Film jest bardzo dobry, ale jest on dla ludzi znających sztukę, historię czy kulturę :-)
Świetny klimat filmu, a jak pojawiają się stare auta to już w ogóle cud :)
Wszystko zależy od wrażliwości widza. Nie jestem specem od Picasso, Hemingwaya, a film i tak był dla mnie rewelacyjną rozrywką. Trochę za bardzo upraszczasz. Allen mimo wszystko tworzy filmy dla szerokiej publiczności, a producenci muszą zarabiać, więc nie ma co przesadzać. ;)
Och tak, bo jak ty znałeś 90% nazwisk, to znaczy, że jesteś inteligentny, a jak ktoś znał 50%, to znaczy, że nie jest. Nie ma to jak wywyższyć się z tłumu :/
Nie masz co sie obrazac.Tego typu filmy sa tylko dla koneserow i znawcow kultury.W szkole zaczelismy ja poznawac czytajac wybitne dziela i liznelismy tylko troche malarstwa.A ten kto mial pieniadze jezdzil po Europie i zwiedzal muzea.Do opery raczej nie lubilismy chodzic a na balet nikt nie chcial sie skusic.I dlatego ludzie inteligentni moga sie porozumiec,bo wystarczy,ze jeden rzuci nazwisko np.Dostojewski a pozostali wiedza,ze chodzi o Zbrodnie i kare,Gracza albo Biesy,Idiote czy Braci Karamazow.
:-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) lepiej nie mozna tego było ująć :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
Definicja inteligencji z Wikipedii - (od łac. intelligentia, zdolność pojmowania, bystrość)
1. inteligencja - umysłowa zdolność do postrzegania, analizy i optymalnej (lub zbliżonej do optymalnej) adaptacji do zmian otoczenia.
2. inteligencja - nazwa warstwy społecznej będąca głównym nośnikiem kultury narodowej, w Polsce kształtująca się począwszy od drugiej połowy XIX wieku
3. inteligencja - rodzaj szczególnej sprawności umysłowej.
W żadnej z tych definicji nie jest napisane, że inteligencja to znajomość sztuki czy dzieł Dostojewskiego. Nie pisz bzdur!!!
Ta. Rozróżnij najpierw wiedzę od inteligencji (koleżanka szaniawska11 trochę ci w tym już pomogła), a potem zakładaj temat.
Bycie znawcą kultury/koneserem ma cokolwiek wspólnego z kilkoma historycznymi, powszechnie znanymi postaciami w bulwarowej komedii? Ciekawe.
no w tym jest trochę racji ale rzeczywiście stwierdzenie "dla inteligentnych" jest spudłowane bo chodzi tu po prostu o to, że film lepiej rozumie jeśli się zna jednak nazwiska pojawiające w filmie a to nikogo inteligentnym nie czyni. Mnie np. bardzo rozbawiło to jak teść gadał o Gil'u jak o komuniście i na koniec mu powiedział: Pozdrów Trockiego ;p Jak się nie wie kim jest Trocki to ten moment nie rozbawi.
Amerykanie maja to siebie,ze sa zazwyczaj niedoksztalceni,bo ludzie po Harvardzie nie wiedza gdzie lezy Polska.Nawet prezydenci popelniaja gafy.A wracajac do filmu to nie jest komedia a raczej film z gatunku fantazji.
Właśnie tą wypowiedzią udowodniłeś nam jak bardzo jesteś inteligentny i dokształcony, kierując się błędnymi steorotypami:) I nie wiem niestety co ten komentarz o Amerykanach miał wnieść, nie odnosi się za bardzo do niczego... Ale w każdym razie to komedia (refleksyjna, śmieszna) jak najbardziej, fantazji tutaj nie widze.
Film niesamowity, daje do myślenia, jak dla mnie jego najlepszy film, nie licząc "Co nas kręci, co nas podnieca" :)
Ja nie widzę powodu, dlaczego amerykanin ma wiedzieć gdzie jest Polska. Taka wiedza nie jest im niezbędna. Ja nie znam wszystkich krajów na świecie i nie sądzę żebyś Ty znał, jeśli nie jest Ci to do niczego potrzebne.
r0galik ja właśnie znałam mało nazwisk, młoda jestem niedoświadczona wybaczcie : ) nikogo nie miałam zamiaru obrazić :)
jedrzej1996 faktycznie palnęłam trochę :D
chodziło mi po prostu o to że jak przyjdzie Ci jakaś słodzinka 14 na ten film bo lubi "allenka" no to wybaczcie, ale nie pojmie zbyt wiele :)
Przez takich jak wy nie mogę powiedzieć w towarzystwie, że lubię filmy Allena, bez świadomości, że to brzmi, jakbym chciał stworzyć pozór bycia "inteligentem". Czy nikt już nie ogląda jego filmów dla przyjemności, tylko wszyscy próbują się przy tym dowartościować?
czy ktoś stwierdził że chcę się dowartościować? wątpię, że w taki sposób mogłabym to zrobić, no cóż.. ;-)
to jest pierwszy film Allena który zmuszał mnie do tego żeby intensywniej myśleć, więc w ogóle Cię nie rozumiem.
Jeśli to pierwszy film Allena, który zmusił Cię do intensywniejszego myślenia, to trochę szkoda ;) A co do poprzedniego stwierdzenia o "słodkich czternastolatkach" to trochę mnie rozbawiłaś, bo moim zdaniem takie osoby na filmy Allena nie chodzą, a nawet jak chodzą to wychodzą zdegustowane, bo nie zrozumiały filmu, więc trochę nietrafne porównanie...
Litawor, zawsze mozna zmienić towarzystwo na takie, które nie dziwi sie inteligentnym rozrywkom ;)
pzdr
Niestety masz dużo racji. W kinie najlepiej bawił się siedzący za mną okularnik, który zamiast w ekran kontrolnym wzrokiem patrzył na twarze otaczających go widzów z nadzieją, że będzie mógł rzucić swój karcący grymas w stronę jakiegoś soczystego przejawu niezrozumienia aluzji do Bunuela czy Fitzgeralda.
moim zdaniem rozpoznanie bohaterów nie jest tutaj trudnym zadaniem, Allen posłużył się postaciami dosyć popularnymi i nie trzeba być szczególnie obytym żeby skojarzyć nazwiska - można się tym pobawić, ale czegoś wyraźnie brakowało w tym filmie. Dla mnie - rozczarowanie
Droga Natalio./ Choć nie wiem, czy to prowokacyjny wpis, bo konto masz nieuzupełnione./
Inteligencja ludzi nie zależy od tego, czy znają się na malarstwie, czy muzyce klasycznej. Po prostu są nazwiska, które każdy powinien znać, ale nie znaczy to , że powinien znać ich życiorys i całą twórczość. W filmie miałaś przykład Paula, który był z pozoru wszechwiedzącym, a po weryfikacji okazało się, że to palant. Ten film ma inne przesłanie i jest dedykowany dla wszystkich. To piękny film o tym, jak łatwo wokół siebie znaleźć piękno i szczęście. Tylko trzeba pozostać sobą i być wrażliwym. Czego Tobie i wszystkim życzę.
Nie egzaltuj się tak. Film jest bezpretensjonalny i uroczy (mimo, że słaby). Nie rób z niego na siłę pretensjonalnego gniota dla zakompleksionych ćwierćinteligentów, którzy myślą, że znajomość kanonu postaci historycznych z poziomu podstawówki, czyni z nich wyrafinowanych koneserów.
Postaci historycznych z poziomu podstawówki? Chyba trochę się rozpędziłeś... Osobiście nie znałam wszystkich nazwisk, może 2/3 z nich i wcale nie uważam, że jestem z tego powodu niedokształcona. Po prostu od zawsze miałam raczej umysł ścisły i dziedziny sztuki, historii itp. nie pociągały mnie. Odczuwam pewną wyższość bijącą z Twojej wypowiedzi spowodowaną znajomością wszystkich postaci w filmie. Dobrze, że nie uraża mnie zdanie internautów ;)
jakoś znane były mi wszystkie postacie z czasu zaprzeszłego, a mimo wszystko film mnie nie tylko znudził, ale i zirytował - pseudointelektualizm i pseudofabuła 1/10
Znam i kulturę i sztukę i nawet historię, a nawet wszystkich pojawiających się w filmie artystów (przecież nie było tam nikogo niszowego i mało znanego) - i co z tego, film mnie zmęczył i poraził kiczem i brakiem głębszego sensu - nuda i jak ktoś wyżej napisał silenie się na pseudointelektualizm. Nic nowego, nic odkrywczego, rojenia sentymentalnej nastolatki...
Każdy film musi mieć GŁĘBSZY SENS? Nie może być po prostu przyjemną rozrywką? Sens jest taki, że zawsze ludzie będą narzekać, że dawniej było lepiej. A do tego urok Paryża i lat dwudziestych. Pseudointelektualizmu tu nie widzę, ten film to komedia. Pseudointelektualizm to "Drzewo życia" i silenie się na mądrości. Tu nikt na mądrości się nie sili. Ma być lekko i miło. I jest.
Mnie najbardziej rozwalał Hemingway, właśnie dzięki znajomości jego biografii i twórczości. Był tak groteskowo hemingłejowy, ze swoim boksem i polowaniem, odwagą i honorowością, przenikliwością i konkretnością. Rozwalała mnie cała atmosfera "cyganerii francuskiej", kojarząca mi się z The Sun Also Rises, te przypadkowe związki, rozstania i dramaty życiowe, życie od imprezy do imprezy. Przerysowani Dali i Picasso to piękne ukłony w stronę ogółu publiczności bo chyba nie ma Europejczyka który by ich nawet mgliście nie kojarzył. Reszta nazwisk + stroje, wystrój wnętrz i atmosfera = spełnione marzenie każdego, kto minimalnie interesował się latami 20stymi. Wyborażam sobie, że dla prawdziwych wielbicieli literatury tamtego okresu ten film musi być jak bilet do fabryki czekolady. Więc nie wiem, dlaczego tylu ludzi jest rozczarowanych. Spodziewaliście się, że Woody Allen nakręci coś jeszcze bardziej innego od swojej dotychczasowej twórczości? Dla mnie najlepszy Allen obok Vicky Cristina Barcelona.
Miałam jakoś skomentować, ale doszłam do twojego wpisu i już nie muszę :)
Nic dodać, nic ująć
Może to odmienny pogląd, ale wydaje mi się, że jest to film wyśmiewający "pseudointelektualistów". Moim zdaniem postać Paula jest tutaj, dowodem.Osoby wymienione w tym filmie powinny być znane każdemu licealiście( co najmniej) . Jeżeli to wasze wyżyny umysłowe i powód do szczycenia się głęboką wiedzą to gratuluję znajomości historii literatury i sztuki. Natomiast jeżeli chodzi o tzw "drugie dno" , to właśnie Wy nim jesteście- ludzie, którzy wychodzą z założenia, iż mogą się pochwalić lichą znajomości odłamków historii i jeszcze uważać się za wtajemniczonych koneserów. To jest według mnie element komiczny tego filmu. Pozdrawiam wszystkich.
mam pytanie, jest scena w ktorej Gil spotyka reżysera (kumpel Salvadora) ktoremu mowi o tym jaki film ma nakrecic ("o ludziach w jednym pomieszczeniu ktorzy nie moga otworzyc drzwi"), pamięta moze ktos nazwisko tego rezysera i wie czy taki film istnieje i jak sie nazywa? : )
Tak, znam te wszystkie nazwiska, które padały w filmie, miałam radochę z patrzenia, jak przedstawiono Dalego czy Hemingwaya. Szkoda tylko, że ten film to niewiele więcej. I że Allen wygłasza morały wprost - czy tak się robi w filmach dla ludzi inteligentnych?
Bez przesady, każdy przeciętny człowiek kojarzy nazwiska z filmu. nie musi być znawcą historii. Nie pojawił się tam Sieciech z rodu Starżów;)
Jak widzę nagłówek "Dla inteligentnych", przypomina mi się reklama "Media Markt nie dla idiotów".
Tu nie ma znaczenia czy znasz dzieła tych autorów czy nie, chyba Picasso czy Hemingway każdemu coś mówi (był tam jeden taki co ich znał wszystkich w "teorii"). Najważniejszy przekaz to by pozostać do końca sobą...
Nie wydaje mi się, żeby znajomość tak podstawowych artystów była czymś właściwym tylko "elitom umysłowym". W ogóle jak ktoś tak pisze to mi się wydaje, że właśnie dużo mu do niej brakuje. Poza tym jak ktoś już wcześniej napisał, inteligencja nie jest równoznaczna z wiedzą o sztuce. Mimo mojego ogólnego związania z jakąś tam sztuką, film nie przypadł mi do gustu. Co więcej pod koniec musiałam się pilnować żeby nie usnąć. Zazwyczaj uwielbiam filmy Allena ale ten jest specyficzny.
Boski. O wiele lepszy od "Poznasz wyskiego, przystojnego bruneta" :) Woody wrócił do formy!
az zachcialo sie zamieszkac w Paryzu:) tylko teraz mam dylemat, w ktorym?! poza tym , zastanawiam sie jaki moral zescie wyciagneli z tego filmu... mi wyszlo ze nie nazekaj za bardzo na czasy w jakich przyszlo Tobie zyc i ciesz sie z tego co pozostawili po sobie inni,ucz sie od nich,podziwiaj i zyj tak by i Ciebie mozna bylo podziwiac w przyszlosci...i jeszcze jedno ,takiem miastom jak , Paryz , Warszawa, Krakow, Praga, Barcelona, Dublin cz Londyn...w deszczu im do twarz:)