Jeśli chodzi o moje odczucia, to film miesza w sposób niebezpieczny dwie kwestie. Z jednej strony zwraca uwagę na sprawy bardzo istotne, w ostatecznej konkluzji można jednak odnieść wrażenie, że stanowią one jedynie drogę do celu, którego niby nie ma, ale jednak nie ma to jak zająć pierwsze miejsce...
Jeden w tym celu wstrzykuje sobie anabole w zadek, a drugi "doświadcza obecnej chwili". Stąd jak sądzę wrażenie pseudofilozoficznej papki, gdzie zmiksowano po amerykańsku różne składniki, byle tylko w ostatecznym rozrachunku stać się "inspiracją dla innych" i sprzedawać motywacyjne książki...