Leszek Miller mawiał, że „prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy”. Gdyby iść tropem owego aforyzmu wyszło by na to, że Rodrigo Cortés prawdziwym facetem nie jest...
Doceniam ten eksperyment, który prawdopodobnie zapisze się na kartkach X Muzy jako najbardziej klaustrofobiczny film w historii kina (pewniakiem zaraz obok „Libanu”), doceniam świetną pracę operatora, który w tym ścisku się odnajduje i pomysł na to, by uderzyć głębiej, i napiętnować amerykański system poprzez same partie dialogowe – Ameryka wydaje się być obarczona wielkim komunikacyjnym chaosem, gdzie ludzie z wysokich stanowisk i komórek, które teoretycznie mają ze sobą współpracować nie potrafi się ze sobą dogadać, a życie pojedynczej jednostki nie ma najmniejszego znaczenia (szkoda, że nie wplatano tu mediów).
Po odjęciu walorów zostanie napakowany przesadną ambicją, przeciętny thriller. Eksperyment to całkiem udany, lecz nie róbmy, z pierwszego lepszego nietuzinkowego filmu, dzieła. Na takie miano nie zasługuje…
Moja ocena - 5/10
SPOJLER
Grifter chyba masz zły dzień. Jakie piętnowanie amerykańskiego systemu, poniżanie jednostki? Mimo wszystko bohater połączył się gdzie chciał i szybko się dogadali, podjęli działania, zaczęli go szukać, znaleźli... A to, że szefowie korporacji i ci od spraw bezpieczeństwa musieli zadbać o swoje sprawy, to inna kwestia...
Naprawdę nie zżyłeś się z bohaterem i nie pragnąłeś, by go uratowali?
Fu.ck sake. Już kolejna osoba zarzuca mi "zły dzień", mimo iż od miesiąca tryskam dobrym humorem. Coś jest zdecydowanie nie w porządku :|
Ta jasne, wszyscy wręcz zarzynali się by gościa znaleźć. Mieli go w d...tzn głębiej niż on był zakopany. Gość był okazją do ubicia kilku pachołków Saddama. Zadbać o swoje sprawy? Odżegnując się całkowicie od gościa? Spoko. Idź do roboty, przepracuj miesiąc, a później odbierz telefon od pracodawcy, który poinformuje Cię, że nie dostaniesz nic i masz spieprzać, bo spojrzałeś na odsłonięte nogi sekretarki mimo iż doskonale wiesz, że to tylko pretekst by umyć ręce i pozbyć się gościa, z którym firma może być źle kojarzona...
Domyśliłem się zakończenia (każde inne byłoby bezsensowne), więc nie spodziewałem się cudownego ratunku...
Nie zarzynali, ale też nie olali. To nie jest taka kwestia, że mogli się tylko zarzynać lub olewać, jest całkiem sporo pomiędzy i różne odcienie tego są w filmie - choćby gość, który był z Paulem do końca. Może nie od początku, ale do końca...
Rozumiem szefa, który prowadził z nim nagrywaną rozmowę, bo mimo wszystko musiał się troszczyć o firmę. Tak, to było sku*wielstwo, ale nie jego wina, że ludzie mają pos*any światopogląd i pragną jak najgorzej kojarzyć... w zasadzie cokolwiek.
Zakończenie do końca było otwarte, musiałeś się chyba naczytać spojlerów przed seansem. Nie, uratowanie Paula nie byłoby głupie. Film trochę by stracił na mocy, i nie robiłoby mi się smutniej ilekroć o nim pomyślę... Ale do końca wierzyłem, że Paul jednak przeżyje. A tu du pa, zamiast tego mistrzowski suspens i perfekcyjne rozplanowanie akcji.
Nie czytuję żadnych opinii przed filmami, ostatnio nawet recenzji unikam, więc o spoilerów nie ma mowy. Film z innym zakończeniem nie miałby sensu.
Nie no jasne, o PR trzeba dbać. Człowiek się nie liczy. Niestety.
Możliwe jest, że według Griftera Rodrigo Cortés skończył tak, jak uwielbiany przez masy Leszek Miller. Czyżby ? Film jest zdecydowanie lepszy niż pamiętny koniec polityka sld. Polecam w szczególności miłośnikom wyłapywania niedociągnięć, które nie psują całości. 8/10 ps. "Normą jest ogół a nie margines." Co by można było powiedzieć o Grifterze, gdyby iść tropem owego powiedzenia ? ps. ort i styl celowe.