Film jak film. Trzeba przyznać, że najlepiej w filmie wypadła scenografia. Poprostu nie mam się do czego przyczepić. Trzeba również podziękować tancerom i choreografom za ich ogromny wkład w to "dzieło". Jedyne co mi się niepodobało (tak naprawdę) to to, że go nie znaleźli. To po co to wszystko pokazywali(ekranizowali)? Film bardzo nie "amerykański", choć produkcja wskazuje na co innego. Nieco wydłużający się, ale było parę momentów, które sprawiały, że nie jest on aż tak słaby. Pomysł i (moje osobiste spostrzerzenia) przesłanie jakie wywnioskowałam były całkiem niezłe.
Ale najbardziej dobiła mnie melodyjka kiedy Paula zasypał już piasek i "wjeżdżała" obsada.
Uważasz ,że nie warto ekranizować ,pokazywać historii ,filmów ,które się źle kończą?Osobiście b.szkoda mi głównego bohatera ale jednocześnie uważam ,że śmierć Paula jest lepszym zakończeniem-daje do myślenia i bardzo zapada w pamięć(co w sumie się łączy) Własnie taki koniec ma sens gdyż film miał ukazać podejście władz i podopiecznych (pracodawców) do sprawy-każdy tak naprawdę umywał ręce. Ludzka śmierć nic dla nich nie znaczyła...Mnie rozwalił wąż ,który dopiero po pewnym czasie rozpoczął grę w filmie.Przez pewien okres czasu pewnie krążył po tej ogromnej przestrzeni ,że bohater go nie "wyczuł".Jednak film wart obejrzenia i wyrobienia własnej opinii.:)
Jak oglądam niektóre filmy to mam ochotę "potrząsnąc" którymś z bohaterów lub coś w tym stylu. W tym filmie miało to miejsce gdy do Paula Conroy'ego dzwonią i z pracy i go zwalniają pod głupim pretekstem jednocześnie nagrywając rozmowę by nie ponosic odpowiedzialności za pracownika. Wg mnie film dobry ( 8/10), a to, że jest w stanie utrzymac widza przez ponad godzinę, patrzącego się tylko ciemny ekran z 1 aktorem i głosami to tylko brawa.