... i to jest ten film i jeden z nielicznych, który na prawdę mnie zanudził. Może się nie znam, może jestem jeszcze niedoświadczona, ale wiele filmów widziałam, starych, nowych, amrykańskich, azjatyckich, kultowych i niekultowych i jeszcze parę innych. Kiedy innni pisali o jakimś, że jest beznadziejny i że nie ma w nim nic dobrego, ja starałam się znaleźć jakieś pozytywne aspekty. W tym filmie była tylko JEDNA JEDYNA scena, która mnie przestraszyła. Początek zapowiadał się ciekawie, chciałam obejrzeć ten film, bo wiedziałam, że jest kultowy i nie mogłam się spodziewać czegoś super extra, dlatego liczłam na klimat, którego za Chiny Ludowe znaleźć nie mogłam. To w jaki sposób ludzie umierali mnie śmieszyło, a film był totalnym dziadostwem. Miałam na prawdę świetne warunki, duże mieszkanie, ciemno, ja i moja koleżanka. Nie mogłyśmy znieść tej farsy i przewijałyśmy ten film w nadziei, że krawa jatka ustanie i nadejdzie to COŚ. W najmniej spodziewanym momencie, kiedy wszytko wydawało się takie piękne... BUM! Przestraszyłyśmy się i to nie byle jak. Myślałam, że ten film będzie czymś, niestety okazał się niczym. Może się za bardzo napaliłam. Tylko dla tej jednej sceny ocena 2/10.
Przez wielu ludzi film ten oceniany jest za nudny, czego nie potrafię zrozumieć. Dla mnie właśnie pierwszy "Piątek 13-ego" miał klimat i to nie byle jaki. Świetna muzyczka, morderca ukryty w cieniu, mroczny las wśród burzy. Naprawdę przykuło to moją uwagę- poczuałem się jak za starych dobrych lat, gdy wakacje czy biwaki szkolne spędzało się właśnie w owym klimacie (bez mordercy rzecz jasna:P).
Sam nie wiem, na czym polega fenomen tego filmu i czemu otrzymał miano kultowego. Dla mnie miał on w sobie pewną magię, której żadna kontynuacja nie umiała już powtórzyć.
Moja ocena 9/10