Film niestety nie spełnił moich oczekiwań. Wybrałem się do kina w piątkowy wieczór,
by obejrzeć coś co faktycznie mnie zaintryguje. Natomiast otrzymałem kawałek
marnego kina, absolutnie nierealistycznego i niestety - nudnego. Produkcja trwa 90
minut, twórcy na ten czas przenoszą nas do drewnianej trumny w której siedzi
kierowca ciężarówki, który w między czasie pertraktuje z porywaczami i w komiczny
sposób prowadzi rozmowy z przedstawicielami amerykańskich organów.
(Drobne spoilery) -> Na samym początku uderzyły mnie same napisy. Może i nie
powinniśmy sugerować się intrem, aczkolwiek wiemy jak wielkie znaczenie może mieć
pierwsze wrażenie. Napisy początkowe są tak beznadziejne, iż prędzej widziałbym je w
filmie o kosmitach... Następnie mamy walenie w ścianki trumny, krzyki kolejne telefony
i coraz to zabawniejsze konwersacje... nie chce mi się rozwodzić nad fabułą gdyż po
prostu jest marna... najgłupsza część filmu? Komórka rozładowująca się w godzinę
oraz wąż w spodniach bohatera... jakim cudem go nie wyczuł na początku? Bezsens.
Na plus. Niezła gra aktorska Ryana Reynoldsa i zakończenie, które nie okazało się
happy endem... tyle. 3/10