Średni 5/10

Jeżeli jest to film numer 1 tegorocznych oscarów to naprawdę był to słaby rok skoro wybiera się taki film, film który niczym szczególnym się nie wyróżnia w całości przegadany ale akurat tutaj aż tak bardzo bym się nie czepiał w końcu to dramat aczkolwiek można było jakoś urozmaicić film tutaj akcja dzieje się w zasadzie w jednym miejscu przez co po pewnym czasie film staje się monotonny i trochę nudny ale też nie twierdze że jest to od razu zły bo parę plusów też ma największym plusem tego filmu jest bez wątpienia dobra gra aktorska i taki specyficzny klimat to na pewno się udało ale żebym był tym filmem zachwycony czy też w jakimś sensie poruszony to na pewno nie film jak film szczerze nie widzę w nim nic szczególnego jak dla mnie średniak i nic więcej a tu oscar hehe pytam się za co ale może się nie znam w każdym razie mnie ten film jakoś szczególnie nie ruszył.....

10
  • Ty wiesz, że to jest adaptacja sztuki teatralnej? A w teatrze zazwyczaj nie ma podróży międzygwiezdnych, tylko kilka charakterystycznych lokacji, tak jak w Fences. No i jeszcze mówić o tym filmie, że był "przegadany"... Dialog jest osią fabuły, dialog składa się na akcję i może to nie film dla każdego i mógł ci się nie podobać, ale nie pisz głupot, że był przegadany

    • Mnie akurat te dialogi w ogóle nie zainteresowały. Zastanawiam się, czy w ogóle kogoś oprócz czarnoskórych z getta one zainteresowały.

      • Mnie zainteresowały ;) nawet dosyć mocno, a daleko mi do czarnej skóry w dowolnej interpretacji.
        Rozumiem, że Ciebie mogło nie porwać, to trudny film, nie dla każdego i absolutnie nie chodzi mi o to , że ktoś jest mądrzejszy bądź głupszy. Każdy lubi po prostu co innego i inaczej do tego podchodzi, każdy wyciąga co dla niego wartościowe. Jak dla mnie ten film to jeden wielki cytat. Polecam, ale nie poleciłabym każdemu. Pozdrawiam!

      • Dialogi nie zainteresowały Cię bo to słowa wypowiadane przez murzynów? Nie wiem, ale w niektórych osobach budzi się chyba jakiś rasizm. Film o problemach czarnoskórych to mnie to na pewno nie zainteresuje i nie dotyczy a obejrzę tylko ze względu na aktorów. Tymczasem treść filmu ma wymiar uniwersalny. Wydarzenia które mają tu miejsce mogą spotkać każdego człowieka nawet przeciętnego białego Polaka czy nawet jakiegoś np. Japończyka i nie ważne czy to było w latach 50, teraz, czy za sto lat. Uniwersalny, życiowy, mądry film, w którym jest pełno emocji i uczuć.

        • Film non-stop ukazuje nam, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Cory od turla się daleko (czy dzięki ojcu? No nie wiem, może w niewielkim stopniu, raczej dzięki samemu sobie), a Lyons podzieli los ojca. Zmęczył mnie lekko ten martyrologiczny ton, jacy to czarni biedni i uciśnieni. Szybciej czarny dostanie robotę za oceanem niż polak. Teksty świetne, aktorstwo także, tylko nie ma co grać, trudy życia niejednemu nie obce, ot obyczaj z ponad przeciętnym aktorstwem.

  • Polecam nieme filmy. One na pewno nie będą przegadane.

  • Niektórzy ludzie dostają zaraz piany na ustach, gdy widzą zarzut ,,przegadany film" i próbują zrobić z autora takiej wypowiedzi kretyna, który powinien oglądać tylko Transformersy czy American Pie.

    Są filmy, w których dialog jest wszystkim, a są filmy, które są po prostu przeciągnięte do granic możliwości i, poza paplaniem głównie o niczym, nic się nie dzieje. Fences to dla mnie ta druga opcja.

    I śmieszy mnie zarzut, że to od razu rasizm, jeśli ktoś nie rozumie problemów czarnej mniejszości i go to nie interesuje. Może wytłumaczę to łopatologicznie: nie jestem lekarzem i nigdy nie chciałam nim być, ale oglądam Chirurgów z zainteresowaniem - ich problemy tak zawodowe, jak i osobiste są dla mnie ciekawe.
    Nie jestem amerykańskim więźniem skazanym na śmierć, ale uwielbiałam Skazanego na śmierć. Nie jestem gospodynią domową z przedmieść, a jestem fanką Gotowych na wszystko.

    Fences to jeden wielki jęk o dyskryminacji czarnych. Nie budzi współczucia, a rozdrażnienie. Główny bohater bulwersuje się tym, że czarni nie są kierowcami. Dlaczego nie są? Nie wiadomo. Ale on wie - to te wstrętne białasy, choć gdy tylko składa wniosek, zostaje przyjęty. Pal licho, że nie ma prawa jazdy. Można by tak długo wymieniać. Nie obchodzą mnie problemy czarnych ludzi z getta, nie jest to przedstawione interesująco. O wiele lepsze były Ukryte działania, choć tam też się chwilami wkradał taki ton męczennika czarnej sprawy.

    • No właśnie film moim zdaniem bardziej niż jękiem o dyskryminacji czarnoskórych jest pokazaniem że ta dyskryminacja może dziać się tylko w głowie osoby uważającej się za dyskryminowaną. Stąd takie sytuacje jak np. ta z pracą kierowcy czy fakt że główny bohater twierdzi że czarni nie grają w pierwszej lidze baseballu przez rasizm i nie jest w stanie uwierzyć synowi i żonie że nie jest to prawda . Także moim zdaniem film w bardzo świeży sposób podchodzi do rasizmu - nie mówi że "biali to ci źli" tylko że osoby czarnoskóre mogą przesadzać w oskarżaniu innych o rasizm.

  • Męczący. Ciekawa historia, w sumie jak każda obyczajówka. Nie ma tu miejsca na jakieś sajensfikszon, jak to w życiu - najciekawsze są ludzkie historie, co jedna to inna. Ale koszmarnie przegadany, wiem, że na podstawie sztuki, ale mimo wszystko ciężko się go ogląda. Denzel z tymi swoimi wywodami o szatanie, śmierci, swoim smętnym życiu (w sytuacji, gdy wydaje się jego romans) jest tak okropnie irytujący, że już kilka razy miałam ochotę przełączyć na "Rolnik szuka żony", poważnie. Żal mi tej babki i chylę przed nią głowę, że wytrzymała 18 lat z takim idiotą, który ma zawsze coś do powiedzenia, w zdaniach wielokrotnie złożonych.
    Ktoś może zarzucić mi, że nie zrozumiałam filmu, ale mi sie wydaje, że mimo pozornej prostoty jest przekombinowany. A może po prostu źle zrobiony? Albo nudny?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: