Siła spokoju

Peaceful Warrior
2006
7,5 30 tys. ocen
7,5 10 1 29731
5,4 5 krytyków
Siła spokoju
powrót do forum filmu Siła spokoju

film na poziomie amerykańskich poradników szczęśliwego życia i sukcesu, stek kolokwialnych, choc skądinąd słusznych prawd w stylu pokochaj siebie, rozglądnij się wokół. Subtelne to jak łopata a wali jak szpadel, można by to puszczać amwayowcom, lub średnio rozgarniętym liderom w firmach. To film wydmuszka jak jego bohater i koleś który na opisywaniu i filmowaniu historii swojej rozwojowej przemiany zbija kokosy. Nachalny, pretensjonalny, irytujący. Pare kolorowych kliszy i wklepywanie sterowników to trochę za mało, żeby uwiarygodnić i sprzedać historyjkę jak po upadku z fizycznego supermana zmienić sie w supermana emocjonalno- duchowego (czytaj kompletnego i dojrzałego). Do tego Sokrates o zgrozo i maksymy ala mistrz zazen czy inne taichi.. bez urazy. no ale ludzie kupują taki instant jak widze.

ocenił(a) film na 10
bolszewik

Film zdecydowanie nie dla Bolszewików. Film nie mówi o sukcesie, pokazuje, że ludzie którzy go ukazują nic nie zyskują. NIe ma prawd w stylu pokochaj siebie, ponieważ film mówi o nieistnieniu ja, o tym, że musisz odrzucić swoje ego jeśli chcesz być szczęśliwym, jeśli siebie nie kochasz to masz ciężkie stalowe łańcuchy, jeśli się kochasz to masz tak samo ciężkie złote łańuchy, tu zaś mowa o wywaleniu ich. Nie wiem gdzie tu jest nachalność. Problemem raczej nie jest to, że ktoś na czymś zarabia, problemem raczej jest zazdrość o te pieniądze, albo urażona duma, że kogoś ceni się bardziej niż Ciebie i Twoich idoli. Albo może denerwuje Cię to, że by coś osiągnąć trzeba coś robić i Twoim zdaniem medytacja np to siedzenie na tyłku i tracenie czasu i wszystkie te prawdy po prostu nie pasują np do motta "cierpienie uszlachetnia" itp. Z irytacją też uogólniasz, rzeczywiście Ciebie on irytuje, widocznie wiele innych rzeczy też Ciebie irytuje, może nawet masz problem z irytacją i ze zrozumieniem zjawisk, tego jakimi rzeczy są, może przydałoby się zająć fizyką kwantową i socjologią by to przepracować? Przyznam też, że nigdy nie spotkałeś duchowo szczęśliwej osoby jak Dalajlama, Karmapa, Szarmapa, Lama Ole czy jakiegoś Rinpocze i nie zauważyłeś jak szybko to zmienia ludzi. Im więcej masz zaufania do nauczyciela tym szybciej możesz się zmienić, taki rozwój wydarza się w Diamentowej Drodze lecz nie występuje np w takich szkołach buddyzmy jak poziomu Mahajany gdzie większą rolę ma studiowanie i dyskusje niż nauczyciel. Nie ważne co ludzie kupują, ważne czy ich to zmienia. Najlepiej patrzeć na efekty praktyki, np poszukać jakiegoś buddysty co praktykuje tak z 5 lat w ośrodku i spotkał się parę razy z nauczycielem. Szkoły Nigma i Kagyu mają tu niezłe pole do popisu. Możesz popatrzeć na kogoś kto jest materialistą przez 4-10 czy nawet 20 lat, porównać go z chrześcijaninem, z islamistą, z sobą, ze znajomymi, z buddystą jakimś, możesz spotkać kogoś kto osiągnął w życiu to, co wzbudza Twoje zaufanie i spytać się jak do tego doszedł. Sporo jest sposobów.

ocenił(a) film na 4
anonim31337

Film opowiada o narcyzie, któremu objawił się sokrates (to apropo ego) zabrakło tylko medalu na olimpiadzie. no ale, przecież to jest na faktach autentycznych. Fim jest słaby (ładne obrazki i sentencje tłumaczą przemianę) nie ma w tym realności, dramatyzmu który wystąpiłby w sytacji, gdy wali się całe życie i sypie się światopogląd, jest tylko instrukcja obsługi życia psychicznego. Metafora zmiany jest ociosana jak ziemniak w wojskowej garkuchni. typowy postmodernistyczny produkt, ładnie opakowana duchowość i psychologia na poziomie nastolatka jak ktoś tu już napisał. Swoją drogą w swojego posta też walnąłeś anonimie szereg mądrości życiowych i udzieliłeś mi ,,dobrej rady".

ocenił(a) film na 10
bolszewik

Fakty autentyczne ehhh

Film jest na podstawie powieści autobiograficznej Dana Milmana. Sztywna realność o której mówisz, ma niewiele wspólnego z tym jak odbiera świat osoba praktykująca buddyzm, świat w buddyźmie jest projekcją umysłu dlatego też wydarzenia są przedstawiane w ten bardzo wyraźny sposób. Jest taka książka Mnich i Filozof, polecam dla zgłębienia tematyki przed wydaniem osądu bo film raczej nie jest dziełem w stylu "niech oglądają go masy". Jak to mawiał Seneka, największa mądrość jest poza słowami, przykład innego człowieka najszybciej nas zmienia dlatego przemiana Dana zachodzi bardzo szybko ponieważ spotyka Sokratesa który w książce osiąga oświecenie, co znaczy mniej więcej tyle, że przez samo przebywanie z nim Dan chłonął jego niezwykłą osobowość. Filmy to wyjaśniające to np Ryk Lwa, albo Milarepa.

http://video.google.com/videoplay?docid=5758554569894213685#
Najgłębsze prawdy są najprostrze.

Najbardziej rozbawił mnie fragment wypowiedzi o tym, że powinno w filmie pokazać się bardziej porażkę, że Dan nie cierpiał dość. Cóż, nie cierpiał ponieważ praktykował buddyzm. A buddyzm to przede wszystkim praca z cierpieniem i dążenie do szczęścia przez między innymi przekształceie emocji lub zdystansowanie się do nich. Ten cały dramatyzm którego dla Ciebie było tak mało, jest po prostu zbędnym elementem z którym człowiek często nie pracuje ponieważ jest elementem popkultury. Według buddyzmu np Romeo i Julia w ogóle nie są przykładem miłości tylko egoizmu.

Ciężko jest oceniać filozofię, która jest zupełnie obca dla Europejczyka i najczęściej kojarzy się z nihilizmem albo zamknięciem się w klasztorze. Jak ktoś mówi buddyzm to ludzie myślą wtedy Tybet lub Dalajlama, a buddyzmu najwięcej jest nie w Tybecie, nie w osobie Dalajlamy, tylko właśnie wprowadził się do nas http://www.lama-ole-nydahl.org/

ocenił(a) film na 4
anonim31337

Po pierwsze oceniam film a nie buddyzm jako system etyczno-filozoficzny czy też psychologiczny pod kątem radzenia sobie z traumą. Punktem wyjścia jest tu znajomość kinematografii, sposobu narracji, posługiwania się archetypami i symbolami, ewentualnie konwencją. Składnikami dobrej historii są wiarygodne i złożone postaci oraz dialogi, które pokazują napięcie i dynamike między nimi, dobrze zarysowany kontekst. Ten film jest pusty bo jest prosty, a irytujący bo miał ambicje łączyć różne konwencje:filmu o amerykańskich studentach, z elementami mistyczno-paranormalno-duchowymi, psychologicznego dramatu. Parę ciekawych pomysłów zostało skopanych np postać Sokratesa. jak sie korzysta z persony takiego kalibru to trzeba wykorzystać jej potencjał, a nie używać jako znaczka towarowego. Jest kręcony nowocześnie i dynamicznie ale przez to wyszedł z tego taki bardziej ambitny teledysk albo pretensjonalny jak kto woli.

Po drugie co ciekawe, należy się zastanowić po co ten film powstał i dla kogo, albo inaczej jak jest jego koncepcja. Idąc tropem dyskusji i tego co mi sie w nim najbardziej nie podobało czyli tej nachalnej duchowej dydaktyki byłoby to przekazanie buddyjskiego sposobu myślenia. Jeśli robi się to w sposób prosty używając środków masowego rażenia film, komiks, czy bajki dla dzieci, czasopisma trudno nie oprzeć się o kicz (tutaj dla mnie mistrzostwem jest Strażnica świadków jehowy) no bo dydaktyka ma walić sierpem, jak reklama -mocno i celnie, a nie być SZTUKĄ. Podobnie zresztą jest z przypowieściami biblijnymi tyle, że one weszły do kanonu, bo nie miały konkurencji no i stały się archetypami w kulturze chrześcijańskiej. Tu mamy taka amerykańską buddyjską przypowieść (filmową żeby nie było bo książki nie czytałem), która ociera się o postmodernistyczny bełkot. Tyle ze pan bóg nie wystawia tutaj hioba na próbe tylko sypie mądrościami. Zdecydowanie do oglądania przez masy. Nie dla mas to są książki, które wymieniłeś ewentualnie albo takie Wyznania św augustyna, ale to są traktaty duchowo-filozoficzno-psychologiczne choć ta ostatnia pozycja jako że biograficzna pozwala nam przeskoczyc do pkt 3.

Po trzecie autobiografia bazuje właśnie na sztywnej realności i faktach. Natomiast wytwór artystyczny jest właśnie projekcją w tworzywo, stąd z wartościowego dzieła można zrekonstruować jego twórce, ale nie jego życie. To są dwie rózne rzeczy. Nazywanie tego filmu autobiograficznym jest poważnym nadużyciem, używanie pewnych symboli, metafor do przekształcenia doświadczenia zdecydowanie to wyklucza.
Tutaj mamy za pomocą paru scen nakreślonego narcystycznego dupka, który spotyka Sokratesa. To się nazywa fikcja. Filmem biograficznym który możnaby odnieść do dyskusji jest np. Faustyna

ocenił(a) film na 10
bolszewik

Co do wiarygodności historii, jeśli ktoś miałby opisywać życie Lamy Ole Nydahla, to ta historia byłaby dla przynajmniej miliarda ludzi niewiarygodna. Tak samo jak opisywanie historii Karmapy. Jeśli spotykasz faceta, który rozmawia ze zwierzętami, przy którym tęczę na niebie nakładają się jedna na drugą, to co zrobić? Opisując to co się wydarza, nie przekona się ludzi do tego, że to się działo na prawdę, można wszystko spłycić i np zmienić zakończenie, że ktoś kto chodził po wodzie w filmie się utopił, ale to już nie będzie autobiografia :)

Co do użycia słowa paranormalny, to jest to raczej paranormalne dla każdego niebuddysty ;) Tak samo jak fizyka kwantowa dla gimnazjalisty może być paranormalna kiedy mówi o tym, że nie istnieje najmniejszy atom, że wszystko co nas otacza jest czystą energią, że myśl ma masę która oddziałuje na tę energię bez fizycznej ingerencji w układ cząstek.

Rozumiem, że Sokrates nie strzelał z karabinu i nie był seksi, w końcu grał nauczyciela jakiejś odmiany zen, a nie Magneto.

Duchowa dydaktyka? Nie zauważyłem ani jednej świętej księgi, ani jednego dogmatu i nic co by należało przyjąć na wiarę. Chyba, że uznać słowa Einsteina mówiącego o prawie zachowania energii, jako o nachalnej dydaktyce. Jeśli 2+2=4 to dla kogoś nachalna dydaktyka no to przepraszam. Porównanie do innych wiar niestosowne, nie było tu Boga, ani elementów wiary czy przekonywania do czegokolwiek bez możliwości prostego sprawdzenia tego, poza tym debaty nawet nie były oderwane od rzeczywistości, nie były nawet niepraktyczne, wyglądały na zwykłą rozmowę trochę bardziej doświadczonego ojca z rozpieszczonym synem. Jehowy to ktoś kto wchodzi do domu i nie możesz go wywalić aż nie skończy cytować całej swojej księgi dogmatycznej.

Jeśli film nie był wytworem artystycznym i to wszystko się wydarzyło na prawdę, to co wtedy powiesz? Jeśli zaczął przechodzić z autobiografii na używanie pojęcia wytwór artystyczny np bo ludzie nie zrozumieją i by nie zrobili z niego jakiegoś guru? Jakby obecnie urodził się Jezus i zaczął głosić te swoje prawdy, to sądzisz, że zostałby wyniesiony pod niebiosa, czy raczej zamknięty w psychiatryku? Wiedząc co wyprawiają obecni buddyści w laboratoriach na encefalografach i rezonansie magnetycznym oraz jakich dziwów dokonują (opisanych choćby w książce Płomień Chwały) mógłbym powiedzieć, że jest to autobiografia. Tyle, że nie było mnie przy Danie, kiedy przechodził przez to co opisane w filmie, więc nie mam jak potwierdzić czy zaprzeczyć temu co się tak na prawdę wydarzyło.


filmy z buddyjskiego gatunku:

Milarepa (karma kagyu)
Ryk Lwa (karma kagyu)
7 lat w Tybecie (buddyzm gelugpa)
Mały Budda (tulku)
Samsara
Kundun (buddyzm gelugpa)
Himalaya
Siła Spokoju (zen)
Młodość stulatka (lekko ociera się o buddyjską reinkarnację)
Źródło (lekko ociera się o buddyjską reinkarnację)
Touching the Void (dotykając pustki)

ocenił(a) film na 10
bolszewik

Ajć, dałeś 9/10 atomówkom, teraz wiem o co w tym wszystkim chodzi, po prostu mamy inny gust ^^ Przeglądałem listy filmów, nie tylko inaczej oceniamy filmy, ale też w większości oglądamy zupełnie inne. Ale wracając do tematu, mi by bardziej pasowało gdyby film był bardziej rozbudowany, już nie będę się wdawać w kwestii czy to SF czy co innego. Cała przemiana Dana wymagała by moim zdaniem kilku dłuższych monologów bohatera by było wiadomo o co chodzi i skąd się te zmiany biorą. Sokratesowi mam do zarzucenia tylko tyle, że jak na buddystę ma bardzo marne poczucie humoru i prawie w ogóle się nie uśmiecha. Niech ktoś sobie wpisze "Inny Punkt Widzenia - Wojtek Tracewski" a zobaczy jak bardzo różni się od typowego buddysty. Wojtek cały cały czas jest w dobrym nastroju. Może jednak to tylko kwestia różnic między szkołami zen a diamentową drogą Karma Kagyu...

bolszewik

nie napinaj sie tak komuchu. to tylko film.

bolszewik

Istotna jest jedynie subiektywna ocena filmu. Liczy się to, co dzięki niemu
mogę zrozumieć... treść ma być jedynie katalizatorem głębszej refleksji. A
że każdy z nas ma inny klucz uruchamiający daną myśl lub emocję, twoje
uwagi wydają się być zupełnie bezzasadne. Pusta jak wydmuszka jest twoja
krytyka...

bolszewik

Czemu ludzie stają się tacy agresywni jak ktoś wytknie jakiemuś filmowi pewne błędy, które zaważyły na odbiorze filmu? Czemu niektórzy ludzie nie dopuszczają tego, że inni mogą mieć własne zdanie? Film jest pusty i to widać na pierwszy rzut oka dla każdego kinomaniaka, który nie daje się nabierać łatwo na tanie chwyty amerykańskich filmowców. A jeśli chodzi o filozofię buddyzmu bądź też jakąkolwiek inną, pomagającą w zrozumieniu świata czy też swojej roli w tym świecie, to film "Peaceful Warrior" zaledwie lekko dotyka tych spraw. Jeśli na kogoś działa powtarzanie frazesów, mających sprawiać wrażenie "głębokich przemyśleń", to już chyba lepszym wyjściem będzie poczytanie książek Paula Coelho. Przynajmniej przez czytanie zwiększa się zasób słownictwa :)

użytkownik usunięty
bolszewik

Zgadzam się, że film jest żenujący w poziomie swojego przekazu. Ostateczna podróż jaką odbył główny bohater z Sokratesem, aby tylko udowodnić słuszność tezy prosto z piosenki Skaldów. Cały film to grzebanie w kałuży w poszukiwaniu głębi.