Wielkie rozczarowanie

Od grudnia czekałem na Trzy Billboardy. Namawiałem znajomych na pójście do kina, bo rzadko po samym zwiastunie mam pewność, że film będzie dobry, a w tym przypadku miałem wrażenie, że będzie wręcz świetny. Niestety bardzo się zawiodłem. Masa nielogicznych sytuacji, słaba gra aktorska, a reżyseria niskich lotów- tak jakby sam pomysł tych 3 billboardów miał nam wystarczyć. Ogólnie wydawało mi się, że Woody Harrelson i Sam Rockwell nie widzieli za bardzo sensu poszczególnych scen i grali tak jakby na siłę, a przecież są bardzo dobrymi aktorami (według mnie).

Przez cały film widzowi jest wmawiane, że:
-większość białych jest zła;
-każdy czarny jest spoko;
-księża to pedofile (na prawdę nie wiem po co była tutaj ta scena. Tak jakby reżyser miał nieodpartą chęć wylania swoich poglądów. Fragment nie wnoszący nic do filmu);
-gwałty to wina białych rednecków, a każdy redneck lubi się tym chwalić kolegom redneckom, którzy jeszcze się spytają, czy fajnie się r*chało hehe;
-policja tylko torturuje niewinnych czarnych i w ogóle to funkcjonariusze są głupi (no chyba, że przyjdzie czarny=dobry policjant);
-jak twoja matka będzie walczyć o sprawiedliwość, to w szkole będą cię dręczyć i wyśmiewać (bo to przecież typowe dla białych, rasistowskich nastolatków).
Co więcej, możemy się dowiedzieć, że:
-pierwszy lepszy koleś, który wejdzie na posterunek może funkcjonariuszowi zabrać odznakę i pistolet;
-koktajle mołotowa to bomby nuklearne, które w moment podpalą cały budynek;
-po uderzeniu kogoś, jego twarz wygląda jakby miał zderzenie z tirem;
-bycie białym policjantem pozwala na wyrzucenie kogokolwiek przez okno- jedyna kara jaka cię spotka to usunięcie z policji (w tym przypadku nawet czarny-dobry policjant nie mógł na to nic poradzić, ale rzucamy to w niepamięć, bo przecież Dixon na koniec okazał się swoim chłopem).

Rzadko zdarza się film z taką ilością nielogicznych sytuacji, a na prawdę widać je na każdym kroku. Reżyser albo tak bardzo chciał przekonać widza do swojej wizji świata, co jest bardzo męczące, albo postarał się wpisać w panujący trend i dzięki temu zawalczyć o Oscary. W skrócie: pretensjonalny film bez jakiegokolwiek przesłania.

Jestem ciekaw czy ktoś ma podobne spostrzeżenia po filmie, ale patrząc na ocenę filmu to chyba jestem wyjątkiem.
PS. Zawsze przed obejrzeniem filmu, wchodzę na filmweb i patrzę właśnie na ocenę i prawie nigdy się nie zawiodłem jak była wyższa niż 7. Stąd ta ósemka to dla mnie abstrakcja.

150
  • Nie trudno się z niektórymi rzeczami nie zgodzić. Ja przede wszystkim oczekiwałem opowieści kryminalnej jak sugeruje opis. A dostajemy... film w sumie nie wiadomo o czym, bo jest tutaj masa postaci, wątków. I ani poszczególne postaci, ani wątki nie dostają tyle czasu by mogły zadowalająco wybrzmieć. Oczywiście prócz głównej bohaterki. Trochę jak w "American Beauty", który też był po prostu filmem o życiu. "Trzy billboardy" to przede wszystkim film, który bardzo dobrze się ogląda. Uwielbiam w filmach klimat takiej małej, zapadłej mieściny rodem z "Twin Peaks" i w tym filmie to dla mnie główny atut. Tylko mocno kontrastowało z tym zachowanie poszczególnych bohaterów. Policjant, który wyrzuca gościa przez okno i bije go na środku ulicy, jak gdyby nigdy nic. Główna bohaterka kopiąca po kroczu nastolatków albo rzuca koktajlami Mołotowa w komisariat. No ja rozumiem, że ma pewne przyzwolenie na pewne rzeczy, bo straciła córkę, ale bez przesady. Mimo, iż jak napisałem film ogląda się świetnie, 2 godziny zleciały jak z bicza strzelił to jednocześnie wolałbym film, który skupia się przede wszystkim na tym co jest jego osią przewodnią: na śledztwie ws. morderstwa nastolatki. To przecież po to powstały te billboardy. Ale odkąd ten szeryf strzelił sobie w łeb film zaczął iść w nieco dziwnym kierunku.

  • Niestety, nie dostrzegasz przewrotnej ironii zawartej w tym filmie, której przejawy tak ładnie wypunktowałeś - w tym pogrywania stereotypami, droczenia się z bohaterami.
    No ale jeśli chcesz tak na serio, to wyjaśnię:
    - w filmie jest wielu białych i są oni różni, dobrzy i źli,
    - rasizm w Stanach to nieustająco poważny problem,
    - w filmie nie ma księży pedofilów, natomiast bohaterka wyraża opinię, że należenie do "gangu" czyni człowieka współodpowiedzialnym,
    - w filmie nikt czarnoskórych nie torturuje, jedynie główna bohaterka wyraża taką opinię (a przecież ma niewyparzony język),
    - syn, z tego co pamiętam, nie jest dręczony w szkole - ale prawdą jest, że nie byłoby to czymś nadzwyczajnym - zachowania rodziców przenoszą się często na dzieci, a wielu dorosłym nie podoba się zachowanie bohaterki...

    Dziwią mnie te zarzuty, bo Trzy billboardy mają dużo z komediodramatu z elementami slapstickowymi, są "grubymi nićmi szyte", taką mają formułę. Ponadto reżyser buduje obraz małej społeczności, która rządzi się swoimi prawami.

    Z Twojego postu można wyczytać, że bardzo zawadza Ci sposób przedstawiania Afroamerykanów, ciekawe...

    • Nie wiem dlaczego uważasz, że czegoś nie zrozumiałem, ale wyczuwam irytację i potrzebę podniesienia swojej wartości w Twoim komentarzu, więc wybaczam :) Wydaje mi się, że bardziej wartościowa byłaby rzeczowa dyskusja, bez zakładania z góry opinii o drugiej osobie.
      Według mnie nie ma problemu rasizmu w USA, ale jeżeli posiadasz jakieś wiarygodne statystyki na ten temat, to z chęcią je przejżę. Przykład księdza podałem dlatego, że widać tam jak reżyser na siłę próbuje wcisnąć nam jakieś (niekoniecznie jego) poglądy, bo ta scena była całkowicie zbędna, a bez niej film miałby taki sam sens.
      Postać Mildred jest kreowana na ciekawą, której widz ma kibicować- taki autorytet. Dlatego wszystko co ona mówi powinno oddawać stan faktyczny. Stąd to torturowanie czarnych, które było przytaczane kilkukrotnie, mamy odbierać jako pewnik.
      Syn był szykanowany z powodu działań matki i było to pokazane dwukrotnie. W tym przypadku masz rację, że dzieci wynoszą dużo z domu, ale nie nastolatkowie, którzy myślą samodzielnie i często nie zgadzają się z rodzicami. Bardziej podejrzewałbym, że wszyscy byliby pełni podziwu dla tego co ona robi. Tutaj też widoczne jest takie przekoloryzowanie obrazu.
      Nie miałeś wrażenia, że w każdej sytuacji, w której pojawił się czarny, od początku było wiadome, że będzie on tym dobrym, pomocnym?
      Umiem docenic filmy sprzeczne z moim pogladem na swiat, ale jeżeli jest to robione subtelnie. Ten film jest po prostu słaby, ale idealnie wpasowuje się w wyścig po Oscary.

      • Wcale mi się nie chce dyskutować na ten temat, ale rozbawiłeś mnie :-)
        "Według mnie nie ma problemu rasizmu w USA". Serio? O rasizmie amerykańskiej policji też nigdy nie słyszałeś? To podrzucam pierwszy z brzegu artykuł: https://www.theguardian.com/us-news/2017/jan/08/the-counted-...
        "Przykład księdza podałem dlatego, że widać tam jak reżyser na siłę próbuje wcisnąć nam jakieś (niekoniecznie jego) poglądy, bo ta scena była całkowicie zbędna, a bez niej film miałby taki sam sens". Nie. Scena z księdzem jest ważnym elementem charakterystyki zarówno postaci Mildred i jej syna, jak i społeczności miasteczka.
        "Postać Mildred jest kreowana na ciekawą, której widz ma kibicować- taki autorytet." Nie. Widz szybko się orientuje w stanie ducha Mildred, który ogranicza jej obiektywizm.
        "Stąd to torturowanie czarnych, które było przytaczane kilkukrotnie, mamy odbierać jako pewnik." Nie. Jest to element retoryki, zwany pars pro toto.
        "Nie miałeś wrażenia, że w każdej sytuacji, w której pojawił się czarny, od początku było wiadome, że będzie on tym dobrym, pomocnym?" Nie. Kiedy pojawił się czarnoskóry świadek rozróby Dixona, nie było wiadomo, że będzie dobrym. Dobry nie stałby, patrząc, co wyrabia policjant.

        Wróćmy do pierwszego postu:
        "większość białych jest zła". Nie. Właściwie nie ma tam jednoznacznie złej postaci. Dixon? Raczej głupi, jak jego matka. Mildred? Raczej zrozpaczona. Domniemany gwałciciel? Może to tylko gość o wybujałej, choć zboczonej fantazji?
        "każdy czarny jest spoko". Każdy z tych dwojga pokazanych w filmie? Może. Narkotyków jednak nie pochwalam.
        "księża to pedofile". Nie. Ale to już zostało wytłumaczone wyżej.
        "gwałty to wina białych rednecków". Być może ten akurat gwałt jest winą tego akurat białego osiłka. Ale tego nie wiemy. Nikt nie podaje statystyk, a Mildred domaga się sprawdzenia "każdego" mężczyzny - bez ograniczeń jeśli chodzi o kolor skóry.
        Itd. itp. Uogólniasz. Ten film tego nie robi.


        • Oczywiście, że słyszałem o rasizmie w amerykańskiej policji, ale to, że się o tym wszędzie mówi, nie oznacza, że problem istnieje. W artykule, który mi podałeś aitor zapomniał wspomnieć, że odsetek przestępstw popełnianych wśród czarnych jest prawie 3 razy większy niż u białych: ucr fbi gov/crime-in-the-u.s/2013/crime-in-the-u.s.-2013/tables/tabl e-43 (w miejscach spacji kropki)
          Może dlatego policja częściej używa broni w stosunku do afroamerykanów?
          Masz inne zdanie jeżeli chodzi o sam film, ale dziwi mnie Twoje rozbawienie. Nie napisałem mojego komentarza, żeby kogoś obrazić, czy wyśmiać, ale żeby podzielić się z innymi swoją opinią, ewentualnie lepiej zrozumieć film, bo człowiek przecież całe życie się uczy. Po Twojej odpowiedzi nie zmieniłem zdania w żadnym stopniu.
          Poza tym, skoro wcale nie chce Ci się dyskutować, to co tu jeszcze robisz?

          • policja amerykańska za to samo przestępstwo inaczej traktuje czarnych inaczej białych
            kolorowy (azjata, afroa, latynos) za zapalenie marychy ląduje w pudle
            białemu nie dzieje się nic, albo wykpiwa się kaucją
            drugie przestępstwo kolorowego (marycha np. albo posiadanie czegokolwiek z tzw. używek) to już wyrok 10-15 lat
            następny dożywocie
            a biały.... cóż
            szczegóły odnośnie polityki kryminalnej w stosunku do kolorowej mniejszości w USA choćby w jednym z rozdziałów "Ameryka zbuntowana. Siedemnaście dialogów o ciemnych stronach imperium wolności, Warszawa 2007" Domosławskiego

            • Musisz wyjechać za granicę i zobaczyć jakie są realia. 10 lat temu jak wyjeżdżałem to też myślałem że czarni są tacy fajni a źli biali tylko ich dyskryminują. Jedyni czarni jakich wtedy znałem to ci z ekranu telewizora i może jeden czy dwóch spotkanych na ulicy w dużym mieście. Teraz po tych 10 latach poza Polską nie dziwię się nikomu kto surowiej traktuje czarnych i wręcz uważam, że prawo za lekko się z nimi obchodzi a policja ma często ręce związane poprawnością polityczną.

              • zapomniałeś dodać że nie jesteś rasistą

                • Rasizm nie ma tutaj nic do rzeczy, więc daruj sobie

                • cytata: "Teraz po tych 10 latach poza Polską nie dziwię się nikomu kto surowiej traktuje czarnych i wręcz uważam, że prawo za lekko się z nimi obchodzi a policja ma często ręce związane poprawnością polityczną."
                  jakieś pytania?
                  sameś to napisał

                • No i gdzie tutaj widzisz rasizm ? To co napisałem jest moim własnym doświadczeniem z życia codziennego. A ty z iloma czarnymi miałeś do czynienia w realu a nie na ekranie telewizorka ? Rasizmem to grają czarni, cokolwiek zmalują albo coś jest nie po ich myśli to pierwsze co krzyczą: rasizm, dyskryminacja. Policja jest rasistowska bo złapała czarnego na gorącym uczynku, pracodawca jest rasistowski bo wymaga przestrzegania zasad/regulaminu jaki obowiązuje w miejscu pracy itd. Nie ma pokojów do wynajęcia albo skończył się towar w sklepie ? To bzdura, na pewno jest tylko nie chcesz mi sprzedać bo jestem czarny. Taka jest codzienność. Nie zabieraj głosu jeśli nie masz pojęcia jak wygląda świat poza twoim podwórkiem i ekranem telewizora

                • nie byłeś na wojnie - nie wypowiadaj się
                  nie siedziałeś w więzieniu - nie wypowiadaj się
                  nie byłeś hokeistą - nie wypowiadaj się
                  nie jesteś kobietą - nie wypowiadaj się

                  itp. itd. etc.
                  proponuję jednak popatrzeć trochę dalej niż własne doświadczenie wynikające z tego że coś się przeżyło. Bo empiria to jedno, a to skąd się biorą pewne zachowania to zupełnie co innego (pytanie pomocnicze. Skąd się wzięli Afroamerykanie? I kto ich tam sprowadził. I czy na pewno oni tego chcieli? Jak odpowiesz sobie na te pytania, to może zrozumiesz. I odpuść sobie takie teksty o "telewizorku" i tym, że "jeśli nie masz pojęcia to się nie wypowiadaj".
                  A rasizm to rasizm: czarny czy biały.

                • Jak daleko może popatrzyć ktoś kto nie mieszkał/nie pracował/nie przeżył ani minuty w towarzystwie czarnych ? Afroamerykanie ? To tak jak w piosence Kazika z Lutherem Kingiem co nie był murzynem ani czarnym tylko afroamerykaninem. Sztuczny twór słowny żeby tylko nie nazwać murzyna murzynem, bo to rasizm prawda ? Odwoływanie się do sprowadzenia murzynów jest śmieszne i jako żywo przypomina narrację samych murzynów, którzy na każdym kroku przywołują coś, czego nie pamiętają ani oni sami ani ich żyjący krewni. Porównajmy poziom życia tych twoich afroamerykanów i ich ziomków po drugiej stronie oceanu, na czarnym kontynencie. Okazuje się, że wcale tak źle (delikatnie mówiąc) nie wyszli na tym sprowadzeniu. Gdyby było im źle, to by wrócili a jednak tak się nie stało, zostali i zaczęli się rozmnażać, korzystać z dobrodziejstw systemu socjalnego i zapełniać więzienne cele. Poza tym murzyn, to nie tylko afroamerykanin. W Europie jest cała masa murzynów, których nikt siłą nie sprowadził tylko sami się tutaj pchają żeby żyć na koszt innych i uprzykrzać swoim zachowaniem życie ludziom z którymi dzielą przestrzeń.

                • Nie będę tłumaczył się komuś takiemu jak ty. Bo sensu nie widzę, a byś się jednak zdziwił.
                  Nie dociera to nie dotrze choćbyś łbem walnął o ścianę. Czego mimo wszystko nie życzę.
                  Tekst o "nie pamiętaniu" budzi żałość. I tyle w temacie.

                • Zalosc to budza twoje smuty. Czarni beda jeszcze przez dziesiatki lat ''jechac'' na niewolnictwie i rasizmie zeby wycisnac z reszty spoleczenstwa wszystko co tylko sie da na swoja korzysc. Jedyne co mnie dziwi to zabieranie glosu przez kogos kto ma zerowe doswiadczenie w temacie, wiec z tym waleniem w sciane to raczej tobie by sie przydalo

                • Bardzo dobrze.
                  e_mjot skończyły się argumenty, bo to nie były jego argumenty tylko telewizora.

                • Mbm8 zmiotłeś gościa który zamiast jakichkolwiek argumentów używa żenującego "nie będę tłumaczył takiemu jak TY". Jakiemu e_mjot? Takiemu co wie co mówi bo widział zachowanie czarnych w prawdziwym życiu w przeciwieństwie do kogoś kto żyje iluzją że "wszyscy są równi ale asistami mogą być TYLKO biali?" Zastanów się dwa razy zanim znów zaczniesz sypać populizmem

            • e_mjot
              "policja amerykańska za to samo przestępstwo inaczej traktuje czarnych inaczej białych
              kolorowy (azjata, afroa, latynos) za zapalenie marychy ląduje w pudle
              białemu nie dzieje się nic, albo wykpiwa się kaucją
              drugie przestępstwo kolorowego (marycha np. albo posiadanie czegokolwiek z tzw. używek) to już wyrok 10-15 lat
              następny dożywocie
              a biały.... cóż "
              To oczywiście opierasz na czymś konkretnym a nie swoich wyobrażeniach?

          • Dzięki za statystykę. Czyli czarnoskórzy popełniają 3 razy więcej przestępstw od białych, natomiast 9 razy częściej są zabijani przez policję. Taaaaaaaaaaaaaa. Pełna równowaga. Zero rasizmu.
            A co ja tu jeszcze robię? Czasem trudno mi poskromić temperament pedagoga i zapominam, że większość forumowiczów jedynie udaje, że dyskutuje, tak jak udaje, że czyta (polemiczne posty) i ogląda filmy (z uwagą).

            • Z artykułu wynika, że czarnych jest zabijanych 3 krotnie więcej niż białych- czyli w podobnym stosunku co ilość popełnianych przestępstw.

            • Zwróć uwagę, że jak amerykańska policja zabija czarnego, który nie wykonywał poleceń (ostatnio sporo było takich przypadków), to afroamerykanie robią zamieszki z plądrowaniem sklepów, a jak czarny policjant zabija zupełnie niewinnego białasa, to nikt nie reaguje. A więc racja - Stany to kraj zdecydowanie rasistowski.

              • Pierwszy raz słyszę o sytuacji, że policjant zabijający niewinnego nie ponosi za to odpowiedzialności. I to dzieje się w USA - kraju najlepszej na świecie konstytucji? Link poproszę.
                Swoją drogą: "Afroamerykanie robią zamieszki" kontra "nikt nie reaguje" (w domyśle: biali nie robią zamieszek) jakoś mnie nie dziwi. Segregacja rasowa zniesiona została ponad pół wieku temu, a czarnoskórzy (generalnie nie-biali) mieszkańcy USA nadal nie mają takich samych możliwości rozwoju jak biali. Frustracja prowadzi do skrajnych zachowań, znamy to też z naszego podwórka. Czarni wychodzą na ulicę, biali idą do sądu. Uprzywilejowani wierzą w system, pokrzywdzeni - niekoniecznie.
                Dwadzieścia lat temu w Filadelfii w lekko zatłoczonym autobusie jadącym do centrum byłam jedyną białą. Ciekawe, czy to się zmieniło...

                • "Pierwszy raz słyszę o sytuacji, że policjant zabijający niewinnego nie ponosi za to odpowiedzialności." - jeżeli jesteś zatrzymywana przez policjanta, który celuje w ciebie z broni i każe się nie ruszać i/lub podnieść ręce, a ty zamiast wykonywać jego polecenia zaczynasz się z nim szarpać lub np. robisz ruch przypominający sięganie po broń, to pretensje o to, że zostałaś odstrzelona możesz kierować wyłącznie do siebie.

                  ""Afroamerykanie robią zamieszki" kontra "nikt nie reaguje" (w domyśle: biali nie robią zamieszek)" - mówiłem konkretnie o Stanach. Oczywiście, że biali też robią zamieszki. Np w zeszłym roku w Hamburgu podczas szczytu G20 biali faszyści urządzili regularną wojnę z plądrowaniem sklepów i podpalaniem samochodów bogom ducha winnych ludzi, w której rannych zostało (uwaga!) ok. 500 policjantów.

                  "Segregacja rasowa zniesiona została ponad pół wieku temu, a czarnoskórzy (generalnie nie-biali) mieszkańcy USA nadal nie mają takich samych możliwości rozwoju jak biali." - co przez to rozumiesz?

                  "Frustracja prowadzi do skrajnych zachowań, znamy to też z naszego podwórka." - jeżeli banda dzikusów splądruje np. twój sklep, to powiesz "Są sfrustrowani, mają do tego prawo"?

                  "Czarni wychodzą na ulicę, biali idą do sądu. Uprzywilejowani wierzą w system, pokrzywdzeni - niekoniecznie." - czy to te same sądy, które legitymizują rasistowskie praktyki segregacji rasowej na egzaminach wstępnych do uniwersytetów na korzyść czarnych?

                  "Dwadzieścia lat temu w Filadelfii w lekko zatłoczonym autobusie jadącym do centrum byłam jedyną białą." - o czym to ma niby świadczyć?

                • Akapit 1: treść Twojej wypowiedzi jest nieadekwatna do mojej. Trudno w tej sytuacji dyskutować.
                  Akapit 2: też mówiłam o Stanach.
                  Akapit 3: dokładnie to, co napisałam.
                  Akapit 4: nie napisałam, że mają prawo do skrajnych zachowań. Natomiast dostrzegam i rozumiem pobudki.
                  Akapit 5: kiedy dzieci robotników i chłopów w PRL dostawały w procesie naboru na studia preferencyjne punkty za pochodzenie, nikt nie mówił o rasizmie, raczej o wyrównywaniu szans. Dzieci z niepreferowanym pochodzeniem społecznym w ogromnej większości to rozumiały (bo i tak na studia się dostawały).
                  Akapit 6: to taki przykład nierówności ekonomicznych, które de facto przedłużyły epokę segregacji rasowej o jakieś 35 lat po oficjalnym jej zniesieniu.

                • "Akapit 1: treść Twojej wypowiedzi jest nieadekwatna do mojej. Trudno w tej sytuacji dyskutować." - wszystko jest adekwatne. Wskazuję na to, że przypadki zastrzelenia przez policjanta niewinnej osoby są skrajnie marginalne. Prawie wszystkie przypadki głośnych zastrzeleń biednych Murzynów przez rasistowskich policjantów łączy wspólny element - odmowa wykonywania poleceń policjanta połączona z agresywnym zachowaniem.

                  "Akapit 2: też mówiłam o Stanach." - to co? Może chcesz powiedzieć, że czarna i biała rasa są w USA równie zamieszkogenne?

                  "Akapit 3: dokładnie to, co napisałam." - wiem, nikt nie lubi niewygodnych pytań, ale naprawdę nie potrafisz wyjaśnić na czym polega brak równych możliwości rozwoju?

                  "Akapit 5: kiedy dzieci robotników i chłopów w PRL dostawały w procesie naboru na studia preferencyjne punkty za pochodzenie, nikt nie mówił o rasizmie, raczej o wyrównywaniu szans. Dzieci z niepreferowanym pochodzeniem społecznym w ogromnej większości to rozumiały (bo i tak na studia się dostawały)." - oczywiście, że nikt nie mówił o rasizmie, bo była to dyskryminacja wewnątrz jednej rasy :) Gdybyś nie dostała się na studia, bo twoje miejsce zająłby jakiś Murzyn z gorszymi wynikami, to nadal broniłabyś tego rasistowskiego systemu?

                  "Akapit 6: to taki przykład nierówności ekonomicznych, które de facto przedłużyły epokę segregacji rasowej o jakieś 35 lat po oficjalnym jej zniesieniu." - ale że co? Że Murzynów w USA nie stać na samochód? A może po prostu zawędrowałaś do murzyńskiej dzielnicy?

                • Otwórz umysł, proszę i spróbuj przeczytać ze zrozumieniem to, co piszę. Jestem dość zapracowana i nie mam czasu na dialog z kimś, kto nie stara się rozumieć słów interlokutora.
                  1. Na Twoją wypowiedź " jak czarny policjant zabija zupełnie niewinnego białasa, to nikt nie reaguje" napisałam: "Pierwszy raz słyszę o sytuacji, że policjant zabijający niewinnego nie ponosi za to odpowiedzialności. I to dzieje się w USA - kraju najlepszej na świecie konstytucji? Link poproszę" otrzymałam odpowiedź: "jeżeli jesteś zatrzymywana przez policjanta, który celuje w ciebie z broni i każe się nie ruszać i/lub podnieść ręce, a ty zamiast wykonywać jego polecenia zaczynasz się z nim szarpać lub np. robisz ruch przypominający sięganie po broń, to pretensje o to, że zostałaś odstrzelona możesz kierować wyłącznie do siebie". Gdzie widzisz punkt wspólny mojej wypowiedzi i Twojej odpowiedzi? A co do przypadków zabicia przez policję niewinnych ludzi - niestety zdarzają się zbyt często. Osobiście zaprowadziłabym brytyjski model policji, także w Polsce. Nie ma znaczenia, czy czarny policjant zabije białego czy biały czarnego. Przy czym ten drugi przypadek zostanie zapewne nagłośniony, gdyż będzie odebrany (niestety, taką mamy - jako biali ludzie - historię) jako kolejny przykład rasizmu.
                  2. Napisałeś: "Afroamerykanie robią zamieszki" kontra "nikt nie reaguje" (w domyśle: biali nie robią zamieszek)" - mówiłem konkretnie o Stanach". Odpowiedziałam: "też mówiłam o Stanach". Tu nie ma żadnego podtekstu. Przytoczę jeszcze raz koniec pierwszej wypowiedzi, żebyś załapał: "Czarni wychodzą na ulicę, biali idą do sądu. Uprzywilejowani wierzą w system, pokrzywdzeni - niekoniecznie".
                  3. Co rozumiem przez brak równych możliwości rozwoju? To co wszędzie: niski status ekonomiczny rodziców, który przekłada się na gorszą edukację dzieci, a to z kolei na mniejsze szanse znalezienia dobrze płatnej pracy. Koło się zamyka.
                  5. Preferencyjny system przyjmowania na studia w PRL nie był rasistowski, a w USA jest. Interesujące. Gdyby na miejscu czarnoskórych znaleźli się biali mieszkańcy jakiejś wioski na południu Teksasu, bo tak akurat ustalono by w USA, nadal byłby to rasistowskie? System broni osoby w gorszej sytuacji i uważam, że jest to OK. Dziś są to czarnoskórzy, jutro być może biali, kto wie. A gdyby jakiś czarnoskóry dostał się na studia zamiast mnie, nie miałabym pretensji do systemu, a do siebie. Z moimi możliwościami powinnam zdobyć tyle punktów, by słaby czarnoskóry mnie nie przeskoczył nawet z punktami preferencyjnymi.
                  6. Istnienie "murzyńskiej dzielnicy" byłoby samo w sobie dowodem na segregację rasową, nieprawdaż?

                • 1. Zatem teraz ja poproszę ciebie byś włączyła tryb czytania ze zrozumieniem. To chyba oczywiste, że taką czy inną wewnątrzproceduralną odpowiedzialność ponosi każdy policjant, który zabił kogoś bezzasadnie. Pisząc o braku reakcji na zabijanie białych przez czarnych miałem na myśli ogólnospołeczną histerię, która wybucha, kiedy biały policjant zabija czarnego bandziora, odmawiającego wykonywania poleceń, a po czym nie ma ani śladu, kiedy czarny policjant zabija niewinnego białego. Wiem, że jesteś zapracowana, ale spróbuj dokłądniej czytać wypowiedzi interlokutorów, a być może zaoszczędzisz trochę czasu.
                  2. Pokrzywdzeni? A kto jest pokrzywdzony w przypadku zastrzelenia bandziora niewykonującego poleceń policji? A może nie idą do sądu, bo wiedzą, że sprawa jest z góry przegrana i dlatego wyładowują frustrację drogą zamieszek?
                  3. Zgadza się, ale takie grupy są wśród wszystkich ras. Wśród białych też są grupy zakotwiczone na społecznym dnie. Nad nimi się nie pochylisz?
                  5. Jezusie nazareński, królu żydowski! Z kim ja dyskutuję? Zacznij może od sprawdzenia w słowniku znaczeń słów "rasa" "rasizm". Jak system PRL-owski mógł być rasistowski, skoro nie segregował studentów wg ras? I nie, ten system nie broni osób w gorszej sytuacji. Ten system to przejaw rasizmu w najczystszej postaci. Założeniem tego systemu wcale nie jest obrona osób w gorszej sytuacji, tylko zmiana proporcji rasowych osób z wykształceniem. Przedstawiciel białych nizin społecznych z tego nie skorzysta. Z kolei czarny, który dostałby się i bez systemu preferencyjnego może spać spokojnie w przeciwieństwie do białego, na miejsce którego będą pretendować czarni z gorszymi wynikami.
                  Czyli jednak bronisz rasizmu, skoro uważasz, że część miejsc na uniwersytetach trzeba zabrać białym i oddać czarnym z gorszymi wynikami.
                  6. Bzdura. Czy chinatowns są wynikiem segregacji?

                • Niestety, Twoje próby przekonania mnie, że w USA konflikt na tle rasowym zmienił biegun i teraz to biali są obiektem działań rasistowskich, są całkowicie chybione. W 1 akapicie gdybasz, co by się stało, gdyby to czarny policjant zabił białego... Ale to tylko gdybanie. Potem stwierdzasz, że czarni nie idą do sądu, bo sprawa jest z góry przegrana. To zupełnie według Ciebie nie świadczy o dominacji białych... Następnie chcesz mnie przekonać, że czarnym może być źle, bo i białym bywa niewesoło (przy okazji - na to ostatnie też reaguję, nie tylko pochylam się nad białymi potrzebującymi, ale też staram się im pomagać). Co do systemu preferencji - piszę o systemie, a nie o tych, którzy z niego w danym momencie korzystają, stąd nie ma znaczenia, kogo ów system usiłuje podźwignąć - jaką ma płeć, kolor skóry, wiek, pochodzenie, sytuację rodzinną itd. (notabene amerykański system preferencji obejmuje nie tylko czarnoskórych, ale też Latynosów, sportowców i - uwaga! - dzieci absolwentów, a ci, którzy najbardziej na nim tracą - Amerykanie pochodzenia azjatyckiego - są jednocześnie grupą najchętniej podejmującą studia). Odróżniam też sytuację, w której jakaś grupa społeczna chce mieszkać razem od tej, w której inna grupa społeczna jest zmuszona mieszkać razem, bo jej członków nie stać na mieszkanie w lepszej dzielnicy.

                • "Niestety, Twoje próby przekonania mnie, że w USA konflikt na tle rasowym zmienił biegun i teraz to biali są obiektem działań rasistowskich, są całkowicie chybione." - nie zamierzam ciebie przekonywać, bo w przypadku dogmatyków jest to bezcelowe. Po prostu lubię zadawać rasistom niewygodne pytania i patrzeć jak się wiją :)

                  "W 1 akapicie gdybasz, co by się stało, gdyby to czarny policjant zabił białego... Ale to tylko gdybanie." - jak to gdybanie??? Czy twój dogmatyczny rasizm zaszczepił w tobie mechanizm wyparcia niewygodnych faktów? A może po prostu niewiele wiesz o Stanach?

                  "Co do systemu preferencji - piszę o systemie, a nie o tych, którzy z niego w danym momencie korzystają, stąd nie ma znaczenia, kogo ów system usiłuje podźwignąć - jaką ma płeć, kolor skóry, wiek, pochodzenie, sytuację rodzinną itd." - system różnicuje prawa obywateli ze względu na kolor skóry. Nie wiem jakim medycznym terminem nazwać przypadłość kogoś, kto nie widzi tu rasizmu.

                  "Odróżniam też sytuację, w której jakaś grupa społeczna chce mieszkać razem od tej, w której inna grupa społeczna jest zmuszona mieszkać razem, bo jej członków nie stać na mieszkanie w lepszej dzielnicy." - nie stać mnie na mieszkanie w dobrej dzielnicy, więc muszę mieszkać z przedstawicielami własnej rasy. A jak się dorobię, to już nie będę musiał mieszkać z przedstawicielami własnej rasy. Logiczne.

                • Rzeczywiście wiję się, ze śmiechu, kiedy obserwuję, jak biali heteroseksualni mężczyźni nagle stracili grunt pod nogami, bo okazało się, że nie są już jedynymi uprzywilejowanymi istotami na tej planecie :D
                  A skoro i tak nie możemy dojść do porozumienia, na zakończenie tej jałowej dyskusji wyjaśnię Ci chociaż mój punkt widzenia, na przykładzie, który akurat dyskutowałam na zupełnie innym forum.
                  W mistrzostwach świata w łyżwiarstwie figurowym startuje 37 zawodniczek, w tym 3 Rosjanki. Jeśli spojrzysz na światową listę wyników, okaże się, że wśród pierwszych 37 najlepszych łyżwiarek jest 15 Rosjanek. Teraz wyobraź sobie, że ta z czwartym aktualnie wynikiem, której nie udało się zakwalifikować do mistrzostw, stwierdza: jak to możliwe, ja mam 211 punktów i nie mogę startować, a Polka, która ma 123 punkty i jest na 434 miejscu rankingu może. Otóż - taki jest system. Promuje różnorodność i daje szansę tym, którzy mają gorszych trenerów, gorsze warunki do trenowania, niemal żadne tradycje i reprezentują mały, nieznaczący w świecie związek łyżwiarski. Gdyby w mistrzostwach startowały tylko łyżwiarki z najlepszymi wynikami, byłoby tam 15 Rosjanek, 10 Japonek i 5 Amerykanek. Dla reprezentantek innych krajów zostałoby raptem 7 miejsc...
                  Mam nadzieję, że wystarczy Ci wyobraźni, by przełożyć ten przykład na sytuację rozmaitych mniejszości. Choćby czarnych w USA.

                • "Rzeczywiście wiję się, ze śmiechu, kiedy obserwuję, jak biali heteroseksualni mężczyźni nagle stracili grunt pod nogami, bo okazało się, że nie są już jedynymi uprzywilejowanymi istotami na tej planecie" - typowy przykład zerojedynkowego myślenia. Niestety dla ciebie, świat jest bardziej skomplikowany i ludzie nie dzielą się wyłącznie na białych rasistów i kolorowych rasistów. Są jeszcze antyrasiści (np. ja), którzy gardzą rasistowskim ścierwem. Ale rozumiem twoje rozpaczliwe próby wepchnięcia mnie do szufladki z napisem "rasa panów", bo usiłujesz ratować swoją niedomykającą się ideologię choćby w swoich oczach.

                  "W mistrzostwach świata w łyżwiarstwie figurowym startuje 37 zawodniczek..." - każdy kraj wystawia tyle samo zawodniczek ergo każdy kraj ma równe prawa. Argument do kosza. Nie wysilaj się. Jako że jesteś rasistką, to twoje argumenty są chybione z natury rzeczy.

                  "Promuje różnorodność" - sztuczne promowanie różnorodności to jeden z największych absurdów zachodniego świata.

                  "i daje szansę tym, którzy mają gorszych trenerów, gorsze warunki do trenowania, niemal żadne tradycje" - i mają odpowiedni kolor skóry - wracając do rasistowskich praktyk amerykańskich uniwersytetów.

                  Twoim problemem (bardzo typowym dla rasistów i wszelkich prawaków) jest antropomorfizacja ras i postrzeganie ich jako jednolite podmioty, który mogą mieć prawa, obowiązki i być osobnym graczem na arenie politycznej. Nie doprowadzi to do niczego dobrego. Wiemy to z doświadczeń pewnego austriackiego malarza.

                • "Antropomorfizacja ras"? Wow. Mroovki ewidentnie nie wpływają pozytywnie na stan umysłu, więc może zmień dietę i za jakieś trzy miesiące sprawdź, co oznacza słowo "rasista" oraz "prawak", wróć tu i mnie przeproś.

                • Dokładnie tak. Traktujesz rasy niczym uczestników stosunków społecznych, upodmiotawiasz je. Przenosisz cechy jednostek na całe rasy. Jest to mechanizm typowy dla rasistów i prawaków (prawaczką może nie jesteś, ale za to 100%-ową rasistką). Natomiast ja, jako antyrasista, twierdzę, że jeżeli chcemy uniknąć rasizmu, to nie możemy w systemach prawnych w ogóle uwzględniać ras. Prawo powinno być pisane tak, jak gdyby rasy w ogóle nie istniały. Tylko tak unikniemy rasistowskich patologii.

                • Czyli byłbyś OK wobec stworzenia antyrasowego, antynarodowego, antykomunijnego prawa, które sprawiłoby, że w ciągu dekady przez równość wszystkich granicę przekroczyłoby tylu ludzi z kompletnie innej cywilizacji, że np. polski naród przestałby z dnia na dzień istnieć i powstałby tu jakiś afrykańsko-muzułmańskii bantustan czy inny emirat? No bo skoro grupy nie są podmiotami, nie tworzą też narodów, nie mają wspólnoty interesów, łączności kulturowej i prawa do istnienia, a generalnie są tylko zatomizowane wymieszane społeczności każde na równym poziomie wartościowania, mające jakieś wspólne cechy tylko przez izolację w jakichś granicach. W takiej sytuacji życie narodu kończy się całkowitym upadkiem albo radykalizacją tych, którzy z takim myśleniem się nie zgadzają i siłą robią innym dobrze czyli zamykają granice, robiąc drugi rasitowsko nacjonalistyczny Izrael... Gdzieś mi tu umyka jakaś bardziej cywilizowana droga po środku, dla bardziej umiarkowanych konserw. Naprowadzisz?

                • Już naprowadzam. Jak powiedziałem jestem antyrasistą. Ale nie takim typowym mainstreamowym antyrasistą, a konsekwentym. Tzn piętnuję każdy rodzaj rasizmu, a nie tylko wybrane. Mój antyrasizm przejawia się nie poprzez zakaz mówienia źle o niektórych rasach, tylko zakaz mówienia kłamstw na temat ras. A kłamstwem np. jest to, że wszystkie rasy rą równe. Nie są - jedne są rozwinięte, inne są zacofane. Napluję w ryj każdemu rasiście, który nie zgodzi się z tym stwierdzeniem. Ale oczywiście wszystkie rasy powinny być równe wobec prawa. Aby to zapewnić najskuteczniej będzie pisać prawo udając, że rasy nie istnieją. Wtedy żadna rasa nie będzie uprzywilejowana. Co innego narody, religie i inne grupy społeczne. Tu jak najbardziej widzę pole to uzasadnionej dyferencjacji prawnej i popieram zakaz wpuszczania do kraju wszelkich dzikusów, barbarzyńców i faszystów. A granice państwa powinny być rzeczą świętą. Najlepiej z wysokim murem. Kiedyś mury były symbolem wolności i niezależności, a strona przegrana w wojnie często była zobowiązana do wyburzenia swoich murów. Niestety dzisiaj faszystowska propaganda stawia wszystko na głowie i kreuje negatywny wizerunek murów, które tak naprawdę są atrybutem liberalizmu w czystej postaci.

            • Zapomniałeś wspomnieć, że rasizm czarnych wobec białych jest tam ogromny. Właśnie również ich domowe wychowanie w przekonaniu, że jest się wiecznie uciśnionym, innym, poszkodowanym (to samo u Żydów) powoduje zamykanie się, izolację i radykalizację postaw (również przyzwolenia na dyskryminację białych, atakowania ich, okradania), żądanie nieuprawnionych przywilejów. W przypadku białych to aktualnie jest bardziej obawa o marginalizację we własnym kraju, własnej kultury przez rosnących liczebnie imigrantów zyskujących możliwość przegłosowania sobie większych praw, wprowadzenia socjalizmu i dyktatury równości (czytaj przywilejów dla sojuszu mniejszości kosztem starego trzonu społeczeństwa). W przypadku czarnych to jest również kwestia chorej polityki społecznej, dotowania biedy i przez to utrzymywania ich w niej i gettach na wieki, a jak wiadomo patola przechodzi z pokolenia na pokolenie - bo czym nasiąkniesz tym trącisz. To również pokazuje do czego prowadzi odrzucenie zasad cywilizacji łacińskiej przez schizmatyków, rewolucjonistów, komunistów i kogo tam jeszcze chcących budować na siłę lepszy świat, utopię na gruzach tego co dobrze działało. Przyszłość USA widać dzisiaj w pigułce w RPA. Bez ogarniętej większości nie da się już naprostować rosnącej mniejszości - wzorzec musi iść z pokolenia na pokolenie i pośrednio na innych, przy większości silniejszy wzorzec idzie ze zdegenerowanego dołu ku bardziej ogarniętej cywilizacyjnie i edukacyjnie górze. Demokracja ciemnoty wprowadza ciemnotę jako standard. To tragedia dla wszystkich i białych i wszystkich niebiałych. Podobnie stało się z Rzymem. Najpierw psucie monety i ekonomii, później degeneracja społeczna i obyczajowa, później zbyt liczna imigracyjna biedota, rzymska ulica zerwała się ze smyczy żądając przywilejów i psucia prawa. na koniec obce kraje skonsumowały trupa, a plagi dokończyły dzieła. Islam i Słowiaństwo weszły w to jak masło. Tak samo Islam znowu wejdzie w tę pustkę kulturową w Europie, a z czasem i w ten chaos w USA. Nie sądzę by ten film pomagał zrozumieć ludziom co nadchodzi, a to jest jedna z ról kina i sztuki w ogóle - mówić o realiach, a nie wydumanych historiach i urojeniach.

          • Jeden film. Różny odbiór. Podpisuję się rękoma, nogami i nawet trzustką pod odbiorem ACCb. Więc może spróbuj spojrzeć na ten film jeszcze raz? Pewnie szkoda Ci czasu, ale jednak naprawdę uogólniasz i moim zdaniem niesprawiedliwie go oceniasz. Film pokazuje wyrywek wykreowanego świata. Tak się składa, że w rzeczywistości udając się w dane miejsce z danymi ludźmi możesz też wstrzelić się w klimaty rodem z Trzech Billboardów. W 2 godzinnej produkcji nie sposób ująć holistycznie naszej planetki. Ja też widziałam tam białego szeryfa, który wywołał u mnie pozytywne konotacje - z pewnego rodzaju sumiennością i szlachetnością. Też widziałam czarnego następce, ale nigdzie nie odniosłam pozytywnego wrażenia. Zupełnie neutralne z wielkim minusem, bo patrzył na kopanego dzieciaka bez reakcji. Akurat Redneck był zwyrolem i degeneratem - życie - pełno takich. Dla uspokojenia równowagi niektórych widzów powinien być czarny najwyraźniej, wtedy film byłby o gwiazdkę lepszy? Kilkukrotnie spotkałam się z dręczeniem dzieciaka w gimnazjum i liceum lub przynajmniej mini szykanowaniem z pobudek, które były związane z rodzicami. Dla mnie w tym nie było nic niespotykanego. W filmie kościół nie jest pokazany w negatywnej odsłonie, to jedynie zdanie naszej bohaterki. A jeśli chodzi o wyrzucenie młodego przez okno. Cóż Dixon nie został skazany, bo nie został oskarżony,a nie został oskarżony, bo najwyraźniej typek nie wniósł oskarżenia (z tego co się orientuje tak to wygląda w USA, pomijając morderstwa, bo trupy to niewiele wskórają). A nie wniósł go , bo zdążyli spotkać się w szpitalu, tamten przeprosił, a ten podał mu nawet sok ze słomeczką jako symbol wybaczenia. Luźno. Mam wrażenie, że narzuciłeś sobie szybko jakiś flirt przy oglądaniu i potem już wszystko było odnotowywane w głowie przez niego, pod schemat.

            • Wyręczyłeś mnie. dzięki.
              Dodam tylko, że rzeczony redneck prawdopodobnie był żołnierzem, którego z jakichś powodów kryto. Miał bardzo mocne alibi i wykorzystał to, jest coś na ten temat w urywkach rozmowy.

            • Pewnie jeszcze kiedyś obejrzę "Trzy billboardy", ale nie sądzę, że zmienię o nich zdanie. Byłem po prostu poirytowany, że film zawierał tyle nieścisłości i był w całości bardzo sztuczny (wiem- Twoje odczucia są inne). Ciężko mi się skupić na seansie jako całym, jeżeli rzuca mi się w oczy całkowity brak realizmu. Jednym z wyznaczników dobrego filmu dla mnie jest właśnie realne przedstawienie świata, bez niepotrzebnego wciskania jego nieprawdziwej wizji celem przypodobania się jakimś środowiskom. I tak, z przyjemnością oglądam filmy bez ciekawej fabuły spełniające ten warunek. Nowsze filmy często mają z tym problem i rzadko zdarzają się perełki takie jak "Manchester by the sea". Mam wrażenie, że obecnie filmy są pozbawione wolności reżyserskiej, a wynika to ze strachu przed irracjonalnymi oskarżeniami o rasizm, seksizm itp., które wykluczają z walki o oscary.

      • Bohaterka nie jest kreowana na żaden autorytet - skąd to wrażenie? Jest po prostu bohaterką, która ma swoje racje. To przecież prosta kobieta, w której przelała się czara goryczy z powodu opieszałości policji, więc postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. To wszystko.
        Co do kwestii rasizmu w Stanach - może już masz to za sobą, może nie, ale naprawdę dobrym sposobem na wyrabianie sobie swoich poglądów jest własne doświadczenie - w tym przypadku spędzenie trochę czasu w Stanach. O ile Kalifornia i Nowy Jork to dość tolerancyjne stany, to środek... Hm, spędziłem tam tylko kilka tygodni, ale odbyłem całkiem sporo rozmów. Takich miejsc jak Ebbing jest całe mnóstwo, z tego typu ludźmi, o takich poglądach.
        Z kolei temat ilości przestępstw jest bardziej złożony, ma swoje przyczyny w amerykańskiej historii i strukturze społecznej (biali policjanci zatrzymujący czarnych, którzy następnie są skazywani przez białych sędziów itd.). Czy naprawdę trzeba przypominać, że jeszcze w sumie nie tak dawno temu Afroamerykanie byli obywatelami drugiej kategorii? Nie mogli studiować czy korzystać z tych samych autobusów co biali, czy głosować.

        • Moje odczucie jest takie, że właśnie dzięki temu, że Mildred jest prostą kobietą, większość osób może na pewien sposób się z nią utożsamiać. Stąd to moje wrażenie, że reżyser pośrednio przemyca te poglądy.
          Moim zdaniem z tym rasizmem w Stanach jest tak samo jak w Polsce z tzw. skrajną prawicą i w obu przypadkach jest to margines i element patologii, ale działania tych osób są tak nagłaśniane, że w świat idzie opinia o rasistowskich Stanach, czy antysemickiej Polsce.
          Jeżeli mowa o tych przestępstwach to nie miałem na myśli, że czarni częściej dopuszczają się takich czynów dlatego, że mają inny kolor skóry, tylko właśnie ze względu na historię i aspekty społeczne. Jednak mówienie o instytucjonalnym rasizmie jest wg mnie irracjonalne, a im więcej się mówi o pojedynczych przypadkach, tym więcej osób myśli, że jest to duży problem społeczny.

      • "Według mnie nie ma problemu rasizmu w USA" - nie ma rasizmu w USA? A sądy, które usprawiedliwiają rasistowskie praktyki uniwersytetów stosujących preferencje rasowe przy naborze studentów? Czy to nie rasizm w najczystszej postaci?

    • Wystarczy, że ty, o znawco przeogromny, pozjadałeś wszelkiej maści rozumy.
      Zapamiętaj sobie: im ktoś jest durniejszy, tym za większego debila uważa tych, którym nigdy nie dorówna iontelektem. Dowiedzione empirycznie.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: