jeden aktor, jedna trumna, zapalniczka, telefon.. tyle wystarczy do tego by przez półtorej godziny przykuć nasza uwagę do ekranu. Albo gra tego jednego aktora jest taka dobra, albo reżyser taki świetny, albo uczucie że cały czas brakuje nam tlenu, sprawiło że jestem pod dużym wrażniem, że poraz kolejny film z bardzo małym budżetem przybił mnie do fotela w zadumie na kilka minut po ukazaniu sie napisów końcowych.