Generalnie lubię Mikołaja Klatkę, bo zagrał niezłe role w kilku filmach, które pamiętam i doceniam. Wiedziałem z góry, że ten film może okazać się gniotem ale mimo to zdecydowałem się na obejrzenie. Niestety, po dosłownie 6 minutach, kiedy Klatka ucieka przed jakimś bandytą, który w końcu go dopada, nie wytrzymałem i dałem sobie spokój.
Może są amatorzy na tego typu twory, pewnie tak. Ale ja do nich nie należę. Obejrzałem jeszcze (bo miałem nadzieję na coś fajnego) wyrywkowo kilka scen z filmu i doszedłem do wniosku, że jednak nie, nie i jeszcze raz nie. Gdyby istniał filmowy Pudelek, to coś na pewno by się tam znalazło i to na szczycie.
Coś okropnego.