez głupich nielogicznych zachowań z wyjątkiem jak Light mówi o notesie swojej dziewczynie to było trochę głupie.
    Bardzo spodobał mi sie klimat i muzyka (pierwsza i ostatnia scena) i Ryuk (chociaż w anime latał i nie miał takich świecących oczu Nie pamietam ale tak chyba było w anime wiec tak powinno być. Co nie?). Po obejrzeniu myślałem ze to dobry film nie genialny ale dobry i zdania nie zmieniam dobrze sie bawiłem czułem napięcie.
    Tylko trochę robi się smutno bo wiem teraz dlaczego nie powstaje i nie będzie powstawać więcej tego typu adaptacji ikonicznych marek. Nie da sie dogodzić zagorzałym fanom którzy sami nie wiedza czego chcą. Przez takich film dostaje gorsze oceny niż naprawdę zasługuje i nieoznajmieni z serią po prostu po nią nie sięgają. (Sory za błedy pisałem z poziomu tabletu)

    • Po pierwsze Death Note miał już swoje aktorskie adaptacje, które potrafiły się obronić.
      Po drugie ten film był po prostu nijaki, nic tutaj się nie wyróżniało. Wszystko było płaskie i nie wciągające.
      Po trzecie w tym filmie brak jest jakiejkolwiek logiki.

      • Adaptacje były japońskie, skierowane do Japończyków i fanów anime. Ta adaptacja jest amerykańska, skierowana do zupełnie innego odbiorcy: zwyczajnego amerykańskiego nastolatka, wychowanego na horrorach gore itp. I jest amerykańska do bólu, co mnie osobiście bardzo bawiło w pozytywny sposób. Gdyby to była kolejna wariacja na temat tego DN, które osiem lat temu znałam na pamięć, to bym była lekko znudzona. A tak dostałam coś świeżego. Było fajnie, choć widzę, że jestem w swojej opinii osamotniona.

        • Ja nie rozumiem co fajnego jest w filmie w którym główny bohater zachowuje się, nie wymawiając, ale jak opóźniony umysłowo i nie jest to gra z jego strony (jeszcze bym zrozumiał gdyby w filmie wytłumaczyli, że debila udawał), ale nagle w ostatniej scenie robią z niego geniusza zbrodni, przy którym planowania powstydziłby się nawet J. Moriarty. Właśnie ten brak konsekwencji i logiki w działaniach bohaterów poraża najbardziej.

    • Dobra, ale nie mówimy tu o szczegółach, ani drobiazgach, tylko o nie oddaniu podstawowych zagadnień oryginału.

  • Ten film ma dla mnie tylko trzy zalety:
    - Ryuka, który jest przerażający. Bardzo podobało mi sie to wydanie.
    - L - z jakiegoś powodu, choć byłem negatywnie nastawiony, kupił mnie swoją grą aktorską (nie charakterem)
    - Otwarte zakończenie, w którym, SPOILER, L najprawdopodobniej wpisuje nazwisko Lighta do Notatnika. Wynika to z pewnych zarzutów do pierwowzoru, które mógłbym opisywać dość długo.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: