Dzisiaj obejrzałam pierwszy raz i nie mogłam dać niższej oceny niż 7. Nie wiem czy to przez sentyment do czasów dzieciństwa czy przez to, że lata 90-te naprawdę miały w sobie jakąś magię, ale oczarował mnie ten film. Z obecnych produkcji nic nie wywołuje we mnie takich emocji.
Bo to dobry film z zaniżoną notą... chyba z rozpędu. Ja obejrzałam to jako satyrę polityczną, ze znakomitą rolą B. Reynoldsa, no i Demi oczywiście :)
Klimat jest nieodzowny, ale film ma też fantastyczną architekturę, która w tamtym okresie była normą - krótki wstęp, dalej akcja i meritum filmu i bardzo zwięzły koniec, bez rozwlekania. Dzisiaj mamy przeciągnięte i nadmiernie budowane wstępy, które zlewają się z resztą filmu. A tutaj wstęp w dosłownie 1 scenie. Sam film mimo, że o negliżu to zrobiony ze smakiem, brak przesadnej i niepotrzebnej golizny. A rola Reynoldsa fenomenalna, taki świr w dosyć poważnym filmie ? Wyszło świetnie ;)