Oceniam film „Szczęśliwe siostry” („Hermanas fantásticas”) na 4/10. Daję się ciągle wciągać w oglądanie nowych filmów na Netflxie, szczególnie z innych krajów niż tradycyjne potęgi filmowe, a mam słabość do kina latynoamerykańskiego. Kino argentyńskie jest jeszcze bardziej specyficzne, bo to „jakby Europa, ale nie Europa”. A po rewelacyjnym „Rodzinna tradycja” („Derecho de familia”) ma to kino u mnie ogromny kredyt zaufania. Niestety „Szczęśliwe siostry” nie zachwyca. Nie można temu filmowi wiele zarzucić, bo jest ładnie nakręcony i porządnie zagrany. Mnie szczególnie urzekła mama Jesi ze swoim beznamiętnym podejściem do ciężarnych. Podobnie śmieszy mnie permanentny jełopski wyraz twarzy Angeli. Ale właściwie największy problem jest taki, że w tym filmie niewiele się dzieje. Zajrzałem w życiorys zaawansowanej już wiekowo pani reżyserki i widzę 3 filmy, z których każdy następny zbiera coraz gorsze oceny. I ten też nie zachwyca. Akcja jest dość ślamazarna, ujęcia nieatrakcyjne, suspensu nie ma… Taka dość poprawna etiuda studencka. Mam wrażenie, że dobry filmowy rzemieślnik, to zamknąłby akcję tego filmu w jakieś góra 30 minut, a zrobiłby dwa razy więcej ujęć. Wkurzają mnie też te niedopowiedziane wątki: np.: To w końcu skąd była ta forsa ojca? Właściwie to jakim cudem jedna siostra wyjęła drugą siostrę z więzienia? Czy ten Chichi to w końcu dobry wujek, czy bandyta? I oczywiście ten film toczy ta sama bolączka, co wiele filmów na świecie: im bliżej końca, tym gorzej, a samo zakończenie pali w oczy. Tutaj też nie wiadomo, o co chodzi w zakończeniu. W tym filmie niby wszystko jest poprawnie, ale nie ma żadnego polotu. Ogląda się to niespiesznie, czasami ziewając, czasami czekając na jakiś zwrot akcji lub rozwiązanie jakiegoś wydarzenia, a wszystko snuje się po ekranie i do końca nie wiadomo, o co chodzi. Złośliwie można powiedzieć, że wiadomo, o co chodzi: typowa produkcja naszych czasów: reżyserka jest kobietą, wszystkie główne role są kobiece, drugoplanowe role też są kobiece, a mężczyźni to albo bandyci, albo homoseksualiści, a w najlepszym przypadku nieudacznicy. Ogólnie, jak ktoś ma dużo prasowania, to znad żelazka może na ten film zerkać. Pozdrawiam Was, Wasz Profesor Jan Film.