Nie wiem jak większość z Was, ale jak dla mnie sporo niedorzeczności, wymienię kilka z nich:
- nie wyobrażam sobie, żebym na wyciąg krzesełkowy wsiadł bez telefonu, a już żeby 3 osoby w danej chwili nie miały? - dla mnie kosmos, ale ok uznajmy, że teoret. akcja dzieje się 60 lat temu,
- po co gościu skakał z takiej wysokości jak było 100% pewne, że w najlepszym wypadku poskręca sobie wszystko, a skończyło się jak się skończyło, tutaj dosłownie jak na komediach prędzej bym zrobił linę z ubrań ;),
- goście nie wiadomo na co czekali zamiast od razu wspinać się po linie i próbować dotrzeć do słupa, mogli już nawet do pierwszego ranka odczekać, żeby trochę temperatura skoczyła,
- jak podjechał ten spychacz to na co oni czekali? od razu trzeba było rzucać czym się dało jak jeszcze podjeżdżał, jak po kilku sekundach zauważyli, że nikt nie wychodzi to na co liczyli? zaczęli rzucać jak już odjeżdżał?
- wilki musiały być naprawdę bardzo bardzo zdziczałe i wygłodniałe, że się tak rzuciły, nie mówię, że to niemożliwe, może dodatkowo krew podziałała ;), nie wiem ile ich tam było, że z dwóch dorosłych gości zostały buty hehe, ale widać najadły się skoro laski nie tknęły na końcu ;),
- laska po 2 dniach wysiadówki na takim mrozie, że się odmrożeń nabawiła, ze stłuczoną nogą, wycieńczona psychicznie i fizycznie, bez jedzenia i picia miała siłę kuśtykać po stoku? - nice :)
Nie mniej tak czy inaczej z czysto ludzkiego punktu widzenia film momentami mocno trzyma w napięciu.
"laska po 2 dniach wysiadówki na takim mrozie, że się odmrożeń nabawiła, ze stłuczoną nogą, wycieńczona psychicznie i fizycznie, bez jedzenia i picia miała siłę kuśtykać po stoku? - nice "
Gdyby sytuacja naprawdę miała miejsce - to jest jak najbardziej możliwe. Człowiek ma naprawdę niewyobrażalne możliwości, gdy musi walczyć o życie. Jako dowód polecam ten film:
http://www.filmweb.pl/Czekajac.Na.Joe
jest dokumentalizowany, na faktach i to naprawdę niesamowite ile bohater zdołał zrobić by przeżyć.
A'propos ostatniego punktu - Słyszałeś o Juliane Köpcke?
" jest jedyną osobą z 92 pasażerów, która przeżyła katastrofę lotniczą 24 grudnia 1971 nieistniejących już linii lotniczych Líneas Aéreas Nacionales S. A. (Peru). Katastrofa spowodowana była uderzeniem pioruna w samolot Lockheed L-188 Electra, który leciał z Limy do Pucallpy.
Juliane Köpcke miała wówczas niecałe 17 lat, gdy samolot, w którym leciała z mamą do ojca, rozpadł się na kawałki w północno-zachodniej części dżungli amazońskiej w okolicach rzeki Ukajali. Duża prędkość samolotu, w który uderzył piorun spowodowała, że samolot rozpadł się na wiele drobnych kawałków, wyrzucając Juliane Köpcke z fotelem, do którego była przypięta pasem bezpieczeństwa. Spadła w środek dżungli, w wyniku czego złamała jedynie obojczyk. Po upadku z wysokości kilku kilometrów, gdy odzyskała przytomność szła wzdłuż rzeki w celu odnalezienia pomocy. Dopiero po 9 dniach wędrówki przez dżunglę odnalazła pomoc"
Motyw z brakiem telefonu komórkowego jest po prostu durny. Ja nie wyobrażam sobie, żeby iść w góry (albo nawet wybrać się na wycieczkę rowerową) bez jakiegokolwiek środka łączności. Ja rozumiem, że ktoś może nie chcieć mieć przy sobie smartfona za 2k zł, który pęknie po pierwszym poważniejszym upadku. Jednak właśnie dlatego produkuje się specjalnie wzmocnione komórki, np. seria Solid Samsunga (kupiłem taki telefon właśnie na rower). Poza tym uważam, że idąc w góry warto mieć przy sobie jakieś radio, choćby najprostszą PMR-kę za 100 zł.
Gdyby twórcy tego filmu mieli trochę oleju w głowie, to umieściliby akcję tego filmu przynajmniej w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Wtedy trzy osoby bez komórki na krzesełku byłyby jakoś przekonujące.
Poza tym trochę zastanawia mnie bezmyślność głównych bohaterów. Nie pomyśleli ani przez chwilę, czy przypadkiem nie mają czegoś, co można by wykorzystać w roli narzędzia. Pierwszy pomysł jaki przyszedł mi do głowy to wykorzystanie kijka do zjechania po linie do następnego krzesełka.