Zacznijmy od tego, że pomysł świetny - przenieść się w czasie i spotkać wielkich tamtej epoki jako lek na kryzys tożsamości w życiu. Ile inspirujących rzeczy można by pokazać w takim filmie. ile przemyśleń o naturze człowieka czy sztuki...
a wykonanie....
ech...
zacznijmy od tego, że wszystkie postaci pojawiające się w filmie są tak sztampowe, że aż boli. Hemingway jest ulta Hemingway'owsko sztuczny. Picasso to utra Picasso. Dali - czysty Dali. Z biografii, z kulturowych kalek, z wyobrażeń jakie chcieli o sobie stworzyć. To nie są żywi ludzie! Bohater ich spotyka i z tych spotkań nic nie wynika! Wygłaszają komunały z przewodników Paula, truizmy z jego opowieści o Paryżu. Jak fajnie było by usłyszeć kilkominutową dyskusję H. z Dalim? o czym? o czymś ważnym bo ten film ma deficyt "ważnych spraw": "Spotkałem Dalego!" łał. prawda? Prawie jak spotkać Shakirę. Ten kaliber sensu. ciąg slajdów pt: "bohater poznaje wielkich ludzi"
Drugim tematem filmu był Paryż, jego atmosfera. I znowu. Reżyser oczekuje od nas, że po prostu klękniemy bo to Paryż. Gdzie atmosfera? to Paryż = miejsce magiczne z definicji. a że magii nie widać? to nic. Tak jak Dali jest wielkim artystą był, chociaż widzimy zero artysty a 100% świra tak Paryż to czysta magia. Bo tak.
Film jest PRZERAŹLIWIE nudny. Tylko, że istnieją filmy nudne w których o COŚ chodzi. W "O Północy" nie chodzi o nic oprócz "Paryż wspaniały jest" podane łopatą. Siedzimy i słuchamy przez sporo czasu tego wymądrzającego się i prawiącego lapsusy i komunały WoodyPaula...
Zdecydowanie odradzam. nie dajcie się zwieść opinią o "kasowym" czy "inteligentnym".
polecam Ci komentarz pierre_doll z innego wątku: "te wędrówki po własnej duszy, to to, co każdy z nas powninien przejść zastanawiając się nad własnym życiem. Ten film pokazuje, że możemy odnaleźć szczęście, które często jest blisko nas. I nie trzeba tęsknic do innych czasów, sytuacji, autorytetów. Róbmy swoje, bo to my tworzymy historię. Odrzućmy podawaną nam papkę i cieszmy się życiem takim, jak je sobie wyobrażamy. Na przekór schematom.". Masz rację co do schematycznego przedstawienia postaci z wędrówwek w lata 20ste głównego bohatera, ale nie zrozumiałeś/aś przesłania. Sam film mimo niedociągnięć nie jest taki zły. I na pewno nie jest o niczym
Film jest słaby, ale tu nie o to chodzi. Ty go kompletnie nie zrozumiałeś. Historyczne postaci pojawiające się w filmie są sztampowe i wyjęte z kulturowych kalek bo Gil nie spotkała ich w rzeczywistosci przeciez. On spotkał swoje wyobrazenia o nich, spotkał to co juz o nich wiedział dzięki kulturze wlasnie, ktora pokazuja ich tak a nie inaczej.
dzięki Ci wielkie, bo już myślałam, że tylko ja jedna odstaję od wszechrozbrzmiewających ochó, achów,no i nieodłacznych WOW- dla mnie to pseudointelektualna taśmowo robiona reklama allena dla miasta, które już dawno nic nie ma z dawnej atmosfery, a jeśli miało to na pewno nie dzięki kilu amerykańskim rezydentom. no i reklama prazydentowej francji:D hollywodzkie promowanie wielkich miast europejskich to jakiś plan - barcelona, paryż, rzym jako następne miasto do sfilmowania romantycznej historyjki, a co jest - straszliwie drogie i wieczorami wymarłe centra dla turystów, biznesu, mafii i establiszmentu, a reszta na margines, magię możemy sobie do tego co jest dorobić dzięki takim kalkom dla burżuazyjnych snobów
zdecydowanie nie zrozumiałem przesłania obecnego w każdym amerykańskim filmie o młodych artystach, sportowcach, tancerzach - nie podawaj się, znajdź swoją drogę - brakuje tylko turnieju na końcu. SZTAMPA. podtrzymuję - film o niczym.
Sever - więc skoro postacie nie miały nic wnosić to nie było ich potrzeby do filmu wstawiać. można go było zrobić równie nudnym bez nich.