Allen w świetnej formie. Po średnim "Poznasz..." znowu powraca do lekkiej i wdzięcznej formuły znanej z "Whatever works". Są zarówno okazje do śmiechu na głos, jak i do tego bardziej "wewnętrznego" uśmiechu. "Midnight in Paris" działa kojąco, krzepi, a jednocześnie - jak to u Allena - wplata nutę refleksji. Nie twierdzę rzecz jasna, że to jedna z najambitniejszych pozycji Nowojorczyka, jednakże w kategoriach czysto rozrywkowych należy się najwyższa nota. Daję dziewięć, bo na ponad półtorej godziny wyłączyłem się ze świata, zapomniałem o parkach delektujących się popcornem i po prostu świetnie bawiłem. Na chandrę, na szarość - bezcenne.