O północy w Paryżu

Midnight in Paris
2011
7,1 202 tys. ocen
7,1 10 1 202373
7,3 61 krytyków
O północy w Paryżu
powrót do forum filmu O północy w Paryżu

Młodzież wychodziła z kina. Jest to dla mnie o tyle symptomatyczne, że filmy Allena nie są
jednowymiarowe. Oczywiście, aby zrozumieć fabułę jego filmów nie trzeba kończyć Harvardu.
Problem jednak w tym, że w filmach Allena fabuła jest zaledwie pretekstem do pokazania czegoś
więcej. Dostrzeganie drugiego albo i trzeciego dna nie jest jednak umiejętnością, której mozna
nauczyć sie z kursów internetowych ściąganych z Chomika. Dlatego fakt, że młodzież
wychodziła z kina jest w pewnym sensie zrozumiały. Opinie o tym filmie są diametralnie
rozbieżne, biegunowo różne. Obok zachwytów mamy opinie odsądzające rezysera od czci i
wiary. Wręcz skrajnie nieprzychylne. A przecież Allen tak naprawdę dopiero teraz zaczał kręcic
filmy naprawdę dobre, bo dopiero teraz zaczał bawić sie nie tylko konwencją (co zdarzało mu
sie wczesniej), ale i kinem jako zjawiskiem. Smaczki, które serwuje całkowicie zmieniają odbiór
filmu, powodując, że widz zaczyna się zastanawiać, dokąd reżyser tak naprawdę zmierza... Czy
Pierwsza Dama Francji jako przewodniczka muzeum, której kompetencje są podważane, albo
Kathy Bates - słynna rolą oprawczyni pewnego pisarza w filmie "Misery" - jako recenzentka
powieści to tylko czysty przypadek? Czy pomysł "Anioła zagłady" podszepnięty Bunuelowi w
sytuacji, w jakiej znalazł sie Gil, to tylko zbieg okoliczności? I właściwie dlaczego właśnie ten
późny film z lat sześćdziesiątych miałby być tak ważny, a nie coś bardziej sztandarowego, na
przykład "Pies andaluzyjski", czy "Zagłada domu Usherów"? Warto sięgnać pamięcią, bo to
doskonale wyjaśnia niektóre płaskie, zdawałoby się, dowcipy w filmie Allena. Warto poświęcić
trochę czasu i przyjrzeć się temu dokładniej.
Młodzież wychodzi z kina, rejterując (może nawet słusznie) przed taką percepcją, kończąc tak
naprawdę odbiór filmu na płytkiej warstwie fabularnej i na płytkiej krytyce bez zrozumienia.

ocenił(a) film na 10
farestart

Rewelacyjnie napisane!

ocenił(a) film na 4
farestart

Ja również, ze swojej strony muszę Ci pogratulować postu. Naprawdę już dawno się tak nie uśmiałem. Z góry sorki za osobistą wycieczkę z mojej strony niemniej człowiek dochodzi czasem do pewnego punktu w którym już naprawdę nie może. W moim przypadku było to przeczytanie kolejnego postu pod tytułem „jestem strasznie inteligentny bo wyłapałem jeden smaczek w filmie i oglądam filmy uznawane za ambitne, dlatego, lecząc kompleksy będę, chwaląc się tym, wykazywał jaki to jestem lepszy od innych, no i oczywiście zachwycał się obrazem który dał szanse mojej zakompleksionej duszy do takiego dowartościowania się”. Zacznijmy może od początku, bo warto. Po pierwsze, jeżeli rzeczywistość skrzeczy trzeba ją trochę podretuszować czyli: „Młodzież wychodziła z kina. Jest to dla mnie o tyle symptomatyczne, że filmy Allena nie są jednowymiarowe.” Rozumiem, że z Twojego seansu, bo z mojego nikt nie wyszedł (frekwencja na poziomie połowy sporej sali kinowej). Mało tego, byłem zszokowany, już po obejrzeniu filmu, skalą jego zachwytu na tym forum. Na linki o wychodzeniu z seansu jakoś nie trafiłem, no ale rozumiem, że Ty wiesz lepiej jak jest, przecież gdyby tak nie było napinka z Twojej strony nie byłaby tak udana co od razu zaznacza druga część zdania, również zabawnie podretuszowana, czyli „filmy Allena nie są jednowymiarowe.”. Otóż filmy Allena wielokrotnie były jednowymiarowe (jak choćby ten omawiany) i zwyczajnie nieudane czego świadomość ma sam, genialny w roli człowieka (że tak pozwolę sobie napisać) zainteresowany. W wywiadzie dla jednej z ostatnich „Polityk” przeprowadzanym przez Janusza Wróblewskiego (idiotę, ale niegroźnego) na próbę postawienia go na pomnik przez prowadzącego wywiad Woody reaguje charakterystyczną dla siebie kpiną i ironią. Twierdzi (myślę, że szczerze), że nakręcił masę filmów których potem nie mógł oglądać i, że za każdym razem kiedy siada do pisania myśli, że nakręci jakieś wielkie arcydzieło a potem wychodzi z niego to co wychodzi. Twierdzi, że w to że jeszcze nakręci jakiś wielki film nie stracił jeszcze wiary ale (tu cytat z głowy) „wie pan, w wieku 76 lat coraz trudniej w tej kwestii o optymizm”. Nie ukrywam, że czytając ten wywiad miałem większy ubaw niż na jego ostatnim filmie, a szkoda. Brnijmy dalej, pomijając wybitnie „jednowymiarową” ;) napinkę dotyczącą „Chomika” i omawianego wcześniej „wychodzenia z kina”. Następnie mamy banał i znowu retusz rzeczywistości o tym, że „Opinie o tym filmie są diametralnie rozbieżne, biegunowo różne. Obok zachwytów mamy opinie odsądzające reżysera od czci i wiary. Wręcz skrajnie nieprzychylne”. Doprawdy? Jak dla mnie raczej panuje ogólny „aplauz i zaakceptowanie” co, biorąc pod uwagę jednowymiarowość i miałkość ostatniego filmu Allena, nie dziwi. Bezwzględnie mógł się spodobać masom czego najlepszym dowodem mój kolega specjalista od mało wymagających komedii, horrorów i filmów nasączonych efektami specjalnymi (bez wartościowania horroru jako gatunku z mojej strony, z tego powodu, iż ich po prostu nie lubię i nie oglądam więc się nie wypowiadam) któremu ten Allen się podobał pomimo faktu, iż na przykład przez „Whatever Works” z trudem przebrnął i szedł do kina z duszą na ramieniu (dostał darmową wejściówkę). Nie ukrywam, było to dla mnie jedno z dwóch najpoważniejszych ostrzeżeń przed seansem. Dalej jest już czysty kabaret czyli: „A przecież Allen tak naprawdę dopiero teraz zaczął kręcić filmy naprawdę dobre, bo dopiero teraz zaczął bawić się nie tylko konwencją (co zdarzało mu się wcześniej), ale i kinem jako zjawiskiem.” Tu komentarz będzie krótki. Naprawdę, Woody by się uśmiał. :) Dalej są trzy „smaczki” z których na uwagę zasługuje, moim zdaniem, właściwie jeno ten dotyczący Kathy Bates. Co do pozostałych można przecież przyjąć, że Allen wprowadził postać cenionego reżysera (jak wiele innych postaci) tylko z tego powodu gdyż sam go ceni (gdzież owo drugie dno, naprawdę trudno dociec) a zatrudnił Pierwszą Damę Francji tylko po to aby...pojawiła się na afiszu, bo dlaczegóż to była modelka i piosenkarka ma się akurat znać na historii sztuki? Trudno orzec...i dalej: „Warto sięgnąć pamięcią, bo to doskonale wyjaśnia niektóre płaskie, zdawałoby się, dowcipy w filmie Allena. Warto poświęcić trochę czasu i przyjrzeć się temu dokładniej.” A może warto o tym napisać aby podleczyć własne kompleksy i, pal licho, że dość nieudolnie, napiąć się przed audytorium? Ze swojej strony jeszcze apropo „smaczków” chciałbym przytoczyć świetną (i bardzo apropo) scenę w muzeum przy obrazie Picassa. Tam Allen nabija się z takich jak Ty czy Janusz Wróblewski, nadinterpretatorów ex cathedra którzy najbardziej jednowymiarowy film (w tym konkretnym przypadku dzieło malarskie) potrafią przyprawić o drugie czy trzecie dno lub pisać czy mówić o nim po prostu bzdury. Swoją drogą polecam Ci tego krytyka, to bezwzględnie, moim zdaniem, jest to autor dla Ciebie. Człowiek który nawet bardzo wierną oryginałowi prostą, książkową, westernową opowieść („Prawdziwe męstwo”) potrafił przyprawić o wspominane przez Ciebie drugie czy trzecie dno o których istnieniu autor się zapewne nawet nie podejrzewał. Tyle mojego ad vocem które niestety nieuchronnie otarło się w paru miejscach o napinkę z mej strony (której staram się unikać), niemniej jak już pisałem Twój post przelał pewną czarę która napełniana była przez różnych forumowiczów od pewnego czasu. Moje zdanie na temat filmu wyraziłem już w innym temacie więc nie będę się powtarzał. Pozdrawiam

skorpio999

Rewelacyjnie napisane!

;p

ocenił(a) film na 7
skorpio999

To było piękne, wzruszyłam się szczerze mówiąc niezmiernie. Miło wiedzieć iż jest tam gdzieś dusza, która reaguje na dzieła i na "wyrafinowanych" krytyków Allena tak samo alergicznie jak ja. Pozdrawiam!

skorpio999

Zadowolenie z siebie dość przedwczesne, zważywszy na fakt, że mój wpis traktował właśnie o Tobie podobnych - umiejących sprawnie pisac o niczym - oglądaczach. Odbiorcach, dla których nadrzędną zasadą jest, aby żadnych refleksji nie posiadać. I aby z kina nie wyjść - broń Boże - z czołem tkniętym zadumą, bo to niechybna oznaka kompleksów. Leczenie ich zreszta uprawiasz namolnie, analizując mój wpis zdanie po zdaniu, zapomniawszy go najpierw przeczytać i zrozumieć.
Wychodzenie z kina (tak, zgadłeś, miałem na myśli tylko mój seans - dziwne, prawda?) nadal uważam za symptomatyczne, jednak do szerokiego wachlarza symptomów jawnej głupoty trzeba dołączyc jeszcze spłycanie odbioru, wmawianie komuś, że nie powinien widzieć czegoś, co widzi i - last, but not least - uporczywe czynienie z jednego i drugiego cnoty. Podparłszy się sceną z Picassem, która też jest przecież ordynarnym cytatem z kanonu kinematografii (nie, nie zdradzę z jakiego filmu, przecież wiesz) dajesz prosty asumpt dla mojej tezy o kinowych pseudointelektualistach, którzy waląc po oczach "kompleksami" sami napinają sie niemożebnie obnażając swą ignorancję, czyniąc z niej w dodatku szlachetny przymiot.
W tym kontekście rozumiem Cię doskonale, że doszedłeś do "punktu, w którym człowiek ju naprawdę nie może". Z taką bazą to zrozumiałe. I nietrudne.
Sorki za osobistą wycieczkę, ale po uderzeniu w stół nożyce zadzwioniły ciut fałszywie, a ja już dawno nabawiłem się alergii w kontakcie z wyznawcami tezy "czego nie widzę, tego nie ma, czego nie rozumiem - nie istnieje".

Pozdrawiam.

ocenił(a) film na 4
farestart

Witam ponownie. Na wstępie chciałbym Ci pogratulować poziomu Twojej kultury osobistej. Pomimo krytyki z mojej strony udało Ci się napisać post bez wulgaryzmów, co w dobie wszechobecnego internetowego chamstwa zasługuje na szczere słowa uznania, szczególnie, iż zgodnie z oczekiwaniami bardzo się zdenerwowałeś moim postem, co nie dziwi. Po pierwszej lekturze Twojego drugiego tekstu naszło mnie kilka ciekawych refleksji. Niestety po dokładniejszym wczytaniu się w niego (i nieuchronnym u mnie włączeniu opcji logicznego myślenia) ogarnęła mnie wszechobecna nuda (która również pojawia się u mnie z automatu podczas czytania jakichś bzdur albo banałów) a refleksja która, jako główna, kołacze mi się po głowie to pytanie, czy Ty naprawdę nie potrafisz spłodzić tekstu bez upraszczania, konfabulacji i naginania lub w ogóle retuszowania rzeczywistości (nie mylić z nadinterpretacją do której, moim zdaniem, również masz spory talent) pod z góry założone tezy? Spróbuj kiedyś, może Ci się uda. Wiem z doświadczenia, iż to nie boli i w związku z powyższym nie ma się czego obawiać. Nie zdajesz sobie sprawy, iż stosowanie uproszczenia, dopowiedzenia bez sprawdzenia stanu faktycznego (lub interpretacja kwestii o której nic nie wiesz tak jak Ci wygodnie) powoduje, iż oskarżenie Cię o ignorancję lub o brak talentu polemicznego staje się rzeczą oczywistą. Dołożony do tego brak elementarnej logiki w niektórych wywodach sprawia, że stajesz się adwersarzem nie wartym dyskusji, choć naprawdę zabawnym co powoduje, iż Twoje teksty nie są pozbawione pozytywów (szczerze). Mógłbym w tym miejscu odnieść się do konkretów, co uznajesz za...przejaw leczenia kompleksów :) (logika) ale obawiam się (z powodów wyłożonych powyżej), iż nie doczekam się w Tobie godnego sensownej, merytorycznej dyskusji adwersarza, w związku z powyższym po co to robić? Tak jeszcze na logikę biorąc kwestię kompleksów, to nie sądzisz, że gdybym je miał popisał bym się w ripoście swoją wiedzą filmową czy znajomością literatury jak co poniektórzy ;) (nawet gdybym jej nie miał to w dobie wikipedii o to nie trudno, prawda)? Podsumowując, zdanie na temat siebie nawzajem chyba mamy wyrobione więc, według mnie, nie ma sensu toczyć dalej piany. Starając się za to spuścić nieco powietrze z dyskusji chciałem Ci podziękować za komplement o talencie do sprawnego pisania jaki to według Ciebie posiadam, jestem tego świadom, niemniej miło z Twojej strony, iż zauważyłeś. Zrewanżować się muszę, poza wspomnianą już kulturą osobistą, sporym potencjałem kabaretowym jaki niosą ze sobą Twoje teksty (hitem ostatniego postu apel o przeczytanie ze zrozumieniem poprzedniego...padłem :) ). Zapewne jest to skutek niezamierzony ale jakby spróbować spojrzeć na to z dystansem, chyba nie najgorszy. Co do meritum czyli drugiego i trzeciego dna ostatniej produkcji Allena to skoro są małe szanse na powtórzenie, z naszym i Woodiego udziałem, pewnej sceny z „Annie Hall”, czyli wyjaśnienia kto ma rację, chyba nie pozostaje nam nic innego jak pozostać przy swoich zdaniach. Jednak kusi mnie aby spróbować Cię namówić na pochwalenie się jeszcze kilkoma smaczkami wyłapanymi podczas oglądania ostatniej komedii Allena (zakładam, iż jako, Twoim zdaniem, dzieło wybitne posiada ich więcej niż trzy). Na serio, czuje iż mnie to ubogaci, a jeżeli nie, to przynajmniej się pośmieje, tak czy inaczej obaj wyjdziemy na plus. Ja z oczywistych powodów (ubogacenie lub salwy szczerego, zdrowego śmiechu), Ty spełnisz dobry uczynek. Poza tym nie mogę się już doczekać Twoich refleksji po następnym dziele uznanego reżysera, tylko zastanawiam się co zrobisz gdy tym razem nikt nie wyjdzie z Twojej sali kinowej? ;) Pozdrawiam naprawdę szczerze!

ocenił(a) film na 9
skorpio999

Przeczytałem Twoją odpowiedź i jestem co najmniej zniesmaczony. Bardzo musiała Cię dotknąć recenzja farestarta, skoro tak się napiąłeś. Czytało się to strasznie z powodów językowych i edytorskich, ale miałem przynajmniej nadzieję, że tę katorgę wynagrodzi wartość merytoryczna. Nie wynagrodziła, więc pozwól kilka uwag na przyszłość, bo naprawdę znęcasz się nad czytającymi pisząc w taki sposób.
Po pierwsze - rozdzielaj akapity. Jeśli nie stać Cię na dwukrotne kliknięcie "enter", błagam - przynajmniej zrób to raz na jakiś czas (jeśli nie wiesz, gdzie powinieneś skończyć akapit, skończ go gdziekolwiek - to i tak będzie lepsze niż ten dramatyczny blok liter, który zafundowałeś powyżej).
Po drugie - jeśli starasz się komuś wytkąć jego przesadzony pseudointelektualizm, samemu podpierając się przy tym łacińskimi wtrąceniami, które - jak mniemam - miały nadać Twojej wypowiedzi aury światowego obycia, to albo rób to poprawnie, albo nie rób tego wcale, bo w innym przypadku wychodzi po prostu zabawna karykatura. Podpowiem: "apropo" to tak naprawdę "a'propos". Jeśli nie wiesz jak tego użyć, po prostu pisz w języku, który znasz najlepiej: "przy okazji, swoją drogą, na marginesie"...

Co do samej treści wypowiedzi, to zabawnym jest podpieranie się znanym z autoironii i puszczania oka do całego świata Allenem i jego żartami o sobie samym jako "dowodem" na słabość tego czy innego filmu. Gotowy byłbyś stwierdzić, że - przykładowo - Gombrowicz miernym pisarzem był, gdy stwierdziłby - jak wielu, jeśli nie większość artystów - że żadne z jego dzieł nie spełnia jego nadziei, że mógł lepiej, itd... :)

W komiczny sposób zaprzeczasz też sam sobie (chyba tylko po to, żeby móc dostarczyć sobie samemu "argumentów", na których możesz budować pełną jadu analizę czyjejś recenzji), gdy stwierdzasz, że rozbieżnych opinii nt. tego filmu wcale się nie słyszy, a jedynie "ogólny aplauz i zaakceptowanie". Możesz w takim razie wyjaśnić nam, czym jest Twoja opinia o tym filmie? Aplauzem czy zaakceptowaniem? :D

W ogóle patrząc na ten wywód wydaje się, że musisz być dobrze wprawiony w ocenie innych, choćby własnych znajomych, i tuszowaniu jadowitego zdania "autowyparciem" (to coś jak nasi politycy krzyczący "dosyć języka nienawiści, teraz język miłości, k... mać!" :) Szczególnie przypadło mi do gustu, jak dałeś przykład kolegi jako mało wymagającego widza, bo specjalizuje się w kinie akcji i horrorach, po czym asekuracyjnie zaznaczyłeś, że nie wypowiadasz się nt. horrorów, bo się nie znasz. Jak dla mnie to mistrzostwo świata w kamuflażu wypowiedzi, której niby nie było ;)

Ogólnie Twój post sprowadza się do tego, że nawet jeślidrugie dno gdzieś jest, to przecież go nie ma. No tak, bo przecież cały geniusz Dalego mógł wynikać tylko z jakiejś psychomaniakalnej dolegliwości ("wszędzie widzę nosorożce"). W gruncie rzeczy, idąc Twoim tropem, to przecież nawet Dostojewski jest płytki i płaski jak kartka papieru. W końcu Raskolnikow zabijał po prostu dlatego, że miał nasrane w bani - gdzie tu drugie dno, prawda?

Podsumowując - nawet gdybyś miał rację w częsci lub całości swojej wypowiedzi, to forma i sposób, w jaki ją "udowadniasz" jest tak odpychający, że choćby pro forma ciężko się z nią zgodzić.

ocenił(a) film na 4
pracus

Witam

„Przeczytałem Twoją odpowiedź i jestem co najmniej zniesmaczony. Bardzo musiała Cię dotknąć recenzja farestarta, skoro tak się napiąłeś. Czytało się to strasznie z powodów językowych i edytorskich, ale miałem przynajmniej nadzieję, że tę katorgę wynagrodzi wartość merytoryczna. Nie wynagrodziła, więc pozwól kilka uwag na przyszłość, bo naprawdę znęcasz się nad czytającymi pisząc w taki sposób.”

Rozumiem, że w tej kwestii nie zgadzasz się z kolegą farestartem. Twoja opinia do której masz prawo.

„Po pierwsze - rozdzielaj akapity. Jeśli nie stać Cię na dwukrotne kliknięcie "enter", błagam - przynajmniej zrób to raz na jakiś czas (jeśli nie wiesz, gdzie powinieneś skończyć akapit, skończ go gdziekolwiek - to i tak będzie lepsze niż ten dramatyczny blok liter, który zafundowałeś powyżej).”

Nie, dziękuje.

„Po drugie - jeśli starasz się komuś wytknąć jego przesadzony pseudointelektualizm, samemu podpierając się przy tym łacińskimi wtrąceniami, które - jak mniemam - miały nadać Twojej wypowiedzi aury światowego obycia, to albo rób to poprawnie, albo nie rób tego wcale, bo w innym przypadku wychodzi po prostu zabawna karykatura. Podpowiem: "apropo" to tak naprawdę "a'propos". Jeśli nie wiesz jak tego użyć, po prostu pisz w języku, który znasz najlepiej: "przy okazji, swoją drogą, na marginesie"...”

Wiem. Jakiś czas temu wytknęła mi to moja żona, niemniej jestem tak przyzwyczajony do tego zwrotu, że nie zamierzam przestać go używać (trochę jak z grzechami których jestem świadom a pomimo to popełniam je zapamiętale bez przerwy ;) ). Stawiam w tej kwestii na przeczekanie jak ze słowem „fajnie” które staje się pomału przymiotnikiem, pomimo faktu, iż lata temu było kategorycznie uważane za błąd językowy.

„Co do samej treści wypowiedzi, to zabawnym jest podpieranie się znanym z autoironii i puszczania oka do całego świata Allenem i jego żartami o sobie samym jako "dowodem" na słabość tego czy innego filmu. Gotowy byłbyś stwierdzić, że - przykładowo - Gombrowicz miernym pisarzem był, gdy stwierdziłby - jak wielu, jeśli nie większość artystów - że żadne z jego dzieł nie spełnia jego nadziei, że mógł lepiej, itd... :)”

Rozumiem, iż wiesz (lub wiecie razem z kolegą farestartem) lepiej od autora o co w jego filmach chodzi. Szczerze pisząc o tym był mój pierwszy post (tak wyjaśniająco jakbyś nie załapał).

„W komiczny sposób zaprzeczasz też sam sobie (chyba tylko po to, żeby móc dostarczyć sobie samemu "argumentów", na których możesz budować pełną jadu analizę czyjejś recenzji), gdy stwierdzasz, że rozbieżnych opinii nt. tego filmu wcale się nie słyszy, a jedynie "ogólny aplauz i zaakceptowanie". Możesz w takim razie wyjaśnić nam, czym jest Twoja opinia o tym filmie? Aplauzem czy zaakceptowaniem? :D”

Proszę uprzejmie. Różnica między mną a Tobą i kolegą farestartem polega na tym, iż Wy przekładacie zdarzenia jednostkowe na ogólne wnioski, a ja nie bardzo, uważam, iż dopiero po zdobyciu jakiejś szerszej wiedzy na określony temat można dojść do takowych lub takowe wyciągnąć. Na przykład dla kolegi który stworzył ten temat wychodzenie młodych ludzi tylko z jego seansu kinowego jest asumptem do generalnych wnioskach dotyczących (chyba całej) młodzieży. Dla mnie fakt, iż są tacy jak ja nie przeszkadza w konstatacji o ogólnym aplauzie i zaakceptowaniu dla tego filmu, ponieważ, sprawdziwszy to wcześniej, procentowo na forum jesteśmy w zdecydowanej mniejszości.

„W ogóle patrząc na ten wywód wydaje się, że musisz być dobrze wprawiony w ocenie innych, choćby własnych znajomych, i tuszowaniu jadowitego zdania "autowyparciem" (to coś jak nasi politycy krzyczący "dosyć języka nienawiści, teraz język miłości, k... mać!" :) Szczególnie przypadło mi do gustu, jak dałeś przykład kolegi jako mało wymagającego widza, bo specjalizuje się w kinie akcji i horrorach, po czym asekuracyjnie zaznaczyłeś, że nie wypowiadasz się nt. horrorów, bo się nie znasz. Jak dla mnie to mistrzostwo świata w kamuflażu wypowiedzi, której niby nie było ;)”

Tu komentarz będzie krótki - ;)

„Ogólnie Twój post sprowadza się do tego, że nawet jeśli drugie dno gdzieś jest, to przecież go nie ma. No tak, bo przecież cały geniusz Dalego mógł wynikać tylko z jakiejś psychomaniakalnej dolegliwości ("wszędzie widzę nosorożce"). W gruncie rzeczy, idąc Twoim tropem, to przecież nawet Dostojewski jest płytki i płaski jak kartka papieru. W końcu Raskolnikow zabijał po prostu dlatego, że miał nasrane w bani - gdzie tu drugie dno, prawda?”

Wyjaśniająco. Moja riposta sprowadza się jedynie do tego, iż jeżeli gdzieś drugie dno jest, to jest, a jak go nie ma, to nie. Tylko i aż tyle. Śmiać mi się chce z osób które widzą je tam gdzie go nie ma lub...wszędzie (niczym niektórzy nosorożce). :)

„Podsumowując - nawet gdybyś miał rację w części lub całości swojej wypowiedzi, to forma i sposób, w jaki ją "udowadniasz" jest tak odpychający, że choćby pro forma ciężko się z nią zgodzić.”

Dołożyłem ze swojej strony starań aby odpowiedź na Twój post podźwignąć przynajmniej o poziom wyżej. Czy wyszło, oceń sam. Pozdrawiam

ocenił(a) film na 4
skorpio999

skorpio999 - sama prawda, świetny post.

ocenił(a) film na 2
farestart

Totalna nadinterpretacja! Od razu przypomniał mi sie spot reklamowy znanej czeskiej (a własciwie niemieckiej) marki. Jak to pewna para podczas wizyty w galerii sztuki zastaje grupę osob z namaszczeniem i mądrymi minami wpatrujacą się w ich przekonaniu kolejny eksponat (instalację) a faktycznie w wieszak z okryciami gości.
Widać, że autorowi tego wpisu (farestart) nie brakuje fantazji i lubi uprawiać radosną, luźno powiązaną z rzeczywistości twórczość.
P.S. a któraż to kreacja z boagtego dorobku aktorskiego Kathy Bates predysponowała ją do roli mecenasa sztuk plastycznych?

ocenił(a) film na 10
dgorska76

Farestart pokazał palcem kilka oczywistości,podał na talerzu,starał sie ukierunkować-i wszystko na nic ,jak widać.Nie jest grzechem nie wiedzieć ,ale negować z żabiej perspektywy to już przesada.

farestart

Trafnie ocenione.