Sprawiedliwa ocena

Dobrze by było, gdyby oceniający "Pokot" brali pod uwagę film (który obejrzeli), a nie poglądy polityczne reżyserki, z którymi nie jest im po drodze.

584
  • dokładnie

  • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

  • To myśliwi dają złe oceny bez obejrzenia filmu.

    • Będąc myśliwym, który film obejrzał nie dałem złej oceny. Film jest dobry - jeśli chodzi o sztukę filmową. Co do tematyki, poszerza horyzonty zjadaczy mięsa z marketu. Celowo dla osiągnięcia efektu zostało tam zamieszczonych parę przekłamań o łowiectwie... lecz ok przyjmę to za krytykę, z jaką należy się zmierzyć.

      Dla mnie jednak film korzystając z motywu łowieckiego, jest bardziej o samych ludziach. I tu jest to co wbija w fotel i daje do myślenia.

      (Choć może zjadaczom kurczaków z marketu do myślenia daje co innego - cóż poziom przemyśleń jest pewnie adekwatny do doświadczenia, wiedzy i światopoglądu)

      • Czasy kiedy myślistwo było konieczne do wyżywienia dawno się skończyły. Obecne tzw. "łowiectwo" jest zwykłą rzezią zwierząt dla palantów, którym rośnie fiut "bo dziką zwierzynę zabiłem".

        • Takie masz wyobrażenie? Naprawdę sądzisz, że pociągnięcie za spust podczas strzału do zwierzęcia spowodowałoby u ciebie erekcję? A może jesteś jednym z tych których podnieca patroszenie?

          Wiesz, czasy zdobywania pożywienia minęły. Dziś myśliwy pełni inną odpowiedzialną funkcję - ochrony zwierzyny i gospodarowania jej populacjami. I wśród kolegów nie trafił się żaden palant któremu kuśka staje na myśl o zabiciu zwierzęcia.

          • Ochrona zwierzyny przez jej odstrzał - pieprzysz jak Szyszko o korniku...
            Od MOJEJ erekcji ci wara, morderco

            • Tak się składa, że ludzkość obecnie zajęła taki teren, że kontrola liczebności zwierząt i odstrzał części SĄ KONIECZNE. Człowiek zbytnio już ingeruje w ekosystem przez co zwierzęta nie mogą tak po prostu sobie hasać.
              1. Radzę trochę się zorientować zanim zacznie się dyskusję.
              2. Nie wiesz nic o obecnej sytuacji ekosystemu i ważnej roli jaką mają w niej myśliwy, a mimo to zaczynasz ich obrażać? Naprawdę?
              3. Myślę, że to komuś innemu rośnie fiut, tyle że podczas wylewania na innych pomyj (w internecie, żeby było jeszcze lepiej...).
              4. Myślę, że właśnie przez takich ignorantów większość ludzi traktuje pro ekologów itp. tak chłodno...

              • Dziękuję - miło słyszeć głos zrozumienia.

              • Ciekawe podejście to co napisałeś we wstępie, nad punktami. Czyli twierdzisz, że jak silniejszy wejdzie na teren słabszego to żeby słabszy za bardzo nie hasał dobrym rozwiązaniem jest eliminowanie tych słabszych? Godzisz się na to, że kiedy silniejszy od ciebie -nazwijmy go ogólnie - zły człowiek, wejdzie na twój teren to najlepszym rozwiązaniem jest likwidacja ciebie? Godzisz się, że np. hitlerowcy na okupowanych terenach postępowali słusznie eksterminując miejscową ludność w myśl zawartej przez ciebie myśli. Nie mów tylko, że porównuję ludzi do zwierząt bo nie o to tu chodzi tylko o ogólną zasadę, że silniejszy może wszystko, na usprawiedliwienie mając tylko swoją przewagę siły.
                Poza tym oświeć mnie w czym np. takie kaczki, bażanty szkodzą ludziom? Zwłaszcza te bażanty, które są trzymane w zamkniętych HODOWLACH i wypuszczane z nich TYLKO po to żeby do nich móc postrzelać. Innych zwierząt, które nie szkodzą człowiekowi, a do których się strzela też nie brakuje.

                • Nie zagłębiałam się w to, czy to dobre podejście czy nie, więc połowa twojej wypowiedzi to po prostu nadinterpretacja. Po prostu stwierdziłam fakty. Najeżdżanie w tej chwili na myśliwych (jako zawód, a nie tych którzy wypuszczają sobie bażanty żeby postrzelać) nie ma sensu, gdyż wykonują oni ważną i potrzebną pracę, a to, że ten zawód jest potrzebny to nie ich wina, a całego społeczeństwa.

                • Chyba mylisz leśników z myśliwymi - łowiectwo to nie zawód. Żaden, powtarzam, ŻADEN myśliwy nie robi tego zawodowo, każdy ma swój zawód lub jest na emeryturze/rencie. To tylko i wyłącznie ich hobby. Swoją drogą to smutne, że można zrobić sobie hobby z zabijania czegokolwiek (zawód pewnie jakoś bym zrozumiał). Tak samo smutne jest to, że część społeczeństwa to akceptuje lub, żeby nie pokazywać palcem, nawet pochwala. I nie ma podziału na tych, którzy hodują, wypuszczają i potem strzelają do bażantów, i na tych którzy tego nie robią bo to są wciąż ci sami, hobbystycznie to robiący myśliwi.
                  A jeśli się nie zastanawiałeś nad tym co napisałem w pierwszej części to pomyśl nad tym chwilkę, może uda ci się dostrzec inne aspekty zagadnienia.
                  Ponieważ nie odniosłeś się też do tego co napisałem na samym końcu, rozumiem że pochwalasz też, głośna ostatnio sprawę odstrzału żubra w Niemczech oraz permanentne odstrzały bocianów we Włoszech, Hiszpanii, Egipcie? Tak, to hobbystycznie robią wciąż tacy sami jak nasi hobbyści-myśliwi.

                • Tak poza kadrem: No tak bo dyskutuję z tobą bez zastanowienia się nad tym co napisałeś, a i tak udaje mi się jakoś do tego odnieść ^^
                  1. Wskaż jeden fragment w którym potępiam lub pochwalam takie zachowanie. JEDEN.
                  2. Zastanówmy się przez chwilę, czy te odstrzały (nie zwierząt specjalnie do tego przeznaczonych) są winą myśliwych. Jak już wspomniałam wyżej: to wina całego społeczeństwa - naszej ingerencji w ekosystem. Zabieramy coraz więcej przestrzeni (a będziemy jej zabierać jeszcze więcej) przez co gdzieś tam znika miejsce zwierząt. W takiej sytuacji kontrola ich liczebności JEST POTRZEBNA, nie osądzam czy słuszna czy nie - potrzebna.

                • Przecież sama (sorry, teraz dopiero załapałem, że rozmawiam z płcią piękniejszą) napisałaś że cyt. "nie zgłębiałaś się w to", czyli chyba uprawnione jest utożsamienie tego zwrotu z tym, że się nie zastanawiałaś zbyt mocno.
                  Ad.1 Faktycznie, nie napisałaś, że pochwalasz, ale wspomniałaś, i to kilkukrotnie, że jest potrzebne. A jeśli to nie jest pochwała to na pewno coś więcej niż tylko akceptacja.
                  Ad.2 Zastanówmy się przez chwilę czy to jest wina zwierząt? Sama piszesz, że nie. więc dlaczego one za to ponoszą podwójną karę; raz z racji ograniczenia przestrzeni, dwa z powodu śmierci?
                  Regulacja nie jest potrzebna. Widocznie masz zbyt mało lat żeby zauważyć jaki, na przestrzeni półwiecza, człowiek zrobił armagedon maturze w Polsce swoimi "regulacjami". Jeszcze z powodu tych "regulacji" będziesz kiedyś płakała. Jeśli nie ty to twoje dzieci. Tylko im się wówczas nie przyznawaj, że kiedyś uważałaś, że jest to POTRZEBNE (tak właśnie. wielkimi literami napisałaś). Widocznie nie słyszałaś o czymś takim jak samoregulacja natury. Tam gdzie są sprzyjające warunki tam urośnie las, tam gdzie jest asfalt nie urośnie. Identycznie w świecie fauny. Tam gdzie jest pożywienie, tam będą zwierzęta. Tam gdzie pokarmu nie będzie w wystarczającej ilości tam ich liczebności będzie stosunkowo mniejsza. Tam gdzie są ofiary, tam są drapieżniki, w związku z tym liczba drapieżników wciąż rośnie a ofiar maleje. Aż do osiągnięcia krytycznej ilości jednych i drugich. Wówczas pokarmu (ofiar) jest za mało na tak dużą ilość drapieżników i tendencja się odwraca, aż do osiągnięcia warunków pierwotnych. I tak w kółko. Od tysiącleci. Natura sobie doskonale sama reguluje takie i podobne kwestie z całkowitym powodzeniem. Jedyne co może robić człowiek to dać jej święty spokój i nie starać się"pomagać".
                  Bo na razie z powodów tej "pomocy" to zniknął zupełnie z naszych lasów tur, bardzo skutecznie "wyregulowany" przez myśliwych. Blisko tego był żubr, wilk, niedźwiedź, łoś i inne, które, gdyby nie ABSOLUTNY zakaz działalności myśliwych w dziele ich "regulacji", oglądałabyś tylko na zdjęciach. Podobnie jak dodo dronta i wilka workowatego, gatunków jednych spośród wielu, również skutecznie "wyregulowanych" przez myśliwych.

                • 1. Masz rację, to nie jest wina zwierząt. To przykre, ale ludzie często każą płacić niewinnym.
                  2.Tu nie chodzi tylko o samoregulację natury, bo mimo wszystko to zajmuje czas, którego niestety "nie jesteśmy w stanie" (nie chcemy) poświęcić. Nie działa też we wszystkich przypadkach - dla przykładu szkody wyrządzane rolnikom przez dziki (pożywienie jest więc będą dalej się pojawiać). Samoregulacja po prostu już nie wystarcza. Zajmujemy za dużo miejsca. Chcę też zaznaczyć, że nie każde kontrolowanie liczebności prowadzi do całkowitego zaniknięcia danego gatunku.

                • Jestem w stanie przyznać ci rację, że to nie jest dobre podejście do sprawy, ale ludzkość nie ma pomysłu (co więcej: większość nawet nie dba) jak to rozwiązać, więc na razie "regulacja" zwierząt będzie zjawiskiem powszechnym (i tak, w jakimś stopniu potrzebnym). W którymś momencie się ockną i przyśpieszą pracę nad tym, ale śmiem wątpić, żeby nastąpiło to w najbliższym czasie. Jestem za zakończeniem dyskusji.

                • Wydaje mi się, że mylisz dwie sprawy. Regulację jaką taką, przeprowadzaną dla samej "regulacji" i szkody wyrządzane przez zwierzęta. Jeśli chodzi o szkody to fajnie, że nie nie rozpędziłaś i wymieniłaś tylko dzika, bo to jest faktycznie JEDYNY gatunek powodujący je w jakiejś większej skali. Nie liczę tu zajęcy i łosi w sadach oraz wilków w stadach owiec bo to jest jakiś niewielki promil szkód, nieporównywalny np. z niewielkim przymrozkiem majowym. Nawiasem mówiąc nikt, nigdy nie przeprowadził ŻADNYCH rzetelnych badań na temat wielkości tych szkód. Ciekawe dlaczego? Niewygodne wyniki wyszłyby dla kół łowieckich?
                  Ale zapewniam cię, że i przed dzikami, i przed tymi powodującymi mniejsze straty są sposoby zapobiegania. Nie robi się tego (ten kto nie robi, bo są tacy co zapobiegają i później nie płaczą) albo z powodu lenistwa - czyt. głupoty albo z tego powodu, że odszkodowanie jest bardziej opłacalne finansowo od zysków ze zbiorów więc zwyczajnie szkody są na rękę "poszkodowanym". Tylko muszą o tych szkodach dużo i głośno pokrzyczeć żeby przekonać wszystkich jak bardzo cierpią.
                  Natomiast jeśli chodzi tylko o kontrolowanie liczebności to nie odniosłaś się tego co napisałem o polowaniach na ptaki. Ani one w niczym nie szkodzą ani nie biją się z człowiekiem o miejsce w naturze a wciąż się na nie poluje i właśnie te polowania pokazują prawdziwą naturę myśliwych - strzelanie dla samego strzelania, dla chorego hobby, dla pochwalenia się kolegom kolejnym trofeum, Zauważ, ż tym środowisku nikt się nie chwali w stylu "słuchajcie, wczoraj regulowałem pogłowie jelenia" chwalą się wyłącznie trofeami dla których to właśnie odbywają się polowania. I z tego powodu zniknęły z Polski dropie (widywałem je na łąkach, będąc dzieckiem), zniknęły kraski bo każdy myśliwy uważał za punkt honoru mieć jej niebieskie piórko w d..., znaczy w kapeluszu itd. Jeśli uważasz, że nie każde "kontrolowanie" liczby prowadzi do zniknięcia gatunku to tak wydaje ci się dzisiaj, będzie wydawać jutro, ale pojutrze będzie już za późno. Kraski widywałem kiedyś codziennie.

                • Jak najbardziej zgadzam się z Twoim światopoglądem, ale zastanawia mnie jedna rzecz.
                  Czy drapieżniki, którym brakowałoby jedzenia np. wilki nie wyszłyby z lasu i nie zaczęłyby kręcić się zbyt blisko ludzi? Na tyle blisko, żeby stwarzać zagrożenie?
                  Tak samo jak dziki. W ich naturze nie leży raczej przechadzanie się po miastach, a jednak coraz częściej widzi się je na ulicach (w większych miastach pewnie nie, ale w moich rejonach można je spotkać naprawdę bardzo daleko od lasu).

                • Wilkom może brakować jedzenia tylko z jednego powodu - z powodu myśliwych. Więc jeśli tak się stanie to wiadomo gdzie kierować swoje pretensje. A jeśli chodzi o zagrożenia z ich strony to co masz na myśli? Zagrożenie dla ludzi? Należysz do tych co wierzą w bajkę o Czerwonym Kapturku?

                • Nie twierdzę, że wilki jadłyby ludzi, po prostu czując zagrożenie czy nie widząc innej drogi ucieczki, mogłyby ich atakować. Może samo to, że znajdowałyby się w nieznanym otoczeniu, by je prowokowało?
                  Chociaż gdyby były bardzo głodne, to nie mogłyby zmodyfikować swojego naturalnego menu?

                • Naturalnym zachowaniem każdego dzikiego zwierzęcia jest zejście człowiekowi z drogi. Tym bardziej czując z jego strony zagrożenie. Gdy czuje się osaczone i nie widzi drogi ucieczki broni się poprzez atak. Od najmniejszych stworzeń do wilka i niedźwiedzia. Więc oczywiście w takiej sytuacji mógłby wilk zaatakować człowieka, ale tylko wówczas gdyby naprawdę nie miał gdzie uciec.
                  Jeśli chodzi o zmianę menu jak to sobie wyobrażasz? Że wataha wilków, bo tylko tak polują, urządza sobie polowanie na człowieka na ulicy miasta? Myślę, że zbyt daleko idzie Twoja wyobraźnia.

                • Na przykład.
                  Wolałyby umrzeć z głodu, niż zapolować na człowieka?
                  (powiedzmy, że jest wieczór, jedyna osoba na ulicy to ten człowiek)
                  Nie wiem, ja nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ale stworzenie doprowadzone do ostateczności nie zachowuje się tak jak zawsze.

                • Twoje wywody idą w kierunku science fiction. Tzn. w takim, że w lasach nie ma żadnych zwierząt i pozostają wilkom ludzie. Ale jeżeli nie ma innych zwierząt to nie ma też wilków. Jeśli już przyjąć tę wizję s-f, to tak, mogłyby polować na ludzi tak samo dobrze jak, powiedzmy, pójść do sadu na jabłka albo do ogródka posilić się marchewką. Jak popuszczać wodze fantazji to nie ma się co ograniczać, trzeba iść na całego.

                • wilki polują stadnie, wilk i jeden człowiek na ulicy?

                • Sprawa wygląda w ten sposób. Gdyby nie regulowano populacji poprzez odstrzał zwierzyny jeden gatunek może wyprzeć inny gatunek i doprowadzić do jego wyginięcia na danym obszarze. Natura w tym przypadku sama sobie nie poradzi, bo ekosystemy są za małe, bowiem zostały wyparte przez uprawy ludzi. Przez to, że te ekosystemy są za małe silny gatunek albo wyprze albo zje słabszy gatunek i przez to sam może wymrzeć, bo nie będzie miał już co jeść. Redukcja danego gatunku albo niekontrolowany jej przyrost ma wpływ nie tylko na relację drapieżnik - ofiara, ale ma także wpływ na to jakie rośliny będą rosły, a jakie zanikać. Przykładowo jeśli jakaś populacja dużego zwierzęcia przyrośnie za dużo, to będzie zżerać bądź też tratować za dużą ilość określonej grupy roślin. Jeśli zmaleje ilość konkretnych roślin może mieć to wpływ na populację innych mniejszych zwierząt, które tymi roślinami się żywiły, albo znajdowały wśród nich schronienie. Z kolei spadek populacji tych innych zwierząt wpłynie niekorzystnie na populację jeszcze innych zwierząt, które się nimi żywią. Za duża ilość jeleni sprawi, że nie będą miały co jeść. Wilki za to będą miały się dobrze, ale do czasu dopóki jelenie nie zaczną zdychać z niedożywienia, bo jest ich za dużo. Wilki nie zredukują ilości jeleni bo jest ich za mało i nie mają takiej mocy przerobowej w zabijaniu jeleni. I tak dalej i tak dalej...

                • Widzę, że ogólnie starasz się ogarniać temat, ale... Ale mylisz się w szczegółach. A te są tutaj kluczowe. Jeśli gatunki są uzależnione w jakimkolwiek stopniu od siebie to nigdy! nie dojdzie do takiej sytuacji żeby zniknął któryś z nich. Natura to doskonale sobie reguluje. Zarówno w skali mikro jak i makro. Jeżeli przykładowych jeleni będzie zbyt dużo i w związku z tym będą zjadać wielkie ilości swego pożywienia to z czasem pożywienia będzie coraz mniej, a to będzie skutkowało ograniczeniem ich populacji w związku z jego coraz większym deficytem. Co w konsekwencji doprowadzi do odwrotnej tendencji - rośliny, którym się żywią będą przyrastać bo nie będą zjadane przez zbyt małą ilość jeleni do chwili aż cykl się zamknie i rozpocznie na nowo. W Twoim założeniu jelenie pozostają wciąż na tym samym poziomie do chwili aż zjedzą ostatnie nadające się do tego źdźbło i dopiero wówczas zaczną wymierać. To tak nie działa. Identycznie jest w relacjach ofiara - drapieżnik. Cykl wciąż ewoluuje, raz jest więcej jednych, raz drugich ale nigdy nie dochodzi do sytuacji żeby jeleni zabrakło bo ostatniego upolowały wilki i teraz same zdechną z głodu. Ta płynność zjawiska nie zachodzi oczywiście na przestrzeni roku czy dwóch tylko cały cykl (jeśli nie jest zaburzony jakimiś kataklizmami, np. chorobą i pomorem czy kilkoma z rzędu ciężkimi zimami) trwa kilkanaście lat. W skali makro trochę dłużej, w skali mikro krócej. Jako ciekawostkę, która powinna dać Ci powód do przemyśleń, podam przykład przejść dla zwierząt budowanych na autostradach i drogach szybkiego ruchu. Korzystają z nich wszystkie gatunki jakie żyją w naszych lasach. Korzystają z tych samych przejść zarówno drapieżniki jak i ich ofiary. Nawet na największym takim przejściu (kilka tysięcy transferów rocznie) i na żadnym innym nigdy, NIGDY! nie odnotowano przypadku ataku drapieżnika na swoje ofiary. Wiesz dlaczego? Bo natura jest mądra i drapieżniki "wiedzą", że jeśli tutaj zaatakują to "nauczą" ofiary z tej drogi nie korzystać, odetną jej migrację i ograniczą teren występowania i możliwość rozrodu (mniej żywności na określonym terenie). Tym samym ograniczając swój teren występowania i możliwość rozrodu z powodu mniejszej ilości żywności na tym terenie.
                  Tak to mniej więcej działa, a nie tak jak to przytoczyłeś, że wszystko idzie na żywioł nie licząc się z konsekwencjami. Przyroda/natura się z tym liczy. Miliony lat się tego uczyła i żadna ingerencja człowieka nie jest jej potrzebna do samorealizacji i samoregulacji. Zauważ, że człowiek od czasów rewolucji przemysłowej tylko i wyłącznie szkodzi naturze. Wszystko co czyni aby ja "ratować" to są tylko mniej lub bardziej nieudolne próby przywrócenia ładu. Podejmowane w momencie kiedy zorientuje się że w czymś przesadził i przegiął. Bo, w odróżnieniu od natury, człowiek nie ma hamulców i ograniczeń żeby w tej kwestii zachować harmonię tylko działa dopiero wówczas kiedy jest już za późno albo prawie za późno. Albo niekiedy wcale nie działa, na co jest mnóstwo przykładów. Ale na pewno takim działaniem nie jest ingerencja myśliwych.

                • Ale wiesz, że kiedy z czasem pożywienia jet mniej niektóre sztuki będą przymierać głodem i w końcu z tego głodu zdechną? Śmierć znacznie gorsza od kuli ze sztucera. Napisałem jedynie uproszczony model. W modelu prawdziwym jeleń nie ma naturalnego wroga i nawet niedokarmiana populacja rozrasta się niebotycznie. Dzik to samo. Bez odstrzału dziki będą grasować po centrach dużych miast, już nie tylko po małych kurortach turystycznych położonych blisko lasu. Łosie stanowią poważne zagrożenie na szosach. Co roku giną ludzie w zderzeniu z łosiem. Niekontrolowany przyrost populacji niektórych gatunków obniży jeszcze bardziej opłacalność rolnictwa. Uprawy będą niszczone i zjadane. Niestety nie działa to tak jak napisałeś, człowiek zajął olbrzymie połacie terenu i nie jest wstanie żyć w symbiozie z dzikimi zwierzętami, zwłaszcza jeśli zrezygnuje się z gospodarki leśnej. Prawidłowe funkcjonowanie populacji na danym obszarze zależne jest od jej zagęszczenia. Zagęszczenie zostało zachwiane poprzez zmniejszenie obszarów zamieszkiwanych przez zwierzynę. Jeleń nie przeniesie się na pola, czy do miast, tylko będzie ukrywał się w lesie. Zrobi się tłok i walka o pożywienie, w konsekwencji nagły spadek populacji oraz niszczenie jodły, która jest przysmakiem jelenia. Zniszczenie drzew przez obgryzanie kory spowoduje, że dojdziemy do punktu krytycznego, kiedy roślinność nie będzie wstanie się w odpowiednim tempie odrodzić, by wykarmić stłoczone w lesie zwierzęta. Głodująca i chora populacja może wyginąć. Od tego są odstrzały by tak się nie stało. Nie wiem czy wiesz ale odstrzał osobników słabych i chorych może poprawić również genotyp populacji. Oczywiście mówię o racjonalnym podejściu do odstrzału, a nie o kłusownictwie, które należy tępić.

                  Działanie przyrody, które opisałeś działało ale tysiące lat temu, kiedy obszary lęgowe były ogromne, a wiele gatunków miały swoich naturalnych wrogów.

                • Nie rozumiesz jednego - ani jeleń, anie żadne inne zwierzę nie będzie się, jak to napisałeś, rozrastać niebotycznie, ponieważ wzrost jej populacji ograniczany jest ilością pożywienia na danym obszarze. Nie będzie ich więcej niż tyle, ile może wyżywić określony rewir. Nie zależnie od tego czy występuje tam drapieżnik czy nie.
                  Śmierć słabych jednostek występowała zawsze, od wieków. Słabych czyli chorych, niezdolnych zdobyć pożywienia itp. To jest jak najbardziej naturalne, to jest właśnie jeden z przejawów samoregulacji natury.
                  Zdaje się, że nie przeczytałeś albo nie zrozumiałeś tego gdy poprzednoio napisałem o równowadze między ilością zwierząt i ilością pożywienia. To jest cykl, który który przypomina sinusoidę, z dwoma punktami krytycznymi, zwrotnymi - kiedy raz jest minimum pożywienia, a drugi raz minimum jego konsumentów, ale te punkty NIGDY nie są przekroczone tak by spowodowało to eliminację jednego z nich. Jeszcze raz napiszę - przyrost danej populacji nie odbywa się żywiołowo, bez ograniczeń, jest hamowany. Tym hamulcem jest ilość pożywienia, którym populacja w danej chwili dysponuje.
                  Tyle w kwestii biologii. Teraz jeśli chodzi o kwestie moralne;
                  abstrahując od tego, że myśliwi nie odławiają osobników słabych i chorych tylko wręcz przeciwnie (im bardziej okazałe trofeum tym większy dla nich powód do dumy) to godząc się na takie sztuczne rozwiązania dajesz tym samym przyzwolenie na eutanazję ludzi chorych i słabych. Bo dlaczego nie? Dlaczego tylko w świecie ludzi śmierć ma przychodzić w sposób naturalny a w świecie zwierząt już nie? Dlaczego tylko w świecie ludzi ma śmierci stara się "przeszkadzać" przez leczenie i inne formy pomocy słabym, a w świecie zwierząt tej samej śmierci mamy pomagać. Pisałem już - natura radzi sobie z tym doskonale sama

                • Nie rozumiesz jednego - ani jeleń, anie żadne inne zwierzę nie będzie się, jak to napisałeś, rozrastać niebotycznie, ponieważ wzrost jej populacji ograniczany jest ilością pożywienia na danym obszarze. Nie będzie ich więcej niż tyle, ile może wyżywić określony rewir. Nie zależnie od tego czy występuje tam drapieżnik czy nie.
                  Śmierć słabych jednostek występowała zawsze, od wieków. Słabych czyli chorych, niezdolnych zdobyć pożywienia itp. To jest jak najbardziej naturalne, to jest właśnie jeden z przejawów samoregulacji natury.
                  Zdaje się, że nie przeczytałeś albo nie zrozumiałeś tego gdy poprzednoio napisałem o równowadze między ilością zwierząt i ilością pożywienia. To jest cykl, który który przypomina sinusoidę, z dwoma punktami krytycznymi, zwrotnymi - kiedy raz jest minimum pożywienia, a drugi raz minimum jego konsumentów, ale te punkty NIGDY nie są przekroczone tak by spowodowało to eliminację jednego z nich. Jeszcze raz napiszę - przyrost danej populacji nie odbywa się żywiołowo, bez ograniczeń, jest hamowany. Tym hamulcem jest ilość pożywienia, którym populacja w danej chwili dysponuje.
                  Tyle w kwestii biologii. Teraz jeśli chodzi o kwestie moralne;
                  abstrahując od tego, że myśliwi nie odławiają osobników słabych i chorych tylko wręcz przeciwnie (im bardziej okazałe trofeum tym większy dla nich powód do dumy) to godząc się na takie sztuczne rozwiązania dajesz tym samym przyzwolenie na eutanazję ludzi chorych i słabych. Bo dlaczego nie? Dlaczego tylko w świecie ludzi śmierć ma przychodzić w sposób naturalny a w świecie zwierząt już nie? Dlaczego tylko w świecie ludzi ma śmierci stara się "przeszkadzać" przez leczenie i inne formy pomocy słabym, a w świecie zwierząt tej samej śmierci mamy pomagać. Pisałem już - natura radzi sobie z tym doskonale sama

                • Chyba masz rację. Nie znalazłem badań potwierdzających konieczność regulacji przez odstrzał. Z drugiej strony aż tak się nie starałem, może takowe istnieją. Niemniej szkody w rolnictwie są faktem, a nieinwazyjne metody nie działają (ogrodzenia itp.). Mam tylko nadzieję, że nie jesz ani mięsa, ani ryb i nie chodzisz w skórzanych butach i nie używasz leków testowanych na zwierzętach ani nie zastawiasz pułapek na myszy.

                  Teraz dotykamy kwestii ostatecznie moralnych. Nie widzę żadnych powodów aby twierdzić, że polowanie człowieka na zwierzynę nie jest naturalne. Człowiek jest częścią natury i to natura wyposażyła go w tak rozwinięty ośrodkowy układ nerwowy, że pozwolił mu wymyślić broń palną. Odkąd człowiek nauczył się posługiwać narzędziami zabijał zwierzęta. Kwestia tego czy robił to dla przetrwania czy nie, nie jest kluczowa, bo zwierzęciu wszystko jedno z jakiego powodu jest zabijane, i tak nie chce umrzeć. Dawniej jeleń kiedy miał naturalnego wroga mógł być żywcem rozszarpany przez watahę wilków, jeśli miał szczęście jeden z tych wilków szybko jelenia udusił. Tak czy siak jeleń się bardzo męczył. Obecnie przy dobrym sprzęcie z lunetą i wprawnym oku, jeleń może zginąć od razu. Nawet nie będzie wiedział, że coś mu zagraża. Jest to o wiele łagodniejsza śmierć od bycia zjedzonym przez drapieżnika, więc w pewnym sensie jelenie mogą być wdzięczne człowiekowi, że wybił bądź przepędził drapieżców i już nie muszą ginąć od zębów i pazurów, tylko mogą szybciej od kuli.

                  Nie popieram i nigdy nie będę popierał polowania dla sportu, ale kiedy się głębiej zastanowić, nie ma to najmniejszego znaczenia. Wystarczy się rozejrzeć, wniknąć w świat przyrody by zobaczyć jaka jest okrutna. To jedna wielka agonia i walka o przetrwanie, człowiek nie wprowadza do tego odwiecznego schematu żadnej nowej "jakości". Od zawsze był okrutny tak jak i przyroda jest okrutna. Nie tylko człowiek zabija dla przyjemności, robią to także zwierzęta. W razie wątpliwości mogę podać przykłady, ale już wystarczająco napisałem.

                  P.S. Eutanazja jest w porządku jeśli chora osoba, która chce umrzeć może to w pełni świadomie wyrazić.

                • Nie znajdziesz też poważnych, naukowych wyników badań dotyczących szkód w rolnictwie. Co najwyżej szacunki prowadzone przez koła łowieckie, które muszą być alibi dla ich chorego hobby. Grodzenie upraw nie pomaga? Na pewno? powiedz to leśnikom. Idź do pierwszego gospodarczego lasu i zobacz jak chronione są szkółki i uprawy leśne. Zwyczajną, prymitywną plecionką z drutu o wys. 2 metrów. Są skuteczne i stosowane przez leśników od lat. I od lat nie krzyczą że im zwierzyna wyjada uprawy, i nie proszą myśliwych o odstrzały ani nie zamieniają tego drutu na kamienne mury. A ci co krzyczą o stratach są zbyt leniwi żeby tanim kosztem zadbać o swoje uprawy lub, jak już pisałem poprzednio w tym wątku, odszkodowania za straty są bardziej korzystne od zysków z upraw i najzwyczajniej bardziej im się opłacają finansowo tylko muszą o tym głośno pokrzyczeć i się poużalać żeby przekonać wszystkim jacy są biedni, tym samym dając do ręki świetne argumenty dla myśliwych.
                  Jem mięso i nie mam z tym problemów, nie mam także problemów z tym, że ludy i plemiona żyjące wciąż blisko natury i z niej czerpiące dla swojej egzystencji polują na zwierzęta. Problem w tym, że w Polsce i całej Europie takich ludów już nie ma i wszystkie polowania odbywają się wyłącznie dla sportu i chorego hobby. I to ostatnie zdanie chciałbym pogrubić i podkreślić bo ono jest sednem wszystkich głosów zabieranych przeciwko myśliwym.
                  Ps. Niestety zwierzęta nie mogą swego zdania o eutanazji wyrazić w żaden sposób, ani świadomie, anie nieświadomie.

                • To nie koła łowieckie skarżą się na niszczenie upraw przez dzikie zwierzęta, tylko rolnicy. Badań tutaj nie potrzeba bo problem jest powszechny i ogólnie znany. Ogrodzenie całych hektarów pól siatką bądź pastuchem elektrycznym to nie jest tani koszt. To są tysiące zł. jeśli mowa o hektarach.

                  Skoro nie masz problemów z jedzeniem mięsa, a masz problem z polowaniem, to coś jest tutaj nie w porządku. Przemysłowy ubój zwierząt to proceder znacznie gorszy od polowania. Jesz mięso, a więc masz udział w popycie na mięso, a co za tym idzie udzielasz milczącego przyzwolenia na męczenie zwierząt i ich zabijanie. Na polowaniach zwierzęta aż tak nie cierpią jak w ubojniach i miejscach masowego chowu, co jest jednym z powodów, dla których dziczyzna jest zdrowa i smaczna: brak kortyzolu w mięsie, hormonu steroidowego nazywanym hormonem stresu, który wydziela się w tkankach właśnie podczas stresu. Nie przeszkadza ci to, że zwierzęta są torturowane w miejscach masowego chowu, a przeszkadza ci szybkie unieszkodliwienie zwierzęcia w jego naturalnym środowisku. To hipokryzja. Trzeba zaznaczyć, że przemysłowy i tak masowy ubój zwierząt nie jest konieczny by wyżywić ludzkość. Głód na świecie spowodowany jest czynnikami lokacyjnymi, dystrybucyjnymi i politycznymi. Jedzenia jest w bród.

                • Mam wrażenie, że albo nie przeczytałeś tego co napisałem, albo nie zrozumiałeś. Przecież nigdzie nie napisałem, że to myśliwi krzyczą o stratach w uprawach tylko właśnie rolnicy i poprzez swoje rozpaczliwe krzyki dają argumenty myśliwym do "regulacji".
                  Problem owszem jest znany ale bez rzetelnych badań nie znamy jego skali i możemy sobie gdybać jaka ona jest. A nie dziwi Cię to, że na tych badaniach nie zależy, więc ich nie przeprowadzają, właśnie ci, którzy twierdzą że straty są ogromne, i tej skali nie chcą badaniami unaocznić wszystkim niedowiarkom. Boją się, że wyniki będą mało przekonujące?
                  Argument o kosztach grodzeń też mnie nie przekonuje. W każdym leśnictwie, nie mówiąc już o nadleśnictwie, hektarów upraw grodzonych siatką jest zdecydowanie więcej niż największego gospodarstwa indywidualnego. I jest to koszt ponoszony raz na 8-10 lat. Ale tak jak pisałem, zapewne odszkodowania są korzystniejsze finansowo niż zyski ze sprzedaży upraw.
                  Nie mam problemów ze spożywaniem mięsa, mam z polowaniami, i nie widzę tu żadnej sprzeczności. Dlatego że zwierząt leśnych nie traktuję jako pożywienia i nic nie ma to wspólnego z przemysłem spożywczym, tylko jako jeden z elementów ekosystemów. I zależy mi na ich ochronie tak samo jak każdego innego elementu ekosystemów. Do których włażą z butami myśliwi i pod pozorem jego ochrony działają wprost przeciwnie - zaburzając go. Podkreślę więc jeszcze raz - NIE dla łowiectwa jako rozrywki i sportu, a takie właśnie jest, i żadne zaklęcia myśliwych o "regulacji" tego nie zmienią. Sam zresztą napisałeś, że też tego nie popierasz więc właściwie nie wiem o co się spieramy.

                • problem polega na tym ,że myśliwi nie polują na osobniki słabe czy chore, polowania często dotyczą pięknych, zdrowych silnych zwierząt

                • Kontrola liczebności nie zwierząt,a ludzi jest potrzebna.Rozmnażamy się bezsensownie odbierając nisze innym gatunkom. Gatunek ekspansywny to wbrew naturze.Jesteśmy jak pasożyty.

                • brawo lobo621, jakbym sama siebie słyszała. Tylko ,że do co poniektórych i tak nic nie dotrze

              • Dobre, uśmiałem się :)
                Wiesz, że są strażacy, którzy dokonują podpaleń, żeby się wykazać przy gaszeniu? Z myśliwymi jest podobnie.
                Wystrzelać drapieżniki, dokarmiać pozostałe zwierzęta bez umiaru i rzeczywiście, robi się ich za dużo. Trzeba odstrzeliwać.

            • Sam zacząłeś temat, ze by ci stanął jakbyś zabił...

            • jesteś doskonałym przykładem totalnej ignorancji. Nie wiedząc nic o łowiectwie i nie rozumiejąc go, wypowiadasz się z nienawiścią. Czyli zachowujesz się tam samo, jak ci ludzie, którzy w tej dyskusji są krytykowani za to, że oceniają film bez obejrzenia go. ROBISZ DOKŁADNIE TO SAMO.

          • "Wiesz, czasy zdobywania pożywienia minęły. Dziś myśliwy pełni inną odpowiedzialną funkcję - ochrony zwierzyny i gospodarowania jej populacjami. I wśród kolegów nie trafił się żaden palant któremu kuśka staje na myśl o zabiciu zwierzęcia."

            Natura zawsze sobie świetnie radziła z regulowaniem populacji, a mechanizm ten zwie się koewolucją. Robi to już od 3 miliardów lat. Człowiek ze swoim subiektywnym spojrzeniem na przyrodę jest jej potrzebny, jak truskawka dla oczyszczalni ścieków. To właśnie człowiek, który nic nie wie a myśli, że wie wszystko, szkodzi regulacji gatunków.

        • Zdaję Ci się obecnie dzikie zwierzęta bardzo szkodzą zwłaszcza rolnikom ale też tym którzy chociażby ogrody mają, czy sady. Potrafią narobić szkód na kilka tysięcy i nic nikt z tym nie zrobi. Jedyna możliwość to odstrzał, które i tak odbywają się za rzadko

        • zgadzam się

        • To zabijamy ludzi / Wasza lawacka propaganda mnie rozpierdala

        • p

        • Takie poglądy to tylko świadczą o tobie jaki z Ciebie pa... masz swoje zdanie i ok, ale przyjmij do wiadomości, że nie wiesz nic na ten temat

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: