To miał być ten słynny "Piątek trzynastego"? Raczej żałosne filmidło, którego popularność to zapewne efekt oglądania go przez naćpanych nastolatków, którzy więcej sobie sami wyobrazili niż jest to w samym obrazie.
"Piątek..." rozczarował mnie praktycznie pod każdym względem. Jako Horror - bo w ogóle nie straszy. Jako slasher - bo niemal zupełnie brak tu jakiejś akcji. Nie ma typowych, efektownych pościgów mordercy za ofiarą, niemal wszyscy giną z zaskoczenia. W końcu nawet jako film "tak zły że aż dobry", czyli horror który jest odbierany bardziej jak komedia - bo jest najzwyczajniej w świecie potwornie nudno. Nic sie nie dzieje...
Jest za to, jak to zwykle w produkcjach dla amerykańskich debili, głupio jak diabli. Mamuśka przez cały film wyżyna rozpieszczonych gówniarzy potajemnie, nikt nie ma pojęcia co się dzieje, kto stoi za morderstwami, nie ma też szansy na obronę. W sumie słusznie to ze strony pani Voorhees, przecie stara już i niedomaga, nie jest mocarnym Teksańczykiem. Tylko po jaką cholerę na sam koniec się ujawnia bezmyślnie i daje załatwić jak jedna z tych panienek które wykończyła przed chwilą?
Jedyny pozytyw to epizodyczna rola Jasona. Na krótką, króciutką chwilkę zrobiło się ciekawie. Mam nadzieje, że kontynuacja gdzie pierwsze skrzypce ma grać już synalek jest znacznie lepsza. Tym pozytywnym akcentem kończę i wspaniałomyślnie ;) podciągam za niego ocenę. 4/10
żal to mi się robi jak widzę w jaki sposób oceniasz ten film. "Nie ma typowych, efektownych pościgów mordercy za ofiarą [...]" bo jakbyś nie wiedział od Piątku i kilku jeszcze filmów slashery się rozpoczęły. W ogole ocena przez pryzmat kina dzisiejszego, filmu sprzed 30 lat.....unacceptable.
To znaczy w jaki? Mógł byś się precyzyjniej wyrażać.
Właśnie dlatego, że od tego tytułu rozpoczęła się tak długa seria, a po części też cały gatunek liczyłem na coś porządnego, a tu zbita dupa i tyle...
musze się zgodzić co do części niestety (niestety bo liczyłam jednak na coś lepszego)...fakt, nie można oceniać tego filmu przez pryzmat dzisiejszych produkcji, ale potwornie...wiało nudą; żadnej akcji, nudaaa, bardziej komediowy chociaż też niespecjalnie śmieszny, schemat i ten idiotyczny odgłos w stylu "shi shi shi ka ka ka" kiedy pojawiał się morderca...chciało sie tylko żeby ona już wszystkich wymordowała i finito. Co prawda to prawda - jedyna scena, która mnie troszkę zaciekawiła to była ta z Jasonem...szkoda, że nie było go więcej w tym filmie:)